Zmiana sposobu prezentacji
Tamten wieczór zapowiadał się, jak każdy inny. Kładąc się do łóżka, mam zwyczaj, przed snem wziąć książkę do czytania. W owym czasie pasjonowała mnie dziewiętnastowieczna literatura rosyjska. O ile pamięć mnie nie myli tytuł czytanej lektury tego wieczoru, to „Opowiadania niezwykłe” Iwana Turgieniewa. Wbrew tytułowi opowieści nie miały w swej treści nawet pozorów grozy. Lekkie w formie, niepowiązane ze sobą epizody, skłaniające do zadumy nad minionymi latami, wspomnienia sentymentem zabarwione. Miła chwila ułatwiająca zasypianie. Cicha muzyka Charlie Parkera płynąca z radia tworzyła wspaniały akompaniament, tło uzupełniające nastrój odprężenia. Przeczytałem parę rozdziałów, już miałem ją odłożyć na półkę, kiedy usłyszałem dziwne odgłosy dochodzące z podwórza.
Letnia, ciepła, lecz niezmiernie ciemna noc przez otwarte okna w pokoju zdawała się wpraszać do mnie z wizytą. Zgasiłem nocną lampkę. Przez szparę w drzwiach sąsiedniego pomieszczenia wpadała cienka stróżka światła. To znak, że ojciec jeszcze nie spał. Tymczasem na zewnątrz rozległo się skowytanie psa. Nie szczekał, tylko wyraźnie czymś wystraszony skomlał. Po chwili dołączyły do niego wszystkie pozostałe z najbliższej okolicy. Ich przelękłe ciche wycie wydawało się być zapowiedzią nadchodzącego zagrożenia. Instynktownie wyczuły niewidzialne niebezpieczeństwo czające się w mroku nocy. (...)
--- cały tekst ---
Epitafium dla Bliskiego Nieznajomego
Spotykałem go codziennie. Nawet kilka razy w ciągu dnia. Mimo tych częstych spotkań mężczyzna ten pozostawał, podobnie jak wielu innych, obojętnie mijanych na ulicy, czy spotkanych w autobusie, nieznajomym. Nie wiedziałem, kim był, co robił, gdzie mieszkał. Czy miał żonę i dzieci, a może, tak jak i ja, był osobą samotną, bez rodziny i przyjaciół? Wtedy było to dla mnie bez znaczenia. Na pewno bardziej obojętne niż obecnie, chociaż i dzisiaj jego osoba nie powinna obchodzić mnie w jakiś szczególny sposób. Pomimo wszystko był i pozostał tylko nieznajomym z widzenia.
Jak wszyscy ludzie, tak i ja mam swoje małe słabostki. Jedną z nich jest stała potrzeba intensyfikacji organizmu trunkami wzbogaconymi wysokoprocentowym alkoholem. Są tacy, którzy ośmielają się twierdzić, że jestem zwyczajnym pijakiem, ale są w błędzie. Ich mniemanie opiera się na powierzchownej obserwacji, płytkiej konstatacji mojej osoby. To, że mój chód bywa czasem niepewny, może i owszem świadczyć o moich kłopotach, nazwijmy je grawitacyjnymi, z nadmierną siłą ciążenia, ale nic ponadto. Jedną z cech, która znamionuje alkoholika, jest to, że on pije, bo musi, drugą, to alkoholik nigdy nie pije sam. Po pierwsze, piję, bo lubię, po drugie, będąc w towarzystwie, staję się automatycznie abstynentem. Tak zdarzają się takie sytuacje, że zmuszony jestem bywać na przyjęciach. Rzadko, bo rzadko, ale zdarzają się. (...)
--- cały tekst ---
