Zmiana sposobu prezentacji
-Jest już moja. To pewniak . Dziś w łóżku powiedziała, że kupi mi mój własny biznes. Nie chce żebym całe życie był kelnerem na tym zadupiu. Może nawet zabierze mnie do Francji? - Przez dłuższą chwilę zaciągał się sziszą. W jego mętnym spojrzeniu odbijało się światło kawiarnianej lampy. Dziś zmęczenie wyjątkowo dawało mu się we znaki. Cały dzień spędził przecież z Angélique.
- Ty to masz nosa do interesu. Od razu udało Ci się złapać „grubą rybę” - uśmiechnął się ironicznie Amir. Nie był tak ładny jak jego przyjaciel i przez ostatni sezon nie szło mu najlepiej. Przyciągał jedynie naiwne studentki, na których nic nie można ugrać. - Ja znowu muszę się ukrywać. Łażą za mną trzy idiotki. Każda wzięła na poważnie moją „ofertę matrymonialną” i myśli, że jest tą jedyną. Dwie chcą nawet konwertować. Mam już dosyć, choć przyznam, że na początku świetnie się bawiłem.
- Jak Ty to robisz stary? Jakim cudem one nie wiedzą o sobie nawzajem? Przecież są na tym samym turnusie…
Amir posłał mu spojrzenie pełne triumfu.
– Kwestia wprawy bracie - zaśmiał się rubasznie. – Faktycznie ciężko jest czasami to wszystko ogarnąć. Trzeba to robić tak, żeby każda myślała, że jest moją księżniczką. Jednocześnie nie może się dowiedzieć o trzech pozostałych - Wybuchnął głośnym śmiechem i klepnął przyjaciela w ramię. – Wystarczy (...)
--- cały tekst ---
