Zmiana sposobu prezentacji

Korporacyjne hetery XXI wieku: czyli jak „Być kobietą” na miarę swej epoki.

Nie sposób wymienić całego bezliku znaczeń, kryjącego się za tym jakże niepozornym i wątłym słowem „kobieta”. Na przestrzeni wieków zmieniały się jak w kalejdoskopie kanony postaci kobiecej oraz jej roli i pozycji, jaką miała ona pełnić zarówno w społeczeństwie, jak i w literaturze, gdzie rytm tychże zmian wybijały kolejne epoki i ich wizje kobiecości.
Postaci kobiety i jej rola ulegają niejako ciągłej metamorfozie, zatracając się w kontinuum nieustannego przeobrażenia, co rusz to przyoblekając kobiecą kibić w inną szatę, której „fason” zależny jest od realiów z jakich została uszyta. Ogrom tychże zmian prowadzi do konkluzji, że kobieta zmienia się wraz ze światem, jakoby podlegając procesowi symultanicznej ewolucji nieprzerwanie aż po dzień dzisiejszy, lecz może prześledźmy ten proces kolejno pokrótce.
Sięgając wstecz niemal do początków naszej cywilizacji, natrafiamy z jednej strony na pogański matriarchat, w którym płeć piękna odgrywa rolę absolutnie dominującą, co zresztą rodzi we mnie pewien sentyment do pogan muszę przyznać. Dodam, iż z tego okresu wywodzi się przede wszystkim topos kobiety – matki. Z drugiej znów natrafiamy na twory kultury antycznej, takie jak greckie hetery. Ich wykształcenie, siłę, charakter, ale też i liberalne obyczaje opiewano wpierw w poezji aleksandryjskiej, a potem także i w poezji tzw. neoteryków, czego przykładem może być chociażby słynna ze (...)

--- full text ---

Ciężkie początki kapitalizmu w cieniu kopalnianej hałdy

W trakcie lektury eseju Nawareckiego i snutych przez niego wspomnień o śląskim dzieciństwie spędzonym „pod klopsztangą” , uporczywie nasuwały mi się obrazy z własnych lat dziecinnych, których epicentrum nierzadko, podobnie jak u autora, stanowiła owa „klopsztanga”, z tą tylko różnicą, iż w bardziej „zagłębiowskiej” formie, jakże sielsko brzmiącego słowa „trzepak”.
Samo to sielskie brzmienie tego jednego tylko słowa naraz przywołuje z odległych zakamarków pamięci slajdy wspomnień z tych lat szczenięcych, które beztrosko mi płynęły niegdyś tu, w sercu Czerwonego Zagłębia, pośród kopalnianych kominów i hałd, na gwarnych, brudnych od pyłu węglowego podwórkach betonowych osiedli – takich niby to o typowo śląskim, industrialnym charakterze, a jednak mocno naznaczonych piętnem, jakże nagminnie wyrzucanego poza nawias przez „prawdziwych hanysów” (ba – nie raz i opluwanego przezeń), zagłębiowskiego Sosnowca.

Aczkolwiek i nam, zagłębiakom, ta niejako obca „Ślunsko godka”, od najmłodszych lat była zarazem jednak też dziwnie bliska, nawet jako tej „gorszej części Śląska”, która nadal tak żywa jest w typowo śląskich, uszczypliwych kawałach, jakie muszę przyznać dawniej nie raz potrafiły mocno ugodzić w mój ledwo kiełkujący lokalny patriotyzm.
Tenże lokalny patriotyzm wyrastał zresztą, trochę tak jak w liryku Tupaca Amaru – niczym ta „róża, która (...)

--- full text ---

„Gorzka pigułka”

Ze snu ciężkiego jak ogromne kowadło w warsztacie Hefajstosa, wyrywa Cię piskliwo - rzężący chichot budzika, masz wrażenie, że szydzi właśnie z Ciebie. Otwierasz oczy, panuje jeszcze zmrok i automatycznie zapamiętanym krokiem mijasz próg łazienki...
 
Z lustra zmatowiałymi oczami patrzy na Ciebie szara, zmęczona twarz; nie poznajesz tej twarzy...tak, z pewnością jej nie znasz!
Obca twarz dalej się gapi a Ciebie zaczyna irytować to puste spojrzenie, udajesz, że nie zauważasz tego, myjesz zęby, twarz...normalna poranna toaleta; ignorowanie twarzy gapiącej się uporczywie na Ciebie z drugiej strony lustra nie przyniosło żadnych efektów. Czujesz coraz silniejsze pulsowanie w skroniach, serce przyspiesza swoją akcję, wraz z uczuciem złości duża dawka adrenaliny uderza wprost w Twój organizm... "Czego się gapisz?!" - wykrzykujesz groźnie w stronę tej twarzy - "Nie widziałeś jak się facet myje? Spierdalaj stąd!!!" - I nic. Zapada nieznośna wprost cisza, a te zmęczone, puste oczy wciąż się gapią...Czujesz konsternację...chwilowo wypiera ona złość. Twoje oczy baranieją i wypisane w nich jest "Nic nie rozumiem", jak u słabego ucznia, gdy wiekowa nauczycielka, zapięta pod szyję tak ciasno, że ma się wrażenie, iż zaraz się udusi, przywoła go do tablicy, postawi przed zadaniem z matematyki i stuka go co jakiś czas drewnianym wskaźnikiem po plecach jakby popędzała leniwego (...)

--- full text ---

„Detalista, niekoniecznie sprzedawca, z pewnością na rynku ludzkich dusz.”

Obłość spinki, chłód małego zielonego kamyka ukrytego skrzętnie w kieszeni przed mamą na wczasach w Mrzeżynie 18 lat
temu, czarny welon do kapelusza wróżki, talizman od którego płonęła skóra i to wszystko, co nie mieści się w historii.... Zapachy, dźwięki, krótkie migawki i impresjonistyczne wrażenia. I mogą mówić, że w szufladach moich wspomnień - chaos. Ten najmniejszy gest, najbłahszy przedmiot, najbrzydszy uśmiech i
wszystkie te detale, bez których nawet monstrualne stalowe konstrukcje, gigantyczne drapacze chmur i największe porty świata nie mogły by istnieć, wypełniają naszą przestrzeń, nadają charakter jaźni i tworzą mikrofilmy naszego życia.
Dzisiaj powiało chłodem, zimne cienie przesuwały się po dendrytach i aksonach mojej głowy, wywołując lekkie wstrząsy
w okolicach mostka, i niewielkie opady... Wolno sunęłam zatłoczoną infostradą, wszyscy gdzieś biegli, a mój krok błądził w poszukiwaniu niechcianych odpadów post-kulturalnych.
 Różowy koralik, niebieski guzik i mała, srebrna spinka, ułamany grzebyk i skrawek wierszy Tuwima, naznaczony poranną
kawą pitą w pośpiechu. Zbieram, kataloguje, selekcjonuje... Czujnym wzrokiem przeczesuje kruchą przestrzeń pomiędzy dzisiaj a wczoraj.  Jestem detalistą, niekoniecznie
sprzedawcą, z pewnością na rynku ludzkich dusz.
 I pośród tej wzbierającej jesiennej melancholii, coś nagle błyska (...)

--- full text ---

"Gdzieś pomiędzy wersami...."

Nocą rozkwitam, umysł ożywa by płodzić oniryczne wizje, wszystko wibruje w
procesie kreacji a ciemność otula swym aksamitnym dotykiem.... 
Noc budzi demony, myśli przywołują najczarniejsze wspomnienia a w głowa
oddaje się dogłębnej analizie drażliwych kwestii...
Noc jest matką wszechrzeczy, schronieniem dla zbłąkanych w życiu i ucieczką
dla banitów.... Noc daje bezpieczeństwo niebieskim ptakom i zbłąkanym artystom,
szukającym uparcie sensu istnienia. I ja, zaliczając się do tego artystycznego
grona na mocy twórczej mi nadanej, szukam tego sensu gdzieś pomiędzy
wersami.... w dwuznacznościach, niuansach i tylko ostra intuicja nie pozwala mi
tam zbłądzić jak w wielkim, mrocznym lesie bez końca...
Słowo ma znaczenie, tekst ma znaczenie i to, co kryje się między wersami...
trzeba zajrzeć głębiej by nie umknął nam sens właściwy. Nie warto płynąć po
powierzchni, byle dla pozoru, nie sięgać dna w obawie przed głębiną...
Człowiek - istota doskonała, dzieło mistrza. Artysta - istota poszukująca,
dzieło szaleńca, to niemal dwa osobne gatunki, to niemal dwa różne
stworzenia... to "niemal" łączy je fizjologią, niezmienną dla obu...
jeść, pić, wydalać.... tylko w kwestiach rozmnażania zdarzają się rozbieżności
niekiedy... artysta nie pragnie nade wszystko usłyszeć płaczu swego nowo
narodzonego (...)

--- full text ---

"Poranek made in Poland"

Zegar wybił 6:00 i ostry dźwięk budzika przeszył szarość poranka. Otwieram jedno oko  i na usta ciśnie się niecenzuralny wyraz... dalej tylko z jednym okiem, podrywam się by uciszyć
piszczący przeraźliwie budzik. Drugie oko otwarło się samo, resztki snu na twarzy postanawiam zmyć zimną wodą w umywalce. Gołe stopy kaleczy chłód podłogi, gdy zmierzam do łazienki. I właściwie nie ma nic więcej niż ten chropowaty świt wczesną jesienią...W łazience unikam patrzenia w lustro, by nie
widzieć zmęczenia na ziemisto - bladej twarzy. Ale w końcu zerkam... z lustra tempo gapi się blada, zmęczona  i nijaka twarz. Tylko te oczy płoną... Duże, pełne wyrazu... jak rozżarzone węgle wciśnięte w białą jak kreda maskę... Jedyny objaw życia. Kieruje bose stopy do kuchni, gotuję wodę, żeby napić się porannej kawy - dzień bez tego nie może się zacząć! W ręce wtykam starą gazetę i delektując się parującą wciąż kawą, bezmyślnie biegam po gazecianych rewelacjach... O, znów mają zdrożeć papierosy... cholerny pech! Dla nałogowca to niemal jak wyrok śmierci! Po kawie odpalam papierosa, jeszcze po starej cenie i wolno zaciągam się dymem...Szybki prysznic, ubranie... i co dalej??
Pora ruszyć na podbój postkomunistycznej rzeczywistości... ubieram buty, zamykam drzwi  i biegnę na autobus. Podróżowanie środkami miejskiej komunikacji to może nie szczyt moich marzeń ale na auto mnie i tak nie (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register