Zmiana sposobu prezentacji
Leno, następnym razem to ty stawiasz coś do kawy.
Baby były z gatunku takich, co to stosują biżuterię i tapir w jednym celu. Mają odwracać uwagę od wzroku. A ten biega w każdym kierunku w poszukiwaniu utraconej młodości. Więc harpie z tapirem na flankach, Lena – szefowa Komitetu Organizacyjnego – w środku, w drugiej linii z laptopem czwarta dama z kwartetu – doktorantka dwojga imion ze szczęką tak wielką, że biblijny Samson zabiłby nią nie tysiąc, a dwa tysiące Filistynów.
A przed zacnym gronem ja. Klnący i kaszlący, zziębnięty, w przemoczonym płaszczu. Oto jestem, delegacja na pewną Bardzo Ważną Naukową Konferencję dotarła.
Z Leną mamy swoje biznesy. Nie widzieliśmy się od roku. Patrzę na nią, ona na mnie, śmieją nam się oczy. Dzieli nas szeroki stół przykryty zielonym suknem. Czuję na sobie świdrujący wzrok harpii i Filistyńskiej Szczęki. Zachowuję powagę, odbieram tabliczkę z nazwiskiem i idę rejestrować się w recepcji.
***
Tak zwany główny raut wieczorny, zawsze stanowi główny punkt ciężkości całego zamieszania, po którym obowiązki Komitetu Organizacyjnego, któremu akurat tym razem Lena przewodniczyła, będą już nieco mniejsze. Na to liczyłem. Do tego czasu dzielnie pilnowała harmonogramu, biegała z afiszami i rozwiązywała rozliczne problemy aprowizacyjne. Na odczytach z zaciętą miną walczyła z laptopem i (...)
--- full text ---
