Zmiana sposobu prezentacji
Przed dziesięcioma laty Anatol, wraz z siedemdziesięcioma, poszedł na żniwa. W drodze nie pozdrawiali nikogo. Tak uczył ich Jezus, syn Boży. Zachodzili do zagród. Obdarzali pokojem. Jedli i pili to, co podali im miejscowi. Jedne dania były wykwintne, inne pospolite. W zamian uzdrawiali chorych mocą i wiedzą od Boga.
Wielu ludzi w wielu krajach żyło w niepokoju. Anatol widział, że ci bez pokoju, wykładali swoje języki na klepiska i młócili. Czy z tej mąki będzie chleb?
Ktoś położył słowo na kartce papieru. Przychodzili ludzie, patrzyli i zastanawiali się, po której stronie słowa stanąć. Kilkoro ustawiło się na wprost, inni obok. Niektórzy zachodzili od tyłu, żeby przejrzeć je na wylot. Rzesze rozciągały słowo i rolowały. Zainteresowani wbili szpilkę, bo chcieli zobaczyć, czy nie jest puste... Słowo nie pozostało milczące. Aby przybliżyć sens i znaczenie, zwróciło się do ludzi głosem właściwym sobie: Na wykroju ust jestem używane, przewracają mnie, tak że moje położenie nie zawsze jest szczęśliwe. Ja, z drzewa zdjęte, jestem prawdziwie widoczne dla nieprzymróżonych oczu, bez lampki – morze wina... Może to wina oświaty. O świecie, jakżeś ciekawy, gdy drzewa wypuszczają listki.
– z cyklu "Zasłyszane" (2019)
