Zmiana sposobu prezentacji
Przy świętym Janie
Chylą ku nocy kwiaty swe dzwony,
zamilkły ptaki, ciszą świat stoi.
A gdy się budzi, z nadzieją czeka
na pozdrowienia od Pana Boga.
Nosi je anioł biały – w krysztale
nie ma goryczy, czczego gadania,
chlapnięcia słowem nierozwiniętym.
Czyś ty Gabryel? – widzę od razu,
co w ręku skrywasz, czy burzę wnosisz
i swoją pychę do mego domu.
Radość i spokój sam Bóg rozdaje
i to się mieni na pozdrowieniu –
przyszło ze wschodu, jako życzenie
pokoju, który zostawił Jezus
ziemi przeklętej na wieki wieków,
ażeby miłość w nim uprawiali.
Przed dziesięcioma laty Anatol, wraz z siedemdziesięcioma, poszedł na żniwa. W drodze nie pozdrawiali nikogo. Tak uczył ich Jezus, syn Boży. Zachodzili do zagród. Obdarzali pokojem. Jedli i pili to, co podali im miejscowi. Jedne dania były wykwintne, inne pospolite. W zamian uzdrawiali chorych mocą i wiedzą od Boga.
Wielu ludzi w wielu krajach żyło w niepokoju. Anatol widział, że ci bez pokoju, wykładali swoje języki na klepiska i młócili. Czy z tej mąki będzie chleb?
Wpadła mucha na śniadanie.
Łasuch prosi, niech zostanie.
Mały panek miał kłopotek,
Przebiegł drogę czarny kotek.
Strojnej pańci zrobił kupę
Szary gołąb na perukę.
Metr po metrze znikło w Metrze
Rzadkie szczęście w gęstej kupie.
Nie szukaj.
o północy
przyszła Salome
z mlekiem matki na ucztę
slalomem
ujęła króla
i oddał jej głowę
szkoda że cudzą.
Zbudził dzieniuszek
noceńkę raniuszkiem
I pobiegł prosto do słonka
Zdyszany leżał
przy sjeście w cieniuszku
Aż słońce zbladło jak błonka
Ruszył na zachód
z tęsknieniem ku nocy
I zaszedł chyłkiem do łóżka
A noc
spuściła swoje czarne włosy
Już zasłoniła dzieniuszka
narodzie
daj nam głos
a my tobie zaśpiewamy
de mo de mo kra kra kra...
– szanowne państwo
scalona przebiegłość w sieci
stanęła ponad człowiekiem
bez czułości
zdjęła wgłębione reformy
i pokazała swoją poezochę
patrz niedowiarku
jak wychwalają narody sztuczne jej pozy
jak sławią jej mega dostępność
w mrocznej antologii
wykryto mocz
vide tom wierszy "I AM CODE" AI
przekwitły lipą miesiąc
przeszłam w poszukiwaniu
niedokończonego słowa,
na wiele języków
szumiało przy wodzie
Warsze, Warszewa, Warushawa,
Barsobia, Beer Szewa
na krańcu ziemi obiecanej
odkryłam źródło w studni,
na pustyni wędrowców
wypłynęłaś z ręki Abrahama
Warszawo
nad Wisłą, w miejscu spotkania
zbudowaliśmy ołtarz Bogu Wiekuistemu
i tu śnimy schody do nieba,
a Bug wyznacza granice.
może ci kiedyś zapomną
co dzisiaj do nich mówiłeś
a może rozwiną temat
a ty puścisz go w świat z dymem
może ci nawet przypomną
co wczoraj im wymówiłeś
jednak nie chowaj wyrzutów
dłoń satyryka nosiłeś
we żniwa i w sianokosy
docinki na rżysku liter
spieczonych na kartoflisku
przepiórek mistrz wydał plony
wiedział Miłosz
co jedzą ludzie i co im szkodzi
w zamyślonych dolinach
tkanina Herberta
nie była tkana z próżności
a ty tu łagodnie
jak wiatr zachodni
przynosisz chłodne orzeźwienie.
