Przetrwanie

Przeglądam krajowe nowości literackie, by JAKOŚ  przeżyć zimę.
Masłowska „ zabijając koty” reanimuje językiem na miesiąc, Janko z pasją i w dobrym stylu  wprowadza w meandry miłości,  Karpowicz /choć to raczej zaległość/  ożywia tyle bogów, że sama zaczynam czuć się bosko, Tuszyńska zaś sprawia, że zazdroszczę Tyrmandom amerykańskiej magii uczuć i przez to czuję się podle, że zazdroszczę. Na Dehnela zaś i innych kasy brak.   
Wracam więc do praskiego Franza  i jego  fantazji, bo świat emocji Kafki to zwierciadło niedoskonałości „boskiego dzieła”, a  przeglądanie się w tej machinie śmierci weszło mi w krew.
Pamiętam dzień, gdy zszedł do mnie z półki nie po to, by spółkować. Wyszedł z własnej „Przemiany” - odmieniony, prawdziwy i  jasny w odbiorze. Inny od tego jak mi się niegdyś zdawało frustrata, z którym próbowałam zaprzyjaźnić się jeszcze w podstawówce.
Jednak zanim stał się bliski przeszłam parę  kryzysów i przemian głównie na literę „e”, w których królowały te estetyczne, etyczne i wynikłe z elementarnych braków.
Podczas przeglądania biblioteczki, gdy zbyt nerwowo  poszukiwałam czegoś do czytania, Kafka sfrunął  w ramiona , by ułożyć się w dłoniach. Po chwili przemówił  treścią dojrzałą  i  wchodząc w trzewia uwił  w nich  gniazdko.
„Przemiana” była dokładnie tym, czego w wymiarze psychiczny zaznałam podczas nasilenia się choroby, bo  dosłownie nie mogłam być Gregorem Sampsem, który po przebudzeniu stwierdził, że we śnie zmienił się w robala. Jego tułów był pokryty pręgami i wyrastało z niego wiele par poruszających się w różnych kierunkach nibynóżek. Lektura jednak prócz przerażenia  zrodziła we mnie  potrzebę bliskości. Innej niż do tej pory doświadczałam, głębszej, zbudowanej na współodczuwaniu, takiej której pod pancerzem pragnął  i Gregor zanim  najbliżsi go załatwili.
Ta manifestacja przeciwko światu zaprogramowanemu w szczególnie wadliwy sposób, w którym człowiek jest nie tylko więźniem siebie ale też  otoczenia, systemu,  pokoleniowych przyzwyczajeń i wobec tego natłoku pozostaje bezsilny do dziś przemawia do mnie w pełni, choć zdaję sobie sprawę, że zbyt długie dumanie o tym wiąże się z procesem niszczenia resztek inteligencji.
 …
Kaszel. Franz sobie w tej kwestii kompletnie nie radzi,  ja również, więc hipochondria  trafia na podatny grunt zwłasza, że to jego nieradzenie szybko skończyło się śmiecią.
W dodatku nie ufa lekarzom narzekając, że do leczenia nie podchodzą kompleksowo tylko przez pryzmat organów, choć ziołolecznictwo też mu nie leży.  Nie wierzy, że choruję dlatego, iż  mam w organizmie zbyt mało mięty czy melisy.
Uśmiecha się  pod nosem, gdy piję szałwię.  Ja też się  uśmiechałam, bo też nie wierzę – ale piję i wolę codziennie w usta całuję, by nie kopnęła mnie w tyłek, choć to zawsze jakiś napęd 
…
Ostatnio wszystko lekceważę. Po po domu wraz  z dąsami małżonka latają  LEKCEWAŻKI porządków i opłat, a za oknem - mroźno.
…
Jem śniadanie z Franzem na praskich serwetkach przywiezionych  z niedawnej podróży.
- Skoro Józefowi K.  zafundowano proces za nic, strach pomyśleć, co grozi za niepłacenie rachunków – wytyka podprogowo  Franz, bo jak każdy facet  lubi  czasem nastraszyć.  Naciski zapodane bez  histerii są jednak do przełknięcia i  argumentacja  logiczna.      
Robię więc przelewy. Kaszlę, robię i  smaruję cycki Amolem, więc może dlatego oskrzela  grają. Wszak nazwy mówią wiele, a i litery ważne. Umberto Eco powiadał, że każda litera powiązana jest z jakimś członkiem ciała i jeśli przemieści się choćby spółgłoskę nie znając jej mocy, jedna z kończyn może zmienić pozycje lub nawet naturę i można zostać bestialsko okaleczonym z zewnątrz na całe życie, a od wewnątrz na wieczność. Mam więc dużo szczęścia, że jak  dotąd mnie nie sparaliżowało.

alt art
11 february 2013 at 15:35

kaszlę z Ci..

report

Czyżbyś się zaraził Alcie...

report

alt art
11 february 2013 at 15:39

a po co nam wenera choroby miłosne dała..

report

Nie po to, żeby się kaszlowaniem zarażać.

report

Wieśniak M
11 february 2013 at 16:08

a mnie się nie przelewa;)

report

Mnie tylko kwas w żołądku się przelewa. Jak stanę na nogi, mogę i ze trzy grosze przelać. Trza pomagać bliźnim w potrzebie.

report

Jerzy Woliński
11 february 2013 at 16:22

o zimie z przekąsem i humorem:)

report

Trzeba ją okrasić choćby kaszlowaniem.

report

zuzanna809
11 february 2013 at 18:02

właśnie zanim tu weszłam zrobiłam przelewy. Boję się różnych wydumanych rzeczy, a co dopiero zaległości w rachunkach... Małgosiu, ten tekst to według mnie piękny esej!:):)

report

Zuziu jak ja nienawidzę robić przelewów, ale pociesza mnie fakt, że dobrze iż mam z czego przelewać...przynajmniej na razie... Byle do wiosny.

report

zuzanna809
11 february 2013 at 18:48

...się wtedy słoneczniej przelewa!:)))

report

ApisTaur
11 february 2013 at 19:48

życie/ przedłużający się proces / zakończony karą śmierci//:)

report

A może to nie kara, choć na nagrodę też nie wygląda.

report

ApisTaur
11 february 2013 at 19:57

wolę 'wieczny odpoczynek'/ to mi bardziej odpowiada/ jestem zbyt zmęczony//

report

Ja też, ale trzeba ciągnąć dalej ten wózek... Byle do wiosny Apisku. Potem mam nadzieję na odwilż.

report

ApisTaur
11 february 2013 at 20:10

kiedy ciepłych uczuć moc/ niepotrzebny żaden koc//

report

U mnie też działa! Wypróbowany sposób.

report

Veronica chamaedrys L
15 february 2013 at 14:10

... przypomniałaś, muszę przelać...byle do wiosny... :)...pozdrawiam...:)

report

Ja też dziś jeszcze przelewałam i komp się bez przerwy zacinał. Skaranie boskie z tą techniką, choć plusem jest, że nie trzeba po bankach latać.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register