sylwek:)
ALL WORKS Poetry (311) Prose (2)
About me Friends (3)

Zmiana sposobu prezentacji

14 july 2012

prose

sylwek:)
sylwek:)

Z życia kowala...epizod I

Dzisiejszy dzień nie należał do udanych.Był wręcz chujowy pod względem emocjonalnym,samopoczucia i komfortu wykonywanych prac.Na warsztacie ,a głównie na kowadle odchodziła ciężka robota.Zaczął się czas orki,więc Zenek napierdalał od rana lemiesze od pługów.Cała kużnia wypełniona był dymem z paleniska i chłopami pijącymi piwsko na przemian z wódą.Siarczyste przekleństwa niosły się wraz z dżwiękiem kowadła daleko po wsi.Zenek pracował młotem ,aż miło było patrzeć.Z każda wypitą lufą robota paliła mu się w rekach....Do czasu..Za jednym chlopem ,chłop następny...drugi trzeci...Wszyscy kurwa z lemieszami!W głowie mu już szumi ręka więdnie...Co im do cholery sprzedają w tych agromach?To otwór nie pasuje,to pogięte bo stal jakaś "chininska".Dobrze że gorzała leje się jak trzeba,gdyż Zenon bez dopingu,to to samo co knur bez jajec.Pijany i zmęczony ,wypierdolił wszystkie wiejskie lemiesze,wszystkie jakie były.Zadowolony z siebie że to już koniec jego pracy,pomyslał:-"przelecę jeszcze żonkę i idę spać".Niestety na koniec dnia wparowała jeszcze baba z sąsiedniej wsi po karnisze do firanek -które Zenon miał wykonane-Panie Zenonie-prosi baba ,-a mógłby pan mi zamontować?-Czy ty pierdolnięta jesteś!-odpowiedział Zenek-zjechany jestem jak koń po" łesternie",na nogach ledwo stoję!Jutro ci zamontuje!-a dziękuje panie Zenonie,dziękuje-a wie pan że i u nas we wsi był (...)

--- full text ---

14 july 2012

prose

sylwek:)
sylwek:)

Wspomnienia


Wspomnienia..Zawsze wracają wywołane,jakimś ulotnym impulsem..Czymś zupełnie nie zależnym od nas,nie przewidywalnym..Na przykład dzisiaj,choć były już wcześniej ,zauważyłem żółte kwiaty mleczu w trawie Rozgościły się już,jakiś czas temu,lecz dopiero teraz, przywołały obrazy z przeszłości.Przeszłości bardzo odległej,gdy będąc jeszcze ,prawie pacholęciem,hasałem po łąkach. Nasza wieś tętniła życiem.Krowy cieliły się,maciory prosiły,pieczarki leżały na na łąkach,takimi łachami,iż nie było gdzie,zrobić kupy,by nie zgrzeszyć .Ludzie zbierali koszami,jagody,jabłka,gruszki.Baby robiły pranie,na kładkach przepływającej rzeki.Moim ulubionym,no i nie tylko moim zajęciem ,było "pławienie" się ,wówczas w rzece.Na... plecach pływałem..,na brzuchu...,biłem nurki..,byle by tylko zerkać na rozdygotane piersi praczek ,naszej wioski.Płócienne koszule,nieraz, bardzo zmoczone,odsłaniały przepiękne widoki..Piersi bardziej doświadczonych,praczek,po prostu wpadały do wody,nieskrępowane żadnymi normami wstydu..te uwielbiałem najbardziej.Najgorsza to była Kryśka.Zawsze mnie przeganiała,gdy podpływałem za blisko,a było na co patrzeć.Na jej widok,mój" szczupak" zamierał w bezruchu,wyprężony jak struna do granic możliwości.Serce waliło ,jak młot mojego ojca. Oczy wyłaziły mi z orbit,tak jak jemu przy porannych wymiotach.Lecz ja ,nie charczałem,ja po prostu drżałem,łowiąc w umysł te (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register