Zmiana sposobu prezentacji
Kiedy Kasica oświadczyła, że zakochała się w autorze powiastki, którą przeczytała, wydała mi się dziwna. Miała zamiar się z nim spotkać. Miała też zamiar mu się oddać.
Obraziła się na mnie, śmiertelnie poważnie się obraziła...
Może nie powinnam jej mówić, że nie zamierzam się oddać stolarzowi, który zrobił mój stół do jadalnego, chociaż to kawał dobrej roboty i nieziemsko dobrze się na nim...
Uwielbiam na niego patrzeć, gdy pochyla się nad tą swoją układanką. Robi to tak, jakby pochylał się nade mną. Każdy element obraca w palcach i odkłada w odpowiednie miejsce. Zupełnie jak moje części... Dłoń, stopa, szyja, ramiona, plecy... Nad niektórymi zastanawia się dłużej, zupełnie jakby dotarł do moich piersi. Mam wrażenie, że kawałeczek z niebem weżmie do ust i zacznie ssać. Ale on tylko patrzył i lekko się uśmiechał. Znam ten uśmiech. Wiem, że czuje. Zawsze czuł. Lepiej niż kiedykolwiek ktokolwiek. Zmusił mnie tym właśnie uśmiechem do rezygnacji z części. Mojej części. Nie mogłam mu oddać całej układanki, ale co znaczę bez kawałka nieba...
Kiedyś, przy układance, poprosił mnie, abym dostarczała mu puzzle do wariatkowa, na wypadek, gdyby oszalał. Prosił też, aby to nie były moje zdjęcia, bo ułoży je zbyt szybko.
