Zmiana sposobu prezentacji
“- Kasika Mowka.
- Kto? – babcia patrzy na nią czujnym wzrokiem, zaskoczona.
- No, Kasika Mowka. Czyli ja.
- Mhm, postanowiłaś tak się nazywać?
- Tak – mówi dziewczynka i pokazuje babci swoje zeszyty
pierwszoklasistki starannie podpisane tym nowym imieniem i nazwiskiem.
Podpisała też ulubione książki.
NIKT, nikt, nikt na całym świecie na pewno tak się nie nazywa. Wcale
długo nie myślała. Imię wraz z nazwiskiem pojawiło się nagle w jej
głowie, jakiegoś wieczoru, gdy robiła swoje codzienne notatki w zeszycie
i postanowiła się podpisać.
Pióro samo napisało: KASIKA MOWKA.
To swoje – PRAWDZIWE – imię i nazwisko wyjawiła tylko babci i zeszytom w linijkę.
- Nikomu nie możesz o tym powiedzieć. Przyrzeknij.
- Przyrzekam – powiedziała uroczyście babcia i obie poczuły się szczęśliwe.
- Nawet mamie. Albo tacie – dodała dziewczynka.
- Przecież ty nie masz mamy i taty – roześmiała się babcia, ale w jej oczach znów pojawiła się czujność – Ja nimi jestem.
- Dla Kasiki Mowki - szybko powiedziała dziewczynka i odwróciła twarz.
Właśnie skończyła cztery lata, a babcia aż sześćdziesiąt więcej. Tak
naprawdę nie wiedziała, ile babcia ma lat. Babcie są zawsze w jednym i
tym samym wieku. Przynajmniej te prawdziwe. Mają siwiejące włosy
zaczesane w kok, drobne, pomarszczone, ciepłe (...)
--- full text ---
"Kobieta w wynajetych pokojach"
Kobieta w wynajętych pokojach
“(…)Powiedział jej w końcu — trudno było wyciągnąć go na zwierzenia —
że zwiąże się dopiero, gdy na-prawdę się zakocha i „stanie na własnych
nogach”.
— Na razie nie mam ochoty na zmiany, na szu-kanie stałej pracy, na bycie
odpowiedzialnym za kogoś… Jest mi dobrze. Jak kogoś poznam, pierw-sza
się o tym dowiesz.
— I vice versa — odpowiedziała. Nie zdradzali siebie, ta umowa była częścią PR.Matka chyba się domyślała, że przyjaźnią się
także w łóżku, ale nie pytała o to. Tylko ostatnio częściej przypominała jej, ile ma lat, i że to „dobry czas na dziecko”.
— Masz świetną pracę, mieszkanie i dobijasz czterdziestki. Wkrótce może
być za późno — oznajmiła nagle, gdy pani Ania, pomoc domowa, zabierała
się właśnie do polerowania parkietu.
— Mamo, ja nie chcę mieć dzieci! W ogóle mnie nie ciągnie do macierzyństwa. Nie chciałabym też stracić pracy przez ciążę…
— Można być w ciąży i pracować — ciągnęła matka. — Ciąża to nie choroba.
Potem bierzesz miesiąc urlopu, może dwa, opiekunkę na godzi-ny, i
pracujesz dalej. Poza tym w twoim zawodzie dziecko w niczym ci nie
przeszkodzi.
— Jakoś sobie tego nie wyobrażam. Nie widzę siebie piszącej tekst z płaczącym niemowlakiem obok — upierała się.
— Przecież nie (...)
--- full text ---
"Moja mama czarownica.Opowieść o Dorocie Terakowskiej"
Moja Mama Czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej
“
W reportażu telewizyjnym, trafnie zatytułowanym „Dwie Doroty”, mama
mówiła, że tkwią w niej dwie osoby: pierwsza pilnie śledzi wszystkie
newsy prasowe, słucha wiadomości, czyta gazety, pisze ostre felietony.
Druga przebywa w zupełnie innej rzeczywistości, jakby po drugiej stronie
lustra, gdzie wszystko jest możliwe i gdzie rządzą prawa magii. I te
dwie Doroty, ta analizująca chłodno i krytycznie rzeczywistość
publicystka i ta druga, która wierzy w magiczne moce, sny i przeczucia,
słyszy, jak łabędzie skrzydła śpiewają, a w życiu kieruje się nie
rozumem, lecz intuicją – są w niej obecne obok siebie.
Przez wiele lat mama – przynajmniej na pozór – lepiej od śpiewu
łabędzich skrzydeł słyszała własny głos. Apodyktyczna, władcza,
agresywna, uparta do granic niemożliwości, w ciągłym biegu, nie czuła
się dobrze w rodzinnym domu, więc z niego uciekała. Nie pasowała do
żadnej szkoły, w każdej było jej za ciasno. Nie wiedziała, jakie studia
wybrać. Szukała siebie w szaleńczym stylu życia cyganerii krakowskiej, w
Piwnicy pod Baranami, w klubach jazzowych, kabaretach. Wszędzie musiała
być pierwsza, jeśli nie najlepsza, to najgorsza. Byleby inna. Próbowała
odnaleźć siebie nawet w partii. I w macierzyństwie, (...)
--- full text ---
