|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (120) Prose (4) Diary (2) Photography (6) Graphics (132)
Postcards (2) About me Friends (16) | |
Zmiana sposobu prezentacji
- Pora spać, zanim się wstanie. Na dobre. – oznajmia głos i pyta - O czym chcesz śnić?
- Więc to już? - odpowiadam z wiecznym zdziwieniem.
- To już. – powtarza.
- Pod świętym obrazem matki przykrywają nas wszystkich - mówię - żywych, zmarłych, puchową kołdrą, wielką jak świat i wracają w noc do ogrodu. Słychać szepty, śmiech, świerszcze.
***
- Czego chcesz? - pyta głos.
- Dostałam już wszystko - odpowiadam.
- Nie masz nic - szept dobiega ze środka, brzmi tak jakby przechodził przez puste mieszkanie.
- Nie mam nic - powtarzam, żeby odszedł, zanim znajdzie pamięć.
Znajduje. Zmienia się w chichot. W żarna.
- Patrz - woła - to tylko pył, z martwych kłosów nie będzie chleba! I dmucha mi tym pyłem w oczy. I umieram ze śmiechu.
***
- Umarłaś - mówi głos - i co teraz?
- Umarłam - potwierdzam, żeby nie drążył.
Drąży.
- Na co czekasz? - pyta
- Na co czekają umarli? - pytam.
- Umarłych nie ma - odpowiada.
- Nie ma mnie - odpowiadam.
- Nie ma cię! Nie ma cię! Nie ma! - powtarza, wznosi się i opada, próbuje arii, kupletu, wtóruje, przedrzeźnia, wybucha feerią uśmiechów.
Chciałabym ukoić ten płacz, ale sam siebie nie słyszy i martwych rani jakby śmierć miała w nich gniazdo.
Bajka o zagubionym Poniedziałku
Minęła właśnie północ i księżyc, który, jak zwykle o tej porze, znajdował się wysoko na niebie, czujnym wzrokiem strażnika ogarniając uśpioną ziemię, mrugnął przyjaźnie w kierunku udającej się na spoczynek niedzieli.
-Nie wiesz przypadkiem- zapytał- gdzie się podział twój brat?
- Może zaspał-odpowiedziała najładniejsza z córek tygodnia i mimo zmęczenia podbiegła do chatki zamieszkiwanej przez poniedziałek. Cichutko zapukała do drzwi, a następnie, nie słysząc nawet szmeru, weszła do środka. Po chwili pojawiła się na zewnątrz.
-Nie ma go..- szepnęła ze zdumieniem- i chyba w ogóle nie nocował u siebie...
-Poniedziałek! -powtórzyły gwiazdy i niespokojnie zamigotały.
-Zniknął! Jęknął wiatr, który zdążył już przebiec przez lasy i ogrody, przez wsie i miasta, zaglądając we wszystkie zakamarki.
Zapanowało ogromne zamieszanie. Zaalarmowany hałasem tydzień zerwał się z posłania i zaczął budzić wszystkie swoje dzieci. Rozpoczęły się poszukiwania. Zaspane dni nie omijały żadnego kącika, wypatrując brata pośród gałęzi drzew, w ptasich dziuplach i w stulonych pąkach kwiatów. Niestety, na próżno. Daremnie księżycowe promienie wkradały się do ludzkich domostw i do mysich nor. Rozbudzone łóżka i szafy skrzypiały żałośnie zapewniając, że nie udzielały tej nocy schronienia nikomu, kto przypominałby zaginiony poniedziałek...
--- full text ---
Bajka dla Mani o królestwie bez słońca
Czy wyobrażacie sobie świat pozbawiony słonecznego blasku? Nie?
A jednak...Istniało kiedyś małe, nie większe od Maniowego ogródka królestwo, w którym słońce nigdy nie wschodziło ani nie zachodziło -z tej prostej przyczyny, że nie mogło się tam pojawiać na dłużej niż na kilka chwil. Jak to możliwe? Otóż rządziła w owej krainie okrutna królowa, która żywiła się światłem. Była niezwykle piękna, ale cenę jej urody stanowił mrok, który spowijał całe
państwo. Nieszczęśni poddani błądzili w ciemnościach, przypominając smętne cienie. Nie rozpalali ognisk, ponieważ wiedzieli, że bezwzględna władczyni szybko dojrzy płomienie i pożre je łapczywie. Marzli i głodowali, zapadając na ciężkie choroby. Wielu z nich przedwcześnie umierało, a ci, którzy zdołali przeżyć, w smutku się budzili i usypiali. Nie znali śpiewu ptaków ani zapachu kwitnących drzew, ba, nie wiedzieli nawet, jak wygląda zielony kolor. Słońce, które bardzo współczuło tym biedakom, decydowało się niekiedy, mimo grożącego mu niebezpieczeństwa, na krótką wizytę w owym żałosnym państwie. Niestety, mieszkańcy mieli obowiązek natychmiastowego powiadamiania monarchini o pojawieniu się na szarym niebie najcieńszego choćby promyczka. Nieposłusznych czekała straszliwa kara: zamieniano ich w kępki brunatnego kurzu, który zaścielał okoliczne ścieżki. Królowa marzyła bezustannie o posiłku, na który złożyłaby się (...)
--- full text ---
Grudzień otulił się śniegiem, westchnął i zapłakał. Zrozpaczony miesiąc rozmyślał nad swoim losem. Nie rozumiał, dlaczego jego imię budzi taką grozę wśród zwierząt, dlaczego drzewa drżą, gdy tylko pojawi się w ich pobliżu, a ludzie uciekają przed nim do domów. Tak się przecież starał o to, by na świecie zrobiło się pięknie! Od rana do nocy sypał śniegiem, malował okienne szyby mrozem, pokrywał drogi gładką, lśniącą taflą! Pozwalał odpocząć roślinom, dając im sen, z którego miały się wiosną obudzić rześkie i silne...
-Dlaczego nikt mnie nie lubi- zastanawiał się zrozpaczony miesiąc-dlaczego nie mam przyjaciół? Taki maj, na przykład, nie może się opędzić od towarzystwa, wszyscy chcą się z nim zobaczyć! To takie niesprawiedliwe!
Usłyszała tę skargę sarenka, która w poszukiwaniu pożywienia wędrowała w pobliże ludzkich domostw. Żal się jej zrobiło nieszczęśnika i choć sama się go okropnie bała, pochyliła nad nim pyszczek i trąciła czoło grudnia wilgotnym noskiem.
-Biedaku- szepnęła-ty po prostu nie zdajesz sobie sprawy, ile krzywdy wyrządzasz nam, zwierzętom. Marzniemy przez ciebie i głodujemy, umieramy z wyczerpania. Wiem, że nie ma w twoim postępowaniu złej woli, ale wielu z moich braci cierpi z twego powodu.
Grudzień chciał pogłaskać zwierzątko, ale ono gwałtownie uchyliło się przed dotykiem i uciekło. Po chwili (...)
--- full text ---
