Od kiedy nosze kolorowe podkoszulki
zastanawiam się co bywa miarą miłości
mierzyć ją codziennością
wyprasowanymi ciuchami
zmywanymi garami bez pomocy automatu
myciem kibla
obcinaniem zawiniętych paznokci
ścieraniem pięt gdy przeszkadza brzuch
rzeką przekleństw na wysokie rachunki
przyniesioną do łóżka aspiryną
świątecznymi upominkami
zjadanymi razem śniadaniami, obiadokolacjami
cichymi dniami
samotniami tęsknotami
głuchymi przeciągami od kuchni do sypialni
czy mierzyć miłość na pocałunki
orgazmy
albo lizanym francuzem
długością, grubością, głębokością
wielkością biustu
ilością urodzonych dzieci
nie wiem
kiedyś odpowiem.
zdecydowanie uwazam Ponczillo ze milosc zaczyna sie i konczy w ukladzie pokarmowym :)))
report
:))). I tutaj masz rację, oczywiście zależy jak kto kończy (właściwie gdzie kończy :)))
report
wiadomo gdzie sie konczy uklad trawienny, ale nie bede teraz sie odwracala zeby ci go pokazywac :)))
report
no pokaż... i tak nic nie zobaczę bo się nie widzimy, chyba że zrobisz fotkę i wrzucisz na "Fotografia" (dżołk) ;)))
report
dużo ości i primadonna ćwiczy :) Pozdrawiam serdecznie :)
report
heh, Ty to masz zacięcie do rozważek ;) równie interesująca dyskusja pod wierszem - Szel trafiła w dychę ;))
report