świat wydobyty z lustra:
szklane drzewa trawy światło i dłonie
co łączy mnie z tym lodem co rozdziela
oszroniony naskórek
szelest krwi
światłoczuły zachwyt
zmieniam czasy tryby i miejsca
tam być może mogłabym
tu byłam
zlizuję światło
słony szron na języku
ubywa mnie do lodowego zmierzchu
o tej porze ziemia rodzi kryształy
i sny
niepewny oddech
lód szron światła lustra
przyciśnięte do śniegu skrzydła
trzeba ugładzić tekst połączyć w jedno wyrwane jakby z kontekstu wersy, za dużo lodu w tekście i skrzydła bardzo przejedzone w poezji. :) ale podoba mi się "coś" w Twoim pisaniu. ja już obecnie nie mam skrupułów i poprawiam teksty, choć niektórzy jadą po mnie niemiłosiernie na portalu, gdzie są osoby, które wydają własną poezję
report
Co do wersyfikacji, w tym przypadku, wolę taką pociętą ( przez lód ;)). Tego lodu może rzeczywiście ciut za dużo - przemyślę. Jeśli chodzi o skrzydła, mam polonistyczną świadomość ich konwencjonalności, ale jestem do nich przywiązana emocjonalnie :) prawie tak jak mój synuś do bardzo wytartego pluszowego tygryska tabletkowego o wyglądzie chomika ;) Dzięki za komentarz.
report