Zmiana sposobu prezentacji
Oddaję dziś Tobie
Niepokój o piękno
Chorobliwą tęsknotę
Za tym, co nie powinno
A stało się
Moim pragnieniem.
Mimo że wołam
Nie pragnę, nie biegnę.
Tęsknię, pamiętam,
Odsuwasz ode mnie
Wszystko co sprawia
Że dotyk Twój tracę,
Zagłuszam Twe słowa
To dzisiaj kołaczę.
A Ty mi otwierasz
Kolejny już raz
Karmisz, ubierasz
Obmywasz mą twarz.
Uświęcasz mnie łaską
Usypiam w Twej ciszy
Choć nic dziś nie mówię
(...)
--- full text ---
To gdzie sama teraz jestem, dziwne miejsce
A gdzie chciałabym obłędnie teraz być
Dzieli słowo złe i gigantyczna przestrzeń
Za daleko jestem nieba aby śnić.
Horrendalna, dzika przepaść niezmierzona
Słyszę echo nagie kiedy wołam Cię
Pustka wokół,a w mej głowie nieskończona
Strofa tkwi, nienakarmiony Tobą wers.
Gdzieś pod skórą niezrodzona we mnie siła
Tak lubieżnie chce oddychać wonią róż.
Lecz nadziejo, z mej ufności tyś zadrwiła
Jego dłonią w moje serce wbiłaś nóż.
Chciałam
Rysować świat
Ciemnym atramentem
Cienką linią kreślić kontury
Definicji, treści
Może czasem
Zatrząsnąć ręką
Zupełnie przypadkiem
Rozchlapując jego ciemność
Szukać na niej tego kształtu
Wierzyć w magię wzoru
Niewidzialną gamę kolorów
Rozmazałam wokół bólem
Doświadczenie.
Chciałam rysować świat
Niestabilne jego treści
Może jutro
Za parę oddechów
Za kilka kroków,
Spojrzeń, ucieczek, powrotów,
(...)
--- full text ---
My nie chcemy być poważni,
Tak posępni, patetyczni.
Limit granic wciąż nas drażni,
My jesteśmy nieliryczni.
Piękne słowa, wielkie mowy?
To nie dla nas, zbyt szalone
Nasze plany i umowy
Bez podpisów, utajone.
My nie chcemy patrzeć w oczy
Płytkie nasze są spojrzenia.
A w źrenicach się nie toczy
Błędne koło zamyślenia.
Uciekamy od problemu
Wielkiej odpowiedzialności.
Nie poddamy się silnemu
Atakowi złej miłości.
Lecz z Twych ust obsesji słodycz
Chcę połykać dnia każdego.
Łomot serc, choć tak chwilowy...
Lubię Ciebie, to nic złego.
Trochę jesteś i Cię nie ma
Jednak dobrze mi z tym.
Trochę światła, trochę cienia,
Ostre słowo, czuły rym.
Zamiast niezapominajek
Dwie stokrotki trzymam w dłoni.
Tak realny się wydaje
Blady obraz w morskiej toni.
Uciekamy od spojrzenia
Wprost w źrenice niepewności.
Nikt nikogo nie ocenia
Jednak trochę w nas zazdrości.
Wciąż pojawiasz się i znikasz
Ale w myślach nieprzerwanie
Tak pochłaniasz mnie, połykasz
Rzucasz w serce twardy kamień.
Na nieokreślony czas urzeczywistniona
fantazja.
Poruszająca się po bezkresie
pożądania.
Zmierzająca do nikąd indziej
prócz poznania.
Lecz nie zakochania.
Spełnia się kawałek po kawałku
Twego ciała i ciepła rąk,
Smaku ust i oddechu.
Tak powoli, bez pośpiechu.
Liczona za pomocą wdechów i wydechów.
Nasza drobna imitacja grzechu.
