Zmiana sposobu prezentacji
Posłuchaj szumu morza,
udostępni szept Boga:
o wielkości bez końca,
o tajemnych grach słońca.
Twa myśl, jak morskie fale,
w locie spyta: co dalej?
Po co tęsknoty żale?
Oczy przecieram kiepskim zdumieniem,
gdy lęk wygrywa w grze ze starością.
Niechęć nawiedza mnie wraz z cierpieniem,
co siłą było, jest ułomnością.
Teraz, gdy laską dolę podpieram
i przyodziewam się w metafory,
ktoś znowu menu życia wybiera,
spośród unijnej, drapieżnej sfory.
Gdy pod czaszką coś trzepocze,
stuka, puka i przewraca,
to wiadomo, że już przyszedł
Nowy Rok, czyli dzień kaca.
Trudno z wczoraj coś spamiętać,
ni wydobyć coś od żony:
porozumień most zwodzony
został bowiem podniesiony
Trzeba pożar w gębie zgasić,
klinem przegnać z głowy koty,
może wróci chęc do życia
i energii nowe wzloty.
A gdy kac odpuścić nie chce
i wciąż męczy żar pragnienia,
warto wówczas znów się napić,
by zagłuszyć ból istnienia.
Gdyby tak móc z przeszłości mgły,
jak z mroku wyjść w życzliwe światła
i aby los w tonacji moll,
nie chciał by nuta szczęścia gasła.
Bo tutaj naiwności grzech
jest jednoraki z wypłoszeniem.
Milczymy tam, gdzie brzmieć ma śmiech:
zamiast świętości - obrzydzenie.
Ech, ballado, ty moja ballado,
czemu cierpki wciąż dla mnie masz smak?
W gąszczu zgryzot uśmiechasz się blado
i drwisz zawsze, gdy bywa nie tak.
Ech, ballado, ballado wyśpiewaj
co w pamięci skrywane jest gdzieś,
minorowe nastroje rozwiewaj,
nie rozpytuj: być lepiej, czy mieć?
Na wodzie palcem pisał ktoś,
co serce chciało mieć w kamieniu
i choć przemknęło obok coś,
(...)
--- full text ---
Już sprawdziła gdzie stoją konfitury
i jak świat ten potrafi być uroczy,
chce, by dalej szło zawsze do góry,
ale tu zmiana może ją zaskoczyć?
Gdy zdrowie samo nie wie co zamierza,
a ona zna już męskie bajki wszystkie,
od dziś niech korzysta z ciśnieniomierza,
bo wyskoki - nie te dawne - już bliskie.
Emocje są wielkie w każdej kobiecie,
której "sto lat" i "niech gwiazdka" śpiewają,
wie dobrze, że młodość rządzi na świecie -
dla całej reszty tylko echa grają.
Ponieważ to mieszanych uczuć dzionek,
wychylmy kielich czegoś mocniejszego,
gdyż nie wiemy kiedy ostatni dzwonek
zabroni bezwzględnie nawet nam tego.
Wrzask mew w przelocie
wciąż dominuje,
letarg przerywa
szemranie fali,
wiaterek w nastrój
się wpasowuje,
kutry rybackie
błądzą w oddali.
Myśli falują
jedna za drugą,
kłopot z beztroską
w jedno się splata,
fajnie, tylko te
półdurne serce\
znów o miłości
coś tam oplata.
Nie ma co z kobietami się przepychać
czy mocować,
bowiem jest je o co prosić,
a nie ma za co dziekować.
Kobiety są jak małpy cwane:
wiszenie na...
mają dopracowane:
nie puszczą się jednej gałęzi,
nim z drugą nie znajdą więzi.
Benefis Józefa ze Staszowa (artysty plastyka)
Dziwny artyście los jest pisany,
wena ma klucze do jego bramy,
a gdy się puszcza na szersze wody,
los na kotwicę nie daje zgody.
Proste pokręci w krzywym obrazie:
innowacyjność chce mieć w wyrazie.
Jego sztaluga, zbita z przeszłości,
prócz piękna dźwiga obraz miłości.
Gdy go benefis dotyka wiekiem,
Józef się staje Wielkim Człowiekiem,
którego muza wciąż kusi wdziękiem,
a zakręt rzadko napawa lękiem.
Lekarstwa szuka na ból tworzenia,
jak i recepty na uniesienia.
Dokładność krewną jego została,
a pracowitość kumą być chciała.
Kto już talentem jest naznaczony,
zadziwiać winien ludzi miliony.
Wzniosłe i ważne jego zadanie:
dobry artysta to powołanie.
Poprzez Staszów rzeka płynie,
w dal mniej znaną gdzieś ucieka,
zagadkowo cicho szemrze:
jak zwyczajny los człowieka.
A nad rzeką ludzkie życie
niestabilnym płynie nurtem,
rzadko kogo ułaskawia,
kłopotami nęka hurtem.
Rzeko Czarna! Nasza rzeko!
By perspektyw sny nie prysły,
pociesz Staszów dobrą wróżbą,
zanim wpadniesz w wody Wisły.
Razem z nami się zamartwiasz,
widzisz, słyszysz co nas wzrusza,
szczera jesteś i otwarta,
jak staszowska, polska dusza.
