21 august 2011

poetry

Florian Konrad
Florian Konrad

Styczeń, szósta rano

dwudziesty dziewiąty odpływa
coraz dalej, przez wiosnę, lato, przez zielone listki
i utleniasz się, pokój traci pamięć
 
jeszcze oglądasz telewizję, coś czytasz`
ale coraz wolniej, czujesz ten puls, gnicie, mętną wodę
 
gorąco w każdym śnie, grudzień się rozpuszcza 
pożółkła choinka
jesteśmy mali, zapadamy się w głąb podłóg
 
dzwonię do ciebie
nikt nie odbiera, pewnie zniknęłaś na dobre
lub rozwiązujesz krzyżówkę
tylko nie widzę cię przez gęste sito
 
dom choruje, coraz więcej w nim piasku i mgły
nie umiem cię przesiać, oddzielić od plew
leżę na brzegu
pluję krwią

Kasiaballou vel Taki Tytoń
21 august 2011 at 17:56

poruszająca projekcja - trochę taka w amoku/na spidzie, ale plastyczna/sprawnie oddająca stan wewnętrzny peela, z przełożeniem na otaczającą/nieco zamgloną rzeczywistość. robi wrażenie - pozdrawiam.

report

Szel
21 august 2011 at 17:59

co tu duzo mowic, piekny wiersz Florku:) az mi komentarz zezarlo, chyba z wrazenia? ten to chyba o mamie

report

---
21 august 2011 at 18:22

jeszcze bym go widziała z większym szlifem, ale i w tej formie zwraca na siebie uwagę,działa

report

Joanna Danuta Bieleń
23 august 2011 at 21:27

Bardzo poetycko.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register