Zmiana sposobu prezentacji

14 april 2014

prose

marcelinijusz
marcelinijusz

Trudny (nie)przypadek

„Trudny (nie)przypadek”
   Nasze życie jest ziarenkiem piasku. Nie wiem czy przypadkowo, czy wedle jakiejś reguły los moje ziarenko umieścił w kociej kuwecie. Mogłem trafić na plażę, pustynie albo chociaż do piaskownicy. Niestety, ELEMENT KOCIEGO WYCHODKA – takie było moje życiowe przeznaczenie. Przyjmowałem z pokorą wszystko co na mnie spadało. Moim problemem było niezrozumienie, świat mnie nie rozumiał, przez co ja nie mogłem zrozumieć świata. Kiedy można było znaleźć się w jakiejś dwuznacznej sytuacji, byłem tam, kiedy można było walnąć jakąś gafę, padała z moich ust. Uwikłany w serię nieporozumień po kolei traciłem wszystko co dla mnie ważne. Musicie wiedzieć że diabeł jest złośliwy. Domyślam się, że gdybym poszedł do nieba, trafiłbym do miejsca gdzie wszystko jest oczywiste. Niestety, pomyślałem że to będzie piekło... i piecze.
 
 
  Nierozumiany bylem od dziecka, podejrzewam, że już za szkraba kiedy płakałem z głodu to mama sprawdzała mi pieluchę, a kiedy nafajdałem, pewnie myślała, że ząbkuje. Z czasem było tylko gorzej. Gdy zacząłem artykułować swoje potrzeby nieporozumienia potęgowały. W szkole dzienniczek pękał w szwach. Słowem raniłem jak nożem, a wszystko niby przypadkiem. Kiedy chciałem się wytłumaczyć pogarszałem sytuacje. W szóstej klasie na zajęciach ZPT robiłem projekt wulkanu z tektury. Sąsiad z ławki klecił makietę miasta. Kolega (...)

--- full text ---

4 january 2014

prose

marcelinijusz
marcelinijusz

List do Przyjaciela drogiego

Przepraszam przyjacielu drogi że się nie odzywałem ale i czasu na listy nie było zbyt wiele. Mam nadzieję że mi wybaczysz to zaniedbanie i relacji to naszych nie pogorszy. Piszę do Ciebie mój przyjacielu ponieważ zmiany w moim życiu nadeszły- dom rodzinny z woli ojca opuścić musiałem. W Warszawie teraz gniazdko swoje uwijam ździebełko do ździebełka mozolnie składając. Opowiem Ci  jak to mnie wola ojcowa do stolicy zaprowadziła. Tatko mój,  jak wiesz pewnie, głowy do nauki nie miał nigdy, lecz pracowity i uczciwy jest bardzo i o rodzinę to dba jak żaden. Jesień się zbliżała akurat więc Tatko bimbru świeżego napędził i przemyśleń życiowych dokonywać zaczął. Odwiedził mnie kiedyś w stodole gdy siano widłami na kopy sadzałem i powiedział " Synu mój drogi myśli mnie naszły takie , że z rodziny naszej ktoś do miasta wyjechać powinien, co by nas ludzie nie brali na języki. Tyś jedyny technikum skończył więc na Tobie ten obowiązek spocząć powinien. Umysł twój tak na wiedzę łasy to grzech na wsi marnować, a ja na kolanach przed św. Panienką przyrzekałem, że przyzwolenia na to swojego nie dam. Krasula w dodatku cielić się na dniach będzie więc pokój twój na oborę przerobić by trzeba. Tak więc pakuj się syneczku najdroższy, Matkę ucałuj i do miasta ruszaj, życie tam sobie ułożyć dostatnie". Ojciec na wyjazdu mego okazję trzy bydlęta sprzedał i świniaka ubił, a Matka kanapek z pomidorem (...)

--- full text ---

25 january 2013

prose

marcelinijusz
marcelinijusz

SLU- Szacunek, Ludzie, Ulice

   Hołd i uznanie dla osób wyjątkowych jest zjawiskiem znanym od wieków. Wybrańcom stawia się pomniki, umieszczani są na banknotach lub znaczkach pocztowych. Wszystko po to by w jakiś sposób uczcić ich pamięć albo wyróżnić jeszcze za życia. Idea jak najbardziej słuszna. Jednak ludzka, pragmatyczna natura ową ideę postanowiła jakoś wykorzystać. Domyślam się, że właśnie tak urodził się pomysł nazywania ulic imieniem osób wyjątkowo docenionych. Ten rodzaj fuzji funkcjonalności z tradycją owocuję dziś w sytuacje niezwykle kuriozalne, lecz na tyle zatarte przez rutynę, że często niezauważane. Weźmy przykładowego Jurka, który idąc na "kiepa" wcale nie zatraca się w zabójczym nałogu, a po prostu kieruję na ul. Jana Kiepury. Czy dzięki temu docenia niezwykły talent wybitnego tenora? Natrafiając przypadkowo na jego nazwisko w telewizji lub prasie, ma przed oczami aptekę, bar albo autobus linij nocnej. Forma Wit Stwosz jest dla Jurka równie obca co artystyczny dorobek mistrza pędzla i dłuta. Znając, jednak Agnieszkę z Wita Stwosza często przywołuje obraz jej niesamowitej rzeźby ciała. Z łezką w oku wspomina również beztroskie godziny na trzepaku, które spędzał z kolegami mieszkając za szkraba przy ul. Żeromskiego. Lecz, czy dzięki temu bliżej Jurkowi do "Sumienia polskiej literatury"?
 
- Jurek, co Ty robisz do Ciężkiej cholery? Ja już od pół godziny jestem na (...)

--- full text ---

3 january 2012

prose

marcelinijusz
marcelinijusz

BEZPRACOHOLIZM

Publicystyka z wielkim przymrużeniem oka, życzę miłej lektury :)











             Światowy kryzys zbiera ponure żniwa, upadają wielkie koncerny, małe firmy wcale nie mają się lepiej, kondycja globalnej gospodarki jest kiepska. Te i inne ekonomiczne mary rządziły światowymi tabloidami w roku dwa tysiące jedenaście. Mimo tych czarnych scenariuszy rodem z hollywodzkich megaprodukcji, recesja na mnie osobiście nie zrobiła najmniejszego wrażenia. Mimo, że daleko mi do instynktu giełdowego rekina, a narcystyczne auto opinie nijak się mają do zielonych słupków na Wall Street, to uważam, że wielcy ekonomiści winni kłaniać mi się w pas. Wniosek bowiem jest niepodważalny - podczas gdy światowe bezrobocie rosło, moje wciąż pozostawało bez zmian. Z dniem pierwszego stycznia kolejna cyfra pojawiła się w zapisie naszego tysiąclecia, wraz z nią narodziły się nowe nadzieje. Wykwalifikowani analitycy nie żałują pomyślnych prognoz, które bez wątpienia dla wielu są miodem na budżetowe serca. Ja jednak z przytomnym sceptyzmem odnoszę się do owych przepowiedni. Wychodząc z założenia, że najczęstszą przyczyną utraty pracy jest zatrudnienie, kolejny raz postanowiłem ogień zdusić w zarodku. Jako, że pochwalić się mogę ogromnym doświadczeniem w dziedzinie ogólno pojętego bezrobocia, postaram się udowodnić niedowiarkom, że zjawisko pracy szkodzi (...)

--- full text ---

25 september 2010

prose

marcelinijusz
marcelinijusz

Absurd codzienności

Gdybym nie miał nadziei, nie
osiągnąłbym tego, co wydaje się nieosiągalne.”
~Heraklit z
Efezu~


- Przepraszam! –
wrzasnął niski, łysiejący facet. – Czy Pan tu pracuje?

Widocznie to, że miałem na sobie służbowy uniform i plakietkę
z napisem ”Obsługa klienta”, dla tego mężczyzny, nie było
dostatecznym manifestem przynależności do grupy personelu.
-
Tak, zgadza się - odrzekłem z wymuszoną grzecznością.
Okres
próbny wymagał ode mnie ograniczania osobistych uwag, do formy
wewnętrznego monologu. Jak mawiał Sokrates „ Błąd jest
przywilejem filozofów .” Niestety, nadużywanie tego przywileju
sprawiło, że posada doradcy klienta w sklepie z artykułami RTV i
AGD, była już czwartą w tym miesiącu.
- Proszę pana, czy ta
pralka jest dobra ? - zapytał mężczyzna, wskazując palcem
przypadkowo wybrane urządzenie.
Po tak niesprecyzowanym pytaniu
rozpoznałem w nim typowego „zagadywacza”. Nie miał zamiaru nic
kupić, chciał po prostu z kimś porozmawiać.
- Jeśli chodzi
Panu o stan kręgosłupa moralnego tej pralki, to niestety, producent
nie umieścił w parametrach żadnych informacji na ten temat. -
odpowiedziałem z uśmiechem. -Wynika z nich jedynie, że świetnie
nadaję się do prania brudnych ubrań.
Facet popatrzył (...)

--- full text ---

22 september 2010

prose

marcelinijusz
marcelinijusz

Tomcio - Ostateczne Wkurwienie

Tomcio - Ostateczne Wkurwienie 

              Odc. 1
       Tomcio i nauka jazdy 

    Woda spływała powolutku. Niektórzy twierdzą, że kierunek nadają jej bieguny inni, że to po prostu kształt umywalki. Jedno jest pewne, kręcąc się w lewo czy w prawo, bez wątpienia w całości trafi do kanalizacji. Tomek przyklepując delikatnie policzki, łagodził podrażnienia kojącym balsamem. Mimo sporego doświadczenia, golenie wciąż wychodziło mu dość niezdarnie. Chłopak spoglądając radośnie w lustro kończył zabieg bawełnianym ręcznikiem. Dzień zapowiadał się wspaniale. Po wielu niepowodzeniach, w końcu udało mu się namówić ojca na małą, samochodową przejażdżkę, połączoną z nauką jazdy. 
- Posłuchaj mnie uważnie, darmozjadzie – z tonu pana Malinowskiego można było wywnioskować, że nie podziela porannego optymizmu.– Każdy skrawek mojej skórzanej tapicerki jest dla mnie ważniejszy od naszego pokrewieństwa. Gdyby nie ultimatum postawione przez twoją matkę, nadal podróżowałbyś w wyścielonym folią bagażniku. 
- Mój syneczek zostanie kierowcą- wrzasnęła podekscytowana matka, wieszając się Tomaszowi na szyi.- Kto jest słodziutkim Schumacherkiem mamusi?- spytała czule, wycierając synowi ślady szminki z policzka. 
- Ja?- spytał chłopak, skromnie się uśmiechając i wskazując na siebie palcem. 
Ojciec spoglądał na rodzinę marszcząc (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register