Zmiana sposobu prezentacji
szeleścisz cicho w gałęziach
unoszone lekko żółte
liście podświetla promień
zatańczę ze światłem na dłoni
przede mną nowe ścieżki
w świeżym zapachu werbeny
liliowym pachnąca wrzosem
przytulę letnią magię
łagodnym deszczem w ożywionym nastroju
przytulasz się do moich piersi
a ja z radością zwilżam usta
lśniąca tańczę z pachnącym tobą szarlotkowym
gdy lekcy niczym ptaki
chłoniemy nasz zalotny śpiew
kołysani światłem letniej Liry
dotykiem dzikiej róży i wiciokrzewu
żegnamy miękką i wonną pieszczotę
by słonecznym miodem winem z ich płatków
przenieść ją w jedwabną pościel
na nasz spleciony oddech
mgłą podnosisz lekko
na skórze mały promień
rozkwitam różową miętą
w kuleczkę układam się miękką trawą
biegnę między niebem a ziemią
ciepłym wieczorem zanim
przesiąknę deszczem
by zamknąć się w rosie na twojej dłoni
chcę używać jesiennych kolorów
pobudzą nostalgię i spokój
gdy z czułością spojrzysz
w moje oczy
burgundowymi różami
na filiżance i dzbanku do herbaty
dotknij moich dłoni i ust
tkliwie obejmę ciebie
rozświetlam ciemność
zapachem dyniowych świec moim domem
ubrana w ciepłą skórę i nude
migocząc z rdzawo-złotym krajobrazem
przytulanym do zimowego snu
w cichym pocałunku
czy pamiętasz mój zapach - o morze
i miękkość włosów w wynurzeniu
refleksami fal śledzę chwile
drżysz moim śmiechem
lubimy być blisko siebie
ciągnie mnie melancholia
do rozległych widoków
miłości słonego powietrza
turkusem sennej wody
nacieszmy się sobą
pnę się z płatkami wierzbownicy
powoli po łodyżce ku górze
pozostanie mało lata
i zamienię się w miękką bawełnę
dla wiatru
nasionkiem wiosną
piję kawę w splecionym miejscu
z pięknym widokiem na zielone grusze
nie wychodzę z domu bez lekkiego kardiganu
w chłodnym powietrzu i słabnącym słońcu
rozluźniam ramiona i pyszczek jak baranek
a potem zerwę niesforne owoce
Przesiąkam złotym promieniem nawłoci,
ciepłem i blaskiem różowiącego słońca.
Wabię motyla i tańczącą pszczołę -
ja, w wianku przewiązanym jedwabiem,
strojna w pąsowy dzwonek powojnika.
