11 january 2017

poetry

Pi.
Pi.

zero zero

to możliwe że właśnie gramy w piłkę życia. przez bure
zielsko sunie nasz atak za atakiem na bramkę z dwóch 
otoczaków pod niewidzialną poprzeczką. podaj! podaj!

podaj! drze się echo między depresyjnie poszarzałymi
blokami. każdy głupi by podał. na skrzydło, w uliczkę,
do kumpla na szpicy. ale nie ma bata! sam was wykończę,

bo jest w plecy albo pogrom, bo gramy w nieparzystych 
drużynach, a bramkarz broni razem z młodszym bratem.
nie mogli się dogadać który z nich jest tomaszewskim.

strzelam tego karniaka. bo była ręka, spalony, ostry faul 
nad faulami. bo mama jak końcowa syrena woła na krupnik.
bo trzeba rozstrzygnąć, kto komu śmieszną oranżadę.

bez arbitrażu już jesteśmy cwani. już wiemy, że remisy
są dla frajerów. liczy się posiadanie piłki w ubitym polu.
tajna broń - korki z dedeeru - jutro zrobią mnie tu królem.

alt art
11 january 2017 at 16:48

vive la république..

report

elimelech
11 january 2017 at 17:41

Jest w tym polot Kryształowicza, jest w tym technika z boisk polskiej ekstraklapy, ale jest w tym tekście jeszcze coś, co czego się tęskni - smród korków kupowanych na targu, radość ze strzelenia gola, czy nauki używania lewej nogi nie tylko do podpierania.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register