Wyniesiony na szczyt własnej bezsilności,
opadam w głębiny zwątpienia,
nurzając się w mętnej pogodzie mej duszy.
Szare dni odarte z pogodnego uśmiechu.
Słoneczna kula, wytoczyła się poza widnokrąg.
Topniejąca tafla przyjaznych gestów,
wyrywa mnie z pozornej ciszy.
Przygasający płomień domowego ogniska,
staje się martwym spektaklem moich oczu.
Ptaki rozpierzchły się porażone moją biernością.
Brodząc podziemnymi krużgankami,
zaczynam bratać się z lokatorami Hadesu.
Przez uchylone okno dobrych i złych wieści,
wciskają się same ponure.
Moje myśli karłowacieją.
Usiłuję otrząsnąć się z pijawek plądrujących mą duszę.
Czuje, że jestem sam,
a mój kanał wydłuża się do nieskończoność.
____________________________________________________________________________________________________________________
spojrz na ten wiersz jeszcze raz Edmundzie tam gdzie tylko mozesz usun slowko "mój ,moje" w zasadzie to wszystkie mozna spokojnie wywalic wiersz bedzie bardziej zwiezly i ladniejszy... oczywiscie ze to tylko przyjacielska sugestia i wcale nie mosisz sie z nia zgodzic!! pisze ci o tym dlatego bo sama mialam kiedys z tym problem:) ..milego dnia:)
report
Zgadzam się z Szel. Reszta, ok :). Pozdrawiam :)
report
Dla mnie wiersz jest nie udany a szkoda .
report
Mi także przykro Marcinie że cię zawodzę ale cóż każdy z nas ma prawo do własnej oceny jak i własnego stylu -Pozdrawiam.
report
mnie sie wiersz podoba.pozdrawiam
report
Jakże bolesna refleksja nad przemijaniem. To dobry wiersz choć zawiera taki ładunek smutku i prawdy, że może być dla niektórych wręcz niestrawny. Takie wiersze zwą często zbyt osobistymi ale należy je pisać by dać świadectwo nieprzemijającej z czasem wrażliwości.
report