Grzegorz Kociuba
ALL WORKS Poetry (33) Prose (9)
About me Friends (8)

Siedem i pół psa



 
dźwigać splątane korzenie
kopce węży wygrzewających się na słońcu
stosy lin w kącie okrętu
które nagle ożywają i rzucają się na marynarzy
sterty gałęzi ocierających się o siebie niczym szpada o szpadę
 
w nocy przypłynęła do mnie matka na spróchniałej kłodzie
chciałem ucałować jej dłonie
ale rozsypały się przy pierwszym dotknięciu
ojciec stał w beretce i gumiakach na grząskim polu
 patrzył na wiertniczy szyb cały w bąblach rdzy
 
płynąłem w łodzi podwodnej metra
i nie za bardzo chciałem się wynurzać
krążyć wraz z innymi w ludzkiej termitierze
resztki twarzy wystawiać na pustynny wiatr
 
rozchylałem jej uda
aby językiem namacać wilgotne wejście do jaskini
pokusa powrotu który nie może się udać
 
łyżki koparek wygrzebywały z ziemi czaszki i kości
które biegli w swym fachu opisywali z wielką starannością
akcje czaszek i kości zawsze dobrze stoją na politycznych wiecach
w końcu śmiertelni po to grzebią umarłych
aby następni mieli co wygrzebywać
 
szanowni państwo wobec kryzysu
a co za tym idzie obiektywnych ograniczeń
żarcia starczy tylko dla siedem i pół psa
 
                                                               29.05.2013
 
 
 
 

Darek i Mania
2 june 2013 at 20:05

bardzo ciekawie aż za bardzo bo myślę nad wyliczeniami ; siedem i pół psa

report

oczy jak pustynia
2 june 2013 at 23:37

bardzo podoba mi się druga:-)

report

Florian Konrad
3 june 2013 at 00:46

A mi się nie podobają dopełniaczówki, puenta jest taka jak tytuł, co wg mnie jest błędem. Ale ogólnie rzecz biorąc- całkiem dobry wiersz.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register