20 november 2011
Z tym swoim rigor mortis bywamy śmieszni
Samobójca zmęczony lotem zmarł w
drodze do raju.
Dla niego kwiaty, zwiędłe wieńce
z przemarzniętych
do kośćca granitów. Kalendarze
pędzone jak bimber,
wypaliły dziury w koślawych
trotuarach.
Po nich starzy ludzie w
poplamionych swetrach
przemykają w cieniu młodości.
Płaszcze podszyte
ironią łopoczą na wietrze. Wyprowadzić sztandar.
Po nas też zostaną puste krzesła,
trzeszczące przemijanie.
Od kiedy w piaskownicach
zakopaliśmy sny, tylko dłuższa
chwila, czasu do marnowania tak
na dwa palce.
Tymczasem grabarzom drętwieją
ręce. Zapowiada się
martwy sezon, a tu nawet
siarczyste splunięcie nie pomaga.
Pozostało pisanie wierszy na
śniegu, czaszka Yoricka
prawdopodobnie uśmiecha się półgębkiem.
Poezja – to brzmi dumnie w odmianie przez przypadki,
nawet w tak nieszczególnym miejscu. I w mało
sprzyjających okolicznościach. Zbyt patetyczne
na epitafium, w sam raz na
rozgrzewkę.
Pod warunkiem, że zabrakło na
setkę i śledzia.
22 march 2026
wiesiek
19 march 2026
wiesiek
18 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
16 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
15 march 2026
wiesiek
15 march 2026
absynt
14 march 2026
wiesiek
14 march 2026
Jaga