16 november 2011

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Dzień ósmy i następne


Aniołowie upadają nagminnie, jak
zakazane owoce.
W bliskich okolicach Edenu.
Węże kuszą bez przekonania,
amatorów przejrzałych
jabłek.
 
Supermani na emeryturze
artretycznymi palcami
cerują obcisłe wdzianka.
Zmęczeni zapadają w fotele. W
oparach whisky snują bajki.
Czarno – białe.
 
Coś w stylu starego kina. Z ledwie
odczuwalnym brakiem
tapera i subtelnego szelestu.
Dam w powłóczystych sukniach i
ogromnych kapeluszach.
Z kwiatami na rondzie.
 
Poeci dokarmiani w przydrożnych
barach, piszą
na przetłuszczonych serwetkach,
linijki i wersy.
Coś o miłości i trudnej drodze. W
przeczuciu nieistnienia.
 
W starych płaszczach żebraków wiatr
świszczy.
Nieliczne datki nie dziurawią
kieszeni.
Oni wiedzą - wszystko przeminie.
Szalony sen
w wypożyczonym łóżku.
 
Za które mimo wszystko trzeba
będzie zapłacić.
W jeszcze nieznanej walucie.  

Wanda Szczypiorska
17 november 2011 at 17:28

To bardzo pięknie o umarłych. Ich już nie ma. Jest inna rzeczywistość, być może równie beznadziejna

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register