7 november 2011

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Ostatnia baśń Szecherezady

Od pewnego już czasu jeżdżę do
pracy

na wielbłądzie.
Przyplątał się pewnego wieczoru,
prosząc o szklankę
herbaty z wkładką.
 
Codziennie widujemy śliczne kobiety,
zerkając na nie
ukradkiem.
Dla odmiany nie żywimy zaufania do
zbyt pięknych
mężczyzn.
Ich wypracowanych gestów, życzliwości
na wydatnych
wargach.
 
Wieczorami dromader opowiada przygody
tysiąca
i jednej.
W pustynnych oazach, albo nawet
portowych
knajpach.
Mrużę wtedy oczy, wcale nie
posądzając go

o kłamstwa.
 
Później zasypia na balkonie, budząc
zdziwienie,
niekoniecznie aplauz.
Głośno chrapie, szczególnie kiedy
wypije dużo wody
z burbonem.
 
Przekornie nadałem mu imię Ferdynand,
chociaż wymienił
inne.
Od tego czasu grozi że odejdzie, kiedy
tylko mocno
stanę na ziemi.
 

Wanda Szczypiorska
7 november 2011 at 17:33

Można powiedzieć; każdy ma takiego wielbłąda na jakiego zasłużył, a precz z takimi wytartymi powiedzonkami.

report

Wanda Szczypiorska
7 november 2011 at 17:42

ale precz...

report

Marion
7 november 2011 at 17:39

Zamiast wielbłąda mógłby być struś, peela otaczałoby wtedy może większe uznanie :)

report

miriam
7 november 2011 at 18:26

podoba mi sie , zwłaszcza ten wielbłąd:). Fajnie

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register