7 november 2010

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Paranoiczny wiersz napisany w łazience


Brzegów nie widać. Jaka straszna perspektywa.
A bezludnych jak na lekarstwo. Wysp albo peronów.
Przeładowane stacje pełne szeptów i pośpiesznych
pożegnań. Zdawkowe machanie chusteczką.
Brudną wczorajszą szminką.
 
Góry lodowe na horyzoncie. Kapitanie cała wstecz.
Szyny iskrzą a ja namydlam. Semafory, zwrotnice,
konduktora. Czyści ja łza. Tylko ten kapiący kran
wprowadza dysonans.
 
Zakładam papierową czapeczkę. Będę malował
paznokcie. W żałobnym kolorze – czerwieni.
I proszę się nie ślinić na widok koronkowych
stringów. Schną, czekając na powrót
do szuflady.
 
A tam za ścianą śnią. Swoje sny o potędze.
Lub inne fantasmagorie. Pora zatrzeć ślady. Wyraźny trop
prowadzi na manowce.
Błądzę wpatrzony w latarnie na końcu składu. Kobieto
mogłaś sobie podarować te pieśni i pieszczoty przy
odsuniętej
firance.
 
Do cholery! - biorę kąpiel. Już pani nie podglądam
więc po co się plątać. Po drugiej stronie lustra.
Od jutra wszystko będzie dobrze. Na przykład
w kwestii moralności.
Zresztą w tej wannie nigdy nie pływały karpie.
 
Tak przypuszczam.
 

Edmund Muscar Czynszak
7 november 2010 at 22:19

Ciekawa ta panorama łazienkowa.

report

Kate Prozac
21 november 2010 at 14:30

to jest ok,po Ketzerze,ktory jest jednym z bardzo nielicznych tu piszadych dobrze,dzis ten kawalek to pierwsze,co moge strawic.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register