7 november 2010
Paranoiczny wiersz napisany w łazience
Brzegów nie widać. Jaka straszna perspektywa.
A bezludnych jak na lekarstwo. Wysp albo peronów.
Przeładowane stacje pełne szeptów i pośpiesznych
pożegnań. Zdawkowe machanie chusteczką.
Brudną wczorajszą szminką.
Góry lodowe na horyzoncie. Kapitanie cała wstecz.
Szyny iskrzą a ja namydlam. Semafory, zwrotnice,
konduktora. Czyści ja łza. Tylko ten kapiący kran
wprowadza dysonans.
Zakładam papierową czapeczkę. Będę malował
paznokcie. W żałobnym kolorze – czerwieni.
I proszę się nie ślinić na widok koronkowych
stringów. Schną, czekając na powrót
do szuflady.
A tam za ścianą śnią. Swoje sny o potędze.
Lub inne fantasmagorie. Pora zatrzeć ślady. Wyraźny trop
prowadzi na manowce.
Błądzę wpatrzony w latarnie na końcu składu. Kobieto
mogłaś sobie podarować te pieśni i pieszczoty przy
odsuniętej
firance.
Do cholery! - biorę kąpiel. Już pani nie podglądam
więc po co się plątać. Po drugiej stronie lustra.
Od jutra wszystko będzie dobrze. Na przykład
w kwestii moralności.
Zresztą w tej wannie nigdy nie pływały karpie.
Tak przypuszczam.
27 january 2026
wiesiek
26 january 2026
wiesiek
25 january 2026
wiesiek
24 january 2026
wiesiek
23 january 2026
Jaga
20 january 2026
Jaga
20 january 2026
wiesiek
19 january 2026
Jaga
18 january 2026
Jaga
17 january 2026
wiesiek