Zmiana sposobu prezentacji
Widzę Paryż, z lotu ptaka, osnuty mgłą papierosów. Kłęby dymu zacierają kontury budynków. Słońce już zaszło, posyłając cień pożegnań, ale niebo wciąż odbija blask wschodzących światów. Jest przygaszone i mętne, jakby ruchome. Mgła unosi się i krąży, nie przekraczając granic miasta, jakby była zamknięta w bańce mydlanej. Paryż jest dzisiaj bardzo senny. Sekwana drży i woła. Upragnione i wyczekiwane. Odległe Białe Miasto wrzeszczy znękane bliznami błota. I tylko złociste motyle, powiewające nad miastem, rozpraszają jego chorobliwą samotność.
Ulice znikają za zakrętami, które prowadzą donikąd albo dokądkolwiek. Światłość i ciemność dotykają się w zagłębieniach latarni, rzucając kolorowe cienie na twarze milczących przechodniów. Katedra stoi majestatycznie, złowieszczo. Witraże wydają się poszarzałe, zmęczone. Barwy wyblakły i nie odbijają się na popękanych głazach. Te same kamienie zdzierają się na mostach, które miały łączyć. Słynna, żelazna wieża stoi w centrum. W dziwny sposób odpycha mgłę, która przyobleka wszystko inne. Srebrna jak gwiazda drwi z naiwnych marzeń i wydumanych słów.
Na Pere-Lachaise zakopano ostatniego żywego człowieka. Miał krew i kości. W jego żyłach płynął Paryż. W jego oczach dzieci i szaleńcy dostrzegali głębię rzeki, a ślepcy przyszłość. On sam bardzo dziwił się jak bardzo miasto pomarszczyło mu twarz. Często zadawał sobie (...)
--- full text ---
