Jest w sercu zadra,
jakby ktoś ukradł mi czas.
Zamykam oczy — a przecież
było nas kiedyś więcej niż dziś.
Teraz czuję się sama,
zmęczona ciężarem frustracji,
a bezradność cicho puka do drzwi,
jak nieproszony gość w środku nocy.
Jak bardzo miłość potrafi trudzić,
jak mocno potrafi boleć,
nim nauczy się oddychać spokojem.
I jak łzy, które dziś palą policzki,
mogą kiedyś stać się ukojeniem,
zamienić ból w cichą siłę,
a tęsknotę w wspomnienie.
Nikt nie mówił, że znajdę się tutaj —
sama pośród czterech ścian,
słuchając ciszy głośniejszej od słów,
szukając siebie w pustych kątach dnia.
A jednak gdzieś pod warstwą smutku
tli się jeszcze małe światło,
które przypomina,
że nawet najdłuższa noc
kiedyś ustępuje porankowi.