Deszcz na szybie krwawy kreśli ślad,
blade oblicze tonie pośród szyb.
Cicho spływa chłodem tafli szkła,
jakby noc zapomniała, czym jest świt.
Echo wiatru kołysze niespokojny sen,
w pustych ścianach drży ostatni szept.
Każdy oddech cięższy jest niż cień,
każdy krok prowadzi głębiej w mrok i chłód.
Poranek wraca znowu bez nadziei,
bardziej martwy niż wczorajszy dzień.
Sine światło wpełza między ściany,
niosąc ciszę, której boi się nawet cień.