13 february 2012

poetry

Quercus
Quercus

Szanta o Pawiu

Wypływam więc z rana w to morze szumiące
i trzymam daleko się raf.
Na dziobie, na rufie, na maszcie i w mesie
od portu goni mnie paw.

Mój biedny żołądek skurczami szarpany, 
zaczyna żałosny tren.
On wie co go czeka, on wie czym się skończy,
kolejny na morzu dzień.


/ref.:/ 
Więc czemu, ach czemu, powiedzcie mi przecie 
to zawsze dzieje się tak.
Że kiedy wypłynę i woda pod kilem 
po łajbie goni mnie ptak!!!


Być może ktoś z was, odpowie mi ludzie
dlaczego, ach k...wa mać?
Ten groźny ptak męczy, nie dając wytchnienia
nas, młodą żeglarską brać?

A ty mój kamracie weź podaj szklanicę  
to wepchnę ptaszysko wgłąb.
Na trzeźwość na morzu ja wcalę nie liczę
byleby paw poszedł stąd.


/ref.:/ 
...


Niestety ptaszysko, nie dało się zgłuszyć
oparem rumowych mgieł.
Na moich kolanach, już leży rozlany
bynajmniej nie z kuszy bełt.

A ty dobry Boże, ty Panie na niebie, 
litości królu spraw.
By już mnie nie dopadł, w najgorszej potrzebie
ten groźny morski paw.

budleja
13 february 2012 at 23:35

szanta Ci się bardzo udała, nawet nucę:))

report

Szel
13 february 2012 at 23:38

dobrze ze tu przyszlam za toba Budlejo, to rzeczywiscie udatna szanta, nuci mi sie Qercus a jak _milego:)

report

Szel
24 february 2012 at 13:33

wole twoja szante Querkus od ballady, chociaz przy duzej fali tez mam chorobe moska_ :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register