Ludwik Perney
ALL WORKS Poetry (30) Photography (1)
About me Friends (10)

16 january 2012

poetry

Ludwik Perney
Ludwik Perney

Drugi piątek stycznia 2012

1.
Piątek zaczął się od kałuży krwi
rozlanej pod drzwiami hurtowni na Podwalu 
– chwilę czekaliśmy razem: ja trochę krócej,
krew dłużej.  Nie zamieniliśmy ani słowa,

choć pamiętam najbardziej uniwersalne zdanie 
– trzymam je na wypadek musu konwersacji
w windach, czy kolejce (jak tutaj): „Różnie bywa” 

– z takim orężem zachowam się społecznie
 w każdej sytuacji. Zagiąć mnie można
jedynie pytając „która jest godzina”,

ale to pytanie, nawet zadawane bełkotem, 
poznam po charakterystycznej intonacji.

2.
Odwiedziłem ojca, zjedliśmy śniadanie
i zastanawialiśmy się 
czy można włożyć sobie lufę pistoletu do ust
i nie trafić w głowę.

3.
Dzwoni Edyta, wścieka się. Jej klient nie przyszedł
na umówione spotkanie, w dodatku nie odbiera telefonu.
 – jestem bezsilna – mówi – Marek, 
przywaliłbyś mu, gdybyś go teraz spotkał?

4.
Można.

5.
Dzwoni Edyta, mówi, że nie uwierzę:
klient odezwał się w końcu. Okradziono go,
a wcześniej oczywiście pobito – piątek
zaczął się od kałuży krwi na Podwalu.
 

Darek i Mania
9 june 2012 at 23:38

jak zwykle wymagający utwór - i pytanie jak można ? rykoszet - teoretycznie wszystko można nawet odpowiedzieć która godzina - ale czy i jaka będzie odpowiedż to inna rzecz - fajne te przejścia myśli w zwrotkach jakby wchodziło się do różnych komnat tej samej budowli :))

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register