Zmiana sposobu prezentacji

6 november 2012

prose

darolla
darolla

Bajka o Schecie i złotej rybce :)


Dawno, dawno temu żył sobie pewien stworek. Nazywał się Scheto
Schescholek. Scheto miał wiele zainteresowań. Jednym z nich było
wędkarstwo.
Pewnego dnia wybrał się na ryby wraz z dziadkiem i tatą. Gdy dziadek
Charles nie mógł sobie poradzi z wyciągnięciem ryby, na pomoc
przyszedł mu tata Scheta, Charlee.
W tym samym czasie gdy panowie walczyli z naprawdę wielką ryba, Scheto
złowił mała złotą rybkę. Tak się nią zachwycił, że postanowił
zabrać ja do domu i dać jej najpiękniejsze akwarium jakie widział,
ale złota rybka przemówiła ludzkim głosem:
- Wypuść mnie, a spełnię twoje najpiękniejsze marzenie.
Chłopiec zastanowił się chwilę, a potem rzekł:
- Chcę mieć sny - takie piękne jak ty.
Ponieważ Scheto był stworkiem, nie miewał snów. Zawsze zazdrościł
swoim rówieśnikom, że coś im się śni, kiedy opowiadali sobie
opowieści i wymyślali sobie różne historie, A ponieważ Scheto nie
miewał snów, a co za tym idzie nie miał wyobraźni, choć dużo
czytał - czul się źle. W te dni wracał ze szkoły czy z podwórka
smutny i rozczarowany, żalił się, że nic mu się nie śni. Tak
bardzo chciał mieć tak wspaniałe sny jakie miewają ludzie, że
propozycja rybki była dla niego jak los wygrany na loterii. A ponieważ
(...)

--- full text ---

22 september 2012

prose

darolla
darolla

Zimny Duch rozdz. XXIV- Epilog

Gdy cała czwórka znów się spotkała, Klemens powiedział:
- Wykopali szczątki Eryki. Będzie nam teraz trudniej ją zniszczyć. Przeszedłem się po skarpie i znalazłem coś.
Podszedł do bariku i wyciągnął niewielki przedmiot, lecz nie od razu im go pokazał.
- Co pan znalazł? – zapytała dziewczyna.
- To ta moc ją tu przysłała. Jest to kamień, który Locha zakopała wraz z ciałem Eryki. Sprawił, że klątwa Ernesta i jej prośba się sprawdziła. No i wygląda jak wygląda. Ubierała się w ciepłe kolory, by zamaskować tę energię, jaką naprawdę wokół niej czuć.
- Możemy go zobaczyć? – zapytał Jarek.
- Jeszcze nie teraz. Michał weź go.
- Ja? – zdziwił się. – Dlaczego ja?
- Bo ty jedyny ją możesz zniszczyć.
- Próbowałem ją znaleźć, ale nie udało się.
- Dlatego musisz to wziąć. Kiedy położysz go na otwartej dłoni, ona sama cię znajdzie. Wtedy ją zniszczysz.
- Mam wbić jej pazury w brzuch? To jest niemożliwe. Niby jak tego mam dokonać? Nie widzieliście jej szponów.
- Odetniemy je sekatorem – rzekł Jarek patrząc na Agatę.
- Sekator prędzej się złamie niż odetniemy jej pazury – odparł.
- Dlatego też – kontynuował pan Orlelski – ty musisz tego dokonać. Złamiesz je gołymi rękoma.
- Że jak? – nie mógł uwierzyć własnym uszom. – Własnymi dłońmi? By je stracić?
- Musisz poświecić się dla (...)

--- full text ---

19 september 2012

prose

darolla
darolla

Zimny Duch - Księga II - rozdz. XII - XXIII

Rozdział XII
 
Ten dzień był dokładnie przez Kamilę zaplanowany. Postanowiła, że najpierw spotka się z Klemensem Orlelskim, potem dokończy swoje dzieło, a wieczorem porozmawia z Michałem alias Kolwekotem.
Zadzwoniła do mieszkania Szelmana. Drzwi otworzyła wysoka, ruda dziewczyna.
- Dzień dobry. Zastałam pana Orlelskiego? – zapytała.
- Pan Szelman nie przyjmuje gości.
- Proszę mu powiedzieć, że przyszłam z ważną sprawą.
- Z ważną sprawą? Do pana Orlelskiego? Chyba żartujesz!
- Nie. Nie żartuję. Proszę mu powiedzieć, że przyszła…
Nie wiedziała, czy powiedzieć Najna Kamilska, czy Kamila Saher. Gdyby powiedziała Najna Kamilska, mężczyzna mógłby odprawić ją z kwitkiem, a gdyby zaanonsowała się jako Kamila Saher, to pewnie zostałaby potraktowana przez tę dziewczynę tak samo, jak przez te trzy, które spotkała pod skarpą. W normalnych warunkach nie przeszkadzałoby jej to, ale miała już serdecznie dość kłótni, więc powiedziała tylko:
- Pan Orlelski mnie oczekuje.
- Gdyby tak było, powiedziałby mi o tym.
- Kto przyszedł, Femo? – usłyszeli głos Szelmana.
- Poczekaj – powiedziała do niej ruda dziewczyna, zwana Femą i zamknęła drzwi.
Mimo wszystko słychać było ich rozmowę:
- Kto to był?
- Jakaś dziewczyna twierdzi, że pan ją oczkuje.
- Naprawdę? A kto to jest?
- Nie przedstawiła się.
- (...)

--- full text ---

19 september 2012

prose

darolla
darolla

Zimny Duch - Księga II - rozdz. I- XI

KSIĘGA II
MISJA
 
Rozdział I
 
Znaleźli się na działce. Domek był niewielki, ale mieściło się wszystko, co potrzebne jest do przetrwania.
- No to opowiadajcie – powiedział Dorato – co takiego zrobiliście.
Opowiedzieli im historię od momentu, gdy siedzieli na ławce w parku. Nie mogli przecież powiedzieć, że przenieśli się w czasie, gdyż uznaliby to pewnie za coś podejrzanego, a teraz próbują się z tego w jakiś dziwny sposób wykręcić.
- A wy? Dlaczego zwialiście z domu? – zainteresował się Jarek.
- Zwialiście? Skąd wy jesteście? – spytała Melisa.
- Stąd… no to? Czemu uciekliście?
- Ja przez mojego ojca. Dla niego liczą się tylko euraki i władza. Nie liczy się ze zdaniem innych i nie podoba mu się to, że spotykam się z Doratem.
- A ja, bo miałem dość szkoły i tej całej paplaniny mojej rodzinki o nierealnych planach, że uda im się namówić mojego wuja, żeby nie był egoistą i podzielił się majątkiem. Zamiast zarabiać na tym euraki to sam żre to i nikogo nie częstuje. Nawet nie wiem, o co chodzi. Tyle tylko ile usłyszałem. Miałem dosyć tych kłótni. Ojciec najeżdżał na matkę, żeby coś z tym zrobiła, bo to w końcu jej brat, ale ona nic nie robiła.
- A wy? Czemu zwialiście? – zapytała Melisa przyjmując ich słownictwo.
- To długa historia. Los nas tu sprowadził – odpowiedział.
- Szukacie kogoś? (...)

--- full text ---

19 september 2012

prose

darolla
darolla

Zimny Duch rozdz. XXI - XXIV

Rozdział XXI
 
I Ania.
 
        Był wspaniały dzień. Właśnie wróciłam z wakacji i postanowiłam, że najpierw się rozpakuję, a potem zacznę czytać książkę, którą wypożyczyłam od koleżanki. Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i położyłam walizkę na swoim tapczanie. Po upływie dwóch godzin wszystkie moje rzeczy były na swoim miejscu.
        Usadowiłam się wygodnie w fotelu i z wielkim entuzjazmem zaczęłam czytać książkę. Po przeczytaniu kilku stron, usłyszałam ciche stukanie do okna. Bardzo zdziwiona i trochę przestraszona podeszłam do okna i otworzyłam je, lecz gdy wyjrzałam nikogo tam nie było. Zapytałam:
        - Czy jest tu ktoś?
        Jednak na moje pytanie odpowiedziały tylko szumiące liście kołysane przez wiatr. Pomyślałam, więc, że to była na pewno moja wyobraźnia, a w okno nikt nie pukał. Bo któż mógłby wejść na trzecie piętro i zapukać do okna? Wróciłam, więc do przerwanej lektury, lecz myśl, że ktoś mógł być za oknem nie dawała mi spokoju.
        - Może złodziej! – pomyślałam, ale zaraz odrzuciłam tę myśl, ponieważ któż by się chciał wkraść do mieszkania w „biały” dzień, a po drugie żaden człowiek nie zdążyłby tak szybko zejść i uciec. Gdy tak rozmyślałam, nagle coś zabłysło za oknem, podeszłam bliżej i zauważyłam bardzo dziwny przedmiot w kształcie kwadratu. (...)

--- full text ---

19 september 2012

prose

darolla
darolla

Zimny Duch rozdz. XVI - XX

Rozdział XVI
 
I Marzena.
 
Nie mogłam doczekać się tych wakacji. A kiedy w końcu nadeszły dowiedziałam się, że do babci pojedziemy tydzień później!!! Zawsze jeździliśmy w połowie lipca, a teraz mieliśmy jechać pod koniec! Nie mogłam w to uwierzyć.
W ostanie wakacje poznałam Jacka. Oczywiście, nikomu z rodziny, nic nie wspominałam. Zwłaszcza babci. Ona twierdzi, że nie ma już porządnych chłopaków, a ci mili są najgorsi. Nie mam pojęcia skąd te uprzedzenia.
Jacek był wspaniały. Poznałam go na plaży. Jego uśmiech sprawił, że cały mój świat zupełnie się zakręcił. Wynajmował pokój w bloku, naprzeciwko domu mojej babci, więc kiedy nie mogłam zasnąć patrzyłam w jego okno.
Spotykaliśmy się codziennie przez dwa tygodnie. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, śmialiśmy się ze wspólnych żartów, miło spędzaliśmy czas. Wieczorami chodziliśmy po plaży, trzymając się za ręce. Pamiętam nasz ostatni wieczór. Miałam na sobie lekką, bladozieloną sukienkę zawiązywaną z tyłu na szyi i sięgającą do kolan, a on granatowe szorty. W rękach trzymaliśmy letnie sandałki. Szliśmy po plaży w milczeniu. Było chłodno, ale przyjemnie. Zatrzymaliśmy się. Upuściliśmy buty na piasek, chwycił mi dłoń, spojrzał głęboko w oczy, a ja powiedziałam:
- Jutro wyjeżdżam.
- Wiem – odparł.
Nie chciałam się z nim rozstawać tak szybko.
- Co (...)

--- full text ---

19 september 2012

prose

darolla
darolla

Zimny Duch rozdz. VIII - XV

Rozdział VIII
 
        - Cześć – powiedziała, gdy otworzyły się drzwi.
        - Cześć.
        - Czy to ogłoszenie jest nadal aktualne? – wskazała na gazetę, którą trzymała w ręce.
        - Tak. Wejdź. Jak się nazywasz?
        - Magda Korbacz.
        - Kasia Marsek – powiedziała podając jej rękę. – Pewnie chcesz obejrzeć mieszkanie?
        - Tak.
- Będziemy mieszkać we trójkę – poinformowała ją, przechodząc do jednego z pokoi – to będzie twój pokój.
Był on niewielki, mieściło się łóżko, biurko, dwie szafki i pusty regał. Dla Magdy był idealny. Ściany były pomalowane na kolor ciemnopomarańczowy, meble zaś były ciemnożółte.
- Świetnie. Jest wszystko, co trzeba.
- Co studiujesz?
- Nic – odpowiedziała idąc za Kasią do kuchni. – Będę chodzić do tutejszego liceum. Jestem przyjęta, ale nie mam gdzie mieszkać. Hotele są tu strasznie drogie.
- Nie wyglądasz na licealistkę. Dałabym ci, co najmniej 20 lat.
- Wszyscy mi to mówią – roześmiała się oglądając łazienkę. Magda była niewysoką blondynką o lekko kręconych włosach. Nosiła buty na wysokim obcasie, co sprawiało wrażenie osoby o kilka centymetrów wyższej. Kasia – studentka politechniki, miała długie falowane, kasztanowe włosy, brązowe oczy i była bardzo wysoka.
- Pierwsza (...)

--- full text ---

6 april 2012

prose

darolla
darolla

Z cyklu: "Wakacyjne opowieści"


                                                                                                      Wspomnienia.
 
        Mam
na imię Marta, kilka lat temu przeprowadziłam się z Obornik do Gdyni. Lubię
spędzać czas na świeżym powietrzu i poznawać ludzi.
W te wakacje miałam odwiedzić
wujka, którego nie widziałam od lat. Ucieszyła się, gdyż to była dobra okazja
do spotkania starych znajomych. Mimo, iż w Obornikach nie było mnie kilka lat, to
pamiętałam każdy szczegół tego osiedla. Bloki przy deptaku były ustawione
prostopadle do niego i równolegle do siebie. Prawie nic się tu nie zmieniło.
Tylko place zabaw, ale to w innej części tego osiedla.
Między, blokiem wuja, a
blokiem, w którym niegdyś mieszkałam, znajdowały się drzewa, za każdym razem
odgarniałyśmy spod nich mirabelki, które nazywaliśmy nijaberkami i bawiliśmy
się w dom. Nieopodal nich, nadal znajdowała się niewielka piaskownica, w której
odbywały się nasze rozmowy, spory i zabawy.
Chodziliśmy po drzewach
zrywając czerwone mirabelki, które rosły na górze, poza zasięgiem naszych rąk.
Za każdym razem pani Łańcuchowska, kiedy widziała nas na drzewie, wyzywała nas
i nie pozwalała nam po nich się wspinać. Ale my i tak robiliśmy (...)

--- full text ---

6 april 2012

prose

darolla
darolla

Z cyklu: "Wakacyjne opowieści"


                                                                                                    Życzliwość.
 
        Mam na
imię Klaudia mieszkam na Osiedlu Leśnym w Obornikach. Dominikę znam z widzenia.
Moja historia zaczyna się od wizyty u koleżanki.
Był pochmurny dzień, lecz
mimo to postanowiłam odwiedzić Weronikę, która mieszka 2km ode mnie. Weszłam do
jej klatki i zobaczyłam, że na skrzynce leżały ulotki. Kiedy zabrałam jedną,
zauważyłam, że oprócz ulotek znajdowały się jakieś listy. Zabrałam je i
postanowiłam oddać je adresatowi.
        Gdy
dotarłam na górę, zapukałam do drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Zapukałam
jeszcze raz, a one lekko się uchyliły. Chociaż nieproszona, weszłam do środka.
Mieszkanie było małe i
zagracone. Panował w nim chaos. Słychać było głośną pracę odkurzacza. Nie chcąc
przeszkadzać, położyłam listy na szafce i już chciałam odjeść, kiedy odkurzacz
umilkł.
- Dzień dobry –
przywitałam się i wyjaśniłam cel mojej wizyty.
Kiedy kobieta, która
wówczas schylając się podnosiła jakieś przedmioty, wyprostowała się,
zaniemówiłam.
Była wysoka i szczupła. Z
początku sadziłam, że ma na sobie ciemnozielone rękawiczki, (...)

--- full text ---

6 april 2012

prose

darolla
darolla

Z cyklu: "Wakacyjne opowieści"


                                                                                                         Odwiedziny.
 
        Mam
na imię Ania, mieszkam w Obornikach w bloku na trzecim piętrze. Nie mam
rodzeństwa ani zwierzaka. Moja historia zaczęła się pod koniec wakacji.
        Gdy
wróciłam z nad morza, postanowiłam, że najpierw się rozpakuję, a potem zacznę
czytać książkę, którą wypożyczyłam od koleżanki. Weszłam do pokoju, zamknęłam
drzwi i położyłam walizkę na swoim tapczanie. Po upływie dwóch godzin wszystkie
moje rzeczy były na swoim miejscu.
        Usadowiłam
się wygodnie w fotelu i z wielkim entuzjazmem zaczęłam czytać książkę. Po
przeczytaniu kilku stron, usłyszałam ciche stukanie do okna. Bardzo zdziwiona i
trochę przestraszona podeszłam do okna i otworzyłam je, lecz gdy wyjrzałam
nikogo tam nie było. Zapytałam:
        - Czy
jest tu ktoś?
        Jednak
na moje pytanie odpowiedziały tylko szumiące liście kołysane przez wiatr. Pomyślałam,
więc, że to była na pewno moja wyobraźnia, a w okno nikt nie pukał. Bo któż
mógłby wejść na trzecie piętro i zapukać do okna? Wróciłam, więc do przerwanej
lektury, lecz myśl, że ktoś (...)

--- full text ---

2 april 2012

prose

darolla
darolla

Zimny Duch


Prolog
 
          Tego dnia w ich życiu miało wydarzyć się coś
ważnego. Czekali na jeszcze dwie osoby. Ktoś nie miał tyle cierpliwości, co
reszta, więc dla zabicia czasu postanowił się przejść.
Kilka metrów dalej
usłyszał głos jednej z oczekiwanych osób. Kłótnia musiała już trwać kilka
minut, więc zainteresowany, co może być tego przyczyną i nie chcąc być
zauważonym, schował się za krzakiem. Znajdował się zbyt daleko, by wszystko
dokładnie słyszeć, lecz mimo to, do jego uszu doszło głośne oburzenie:
      - Jak taka zimna osoba jak ty, może lubić takie
ciepłe kolory!?
- No cóż… Muszę stwarzać
pozory! – dobiegł go oschły, wyniosły głos drugiej osoby.
Usłyszał także klątwę,
jaką rzucił pierwszy głos i szyderczy śmiech przeklętej osoby. Nie zrozumiał
kolejnych słów, lecz nieoczekiwanie ktoś krzyknął ostrym, przerażającym głosem:
- Pamiętaj, że to ja
ciebie… – (tu nie zrozumiał słów, jakie zostało wypowiedziane).
- Mylisz się. To Bóg mnie
stworzył! – zabrzmiała odpowiedź.
Kłótnia trwała jeszcze
przez parę minut, gdy nagle zapadła cisza. Odczekał chwilę i spojrzał w stronę
kłócących się ludzi. To, co ujrzał, sprawiło, że po jego ciele przebiegł
lodowaty dreszcz.
Zobaczył, że ktoś (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register