Zmiana sposobu prezentacji
dwadzieścia dziewięć lat
budzę się o czwartej
uchylam okno
beton całą noc pomarańczowy
dwadzieścia dziewięć
jak zrzucić kolejne warstwy hardości
obrastają bezlitośnie
osady apatii i żart zbyt ostry
znużenie powtarzalnych przeżyć
obycie i fachowość dwudziestu
dziewięciu lat
nieczułość ruchów
uwierająca miękkość wspomnień
zaakceptowana brzydota
obrzeży myśli
czy da się ukryć znamiona
przybraną lekkością w spojrzeniu
gdyby chociaż zgasł ten koszmarny
pomarańcz latarnii
zmarznięci ubóstwem relatywizmu wreszcie
spróbowaliśmy ją włożyć na siebie
kto by przypuszczał
że jest tak ciasna
krępowała i drażniła
nie umiała też dopasować się
do przygotowanego dla niej
kształtu
była bardziej dziwaczna i ostateczna
kompletnie nie wpisała się w czasy
szerokich horyzontów
i już zupełnie
gwóźdź do trumny
wcale
wcale nie leżała pośrodku
co mamy więc zrobić
z prawdą?
nie zalej mnie tylko słowami
bo co gdy karykaturą
okażą się co najwyżej zamierzonego
uwierz i cisza udźwignie
i uśmiech twój
niezręczny
nie zalej mnie tylko słowami
w tych czasach jednolitości
echa głuchego patosu przerostu formy
i darmowej informacji
spójrz jak obojętnieję
gdy wzrost znaczeń
aż do bezznaczeniowości
nie zalej mnie tylko słowami
co niedojrzały ci jeszcze
by zdołać odkryć coś we mnie
wstrząsnąć lub choć znaczyć
bo raczej zatopią
nierozważnie
***
(...)
--- full text ---
nie zakochuj się w moich
naskórkach i zapachu
tanich myśli
na inne mnie dziś nie stać
choć specjalnie
wybierałam
w pierwszych wejrzeniach
mi tak zupełnie nie
do twarzy
ani w nieskrępowanych
twych wrażeniach
chybionych
nie zachwycaj się częściami
ciała ani duszy
są mi tak niezgrabne
obco wnętrzu
przyswojone
proszę już cię zniechęcam
nie-moją wulgarną
częściowością
(...)
--- full text ---
Znienawidziłam
mych relacji asymetrię
przeżarłam
cynizmem pozory
wszelkich wzajemności
wyśmiałam
lustrzaność gestów
naśladownictwa
i
tylko
zapomniałam
o wiecznie pięknej
niezmierzonej
asymetrii
mej
do
Ciebie
...
zjawiło się wspomnienie
beznamiętnie przetarte
obco zjawiło się
przypadkowe udając
powszednio uśpiło
czujności ostanie
uschła tęsknota
zapobiegając mojemu
uschnięciu z nawyku
tęsknoty karmienia
i gorycz wygasła
paląca tymczasowo snem
oczekiwania zasnęły
moje myśli zawieszone
w próżni bezczynności
mają się dobrze
żywią się starymi obrazami
i nowymi bodźcami
czymkolwiek
dobrym słowem złym
rozrastają się do ogromnych rozmiarów
(to najlepszy czas
na skupienie na sobie
uzasadniony przecież jak najbardziej)
idą i kręcą się
wciąż na tych samych
wytartych ścieżkach cyklicznie
przerabiają to samo zaplątanie
w gąszcz
zwrotów, smutków i niepasujących
mądrych Słów
(...)
--- full text ---
wzięłam kamień pod głowę
bo zabrano mi poduszki
bawełnianych złudzeń
ciepły piasek kłamstwa
nie wytrzymał ciężaru
konstrukcji czasu
drżę z zimna
choć wolnością je zwą
podobno
twardy fundament
niezmiennie zaczekał
beznamiętny
Przyszedłeś jakbyś wrócił do domu. Wbrew wszystkiemu witam Cię ciepło, trochę stęskniona. Z kubkiem gorzkiej herbaty. Lampką o żarówce max 60W. Tak dobrze Cię znam, a Ty mnie. W Twojej obecności odpoczywam, wyraźniej odczuwam swą tożsamość. Jesteś równowagą dla zbytniej ufności, dla carpe diem, dla pewności że skoro będzie dobrze, nic nie trzeba robić. Jesteś moją refleksją, zatrzymaniem się, upragnioną samotnością. Głęboko, intymnie, delikatnie mówisz bez słów. Pozwalasz na powagę i bezsilność, a ja pozwalam Ci na chwilę zawładnąć mną. Jesteś nienachalny, ale namacalny. I teraz właśnie poddajesz w wątpliwość wiele rzeczy, którym starałam się nadać już kształt i przyszłość- które były już dla mnie pewnikami. To pewnie Twoja zazdrość, chcesz mieć mnie na wyłączność.
Usiądźmy, przytul mnie i zostań na ten wieczór. Ale później odejdź.
Mój smutku...
strach, który przyszedł wtedy
przedstawił mi się jako ostrożność
i z rozsądnymi słowami na ustach
łagodnie zaczął krępować moje ruchy
zaraz po nim zjawiło się poniżenie
mówiło, że jest dzieckiem pokory
która kazała mu mnie oszpecić
uczyniło to z wyrazem świętego współczucia na twarzy
ból nie zapukał wprawdzie wchodząc
ale przynajmniej był cały czas sobą
rozsiadł się w fotelu i ignorował moją obecność
lecz przez swą władczość MÓJ wzrok przyciągał nieustannie
gorycz próbowała odciągnąć moją uwagę snując swe opowieści
podała mi też lek, który zdawał się działać jak trucizna
lecz podobno poleciła mi go dojrzałość
tymczasem ból z goryczą najwyraźniej znaleźli wspólny język
...
wcale nie wiedziałam, że przyjdzie nadzieja
(...)
--- full text ---
