I.
Stoły wilią zastawione
lampki świetlą ciepły dom
czas pokoju i tradycji cześć.
Porcelana karpia czeka
Bóg się rodzi moc truchleje
Pan niebiosów obnażony
II.
Skarmieni bułką maślaną
w biegu mijamy tych,
którzy głodni a szczęśliwi,
czekają dnia w zakamarkach peronów.
Gniją na dnie śmierdzącego bytu
tam wolni i niezależni żeglują
syci światłem dworcowych neonów.
wiersz z tych tzw. zaangazowanych społecznie; problem w tym, że pisany zbożnymi chęciami i w słusznej sprawie wydaje mi się mało przekonujący, a to z racji schematycznego - wtórnego sposobu wyrażania problemu i kalkowych obrazów - ten wiersz nie porwie i nie zaangażuje nowych wolontariuszy do pomocy bliźnim - brak mu artystycznego polotu; przepraszam, ale tak czytam... i pozdrawiam J.S
report
Z ust mi Pan, Panie Jacku, wyjął powyższe.
report
bardzo płytko niestety, ledwie draśnięty trudny temat, a raczej problem ludzi z marginesu. Mam kontakt z takimi ludźmi już od kilku lat i widzę jak umierają jedni, przychodzą inni jakby wymiennie to ktoś zaplanował... Zbanalizowałeś to, a jedyne co uwypuklasz to "śmierdzący byt" jakby to była kwintesencja tej kwestii. Przemyśl to głębiej znacznie
report
Panie Jacku, Panie Robercie tak się w moim życiu zadziało, że od kilkunastu lat pracuję zawodowo w tym i z tym środowiskiem. Nie dostrzegli Panowie, że pisząc o bezdomnych nazywam ich wolnymi i szczęśliwymi, a tacy ani myślą o zmianie ich bytu, ba oni bronią się przed tym. Bo chcą być wolni i szczęśliwi. W istocie to ci spasieni bułką maślaną i z cygarem w zębach są nieszczęśliwi, goniąc za mamoną sławą i uznaniem. Życzę szczęścia i pozdrawiam.
report
Praca - pracą (wielki szacunek) a literatura - literaturą (i tu już gorzej)!
report