|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (229) Prose (3) Diary (5) Photography (7) Books (1)
Postcards (4) About me Friends (50) | |
Zmiana sposobu prezentacji
-Ty też lubisz słuchać deszczu?- tak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Ja też czasami mam ochotę skakać z drzewa albo z parapetu, tylko żaden wiatr mnie nie potrafi strącić.
Dotknij mnie, ale nie tak, jak mężczyzna dotyka kobietę. Niech to będzie dobre, jakbyś ocierał łzy, albo chwytał dla mnie płatek śniegu. I nie zamykaj oczu, bo wtedy kurczę się ze strachu przed nieznanym.
Trzymaj mnie mocno, najmocniej jak potrafisz. Pod swetrem nosisz najwspanialszą muzykę. I nie kłam. Nie mów, że jest inaczej. Lepiej milcz, zaklęty jak kamień. Gdybyś był kobietą, byłbyś mną- tak powiedziałeś. Nie każ zasypiać, mów.
Z wędrówki przez wyobraźnię. Kraina Liter i Cyfr.
W zasadzie nigdy nie zastanawiałam się, jak to jest.
Dotychczas sądziłam, że świat tworzy hermetycznie zamkniętą, logiczną całość.
Więc, jeśli człowiek to suma oddechów, kłębowisko chaotycznych myśli lub zbiór niedoskonałych dźwięków,
jak to możliwe, że istnieje ktoś drugi, będący moim odbiciem?
Pamiętam, że chmury były kłebiaste i ciężkie.
Krople pękały tak często, że nawet przesuszone usta ziemi, nie mogły wchłonąć wody.
W takie dni zawsze szłam moim ciemnym korytarzem.
Niewyraźne kontury przypominały o oknach, a drzwi były bez klamek.
Przemierzałam wzrokiem szare, ale wąskie ściany.
Widziałam napisane tam duże litery: A, B... szłam. Dalej K, L, M... Próbowałam określać, nazywać, poszukiwać.
Za ostatatnią zaczynały się inne okna, drzwi, a na nich wytarte już od poznawania znaki matematyczne.
Jakby dwie krainy- Liter i Cyfr.
Całe swoje życie określamy za pomocą jednych, bądź drugich znaków graficznych- myślałam.
Przecież na każdą literę alfabetu możemy odnaleźć emocje, tak często nam towarzyszące, wyrazić myśli i opisać wspomnienia.
Z cyframi jest podobnie. Lata, miesiące, tygodnie, dni godziny, a nawet proporcje do wyrobu chleba- wszystko możemy policzyć, zważyć i zmierzyć.
(...)
--- full text ---
Z retrospekcji, czyli bez pożegnania. (1)
Kochana, przepraszam, że tak długo milczałam. Wiesz, jak to jest- chroniczny brak czasu- liczne awanse, związki nie tylko zawodowe. W międzyczasie rozwód i cztery poronienia pochłonęły mnie bez reszty.
Pamiętasz, jak leżałyśmy w namiocie z koca w kratę pod starą czereśnią w babcinym ogrodzie? Tak jak ja wierzyłaś w tramwaj z leguminy, lizakowe drzewa i to, że kiedyś zbudujemy dom z waniliowej chałwy...
Ten wieczór był zupełnie wyjątkowy. Słońce zabarwiło niebo na kolor oranżady. Poszliśmy na premierę do teatru. Później długi spacer i lampka wina. Po powrocie kochaliśmy się na mokrej trawie w ogrodzie.
Noc była duszna, nic nie zapowiadało smutnych wieści, a nawet miałam wrażenie, że w końcu spotkało mnie szczęście, chociaż sowa głośno puchała. Pamiętam, jak babcia mówiła, że to na śmierć, ale walczyłam z własną przesądnością, dopijając nad ranem kolejny kieliszek czerwonego.
Coś nie dawało mi spokoju. Rankiem pojechałam do domu. Mama dzwoniła, że dała na mszę za babcię
w siedemnastą rocznicę jej śmierci. Powiedziała też, że i ty odpłynęłaś gdzieś na drugą stronę, ale nie wierzyłam.
Teraz, gdy widzę czuwającego Chrystusa w cierniowej koronie pod rozłożystym kasztanem, mam nadzieję, że tam gdzie jesteś, płynie rzeka z malinowego soku, nad którą rosną lizakowe drzewa.
(...)
--- full text ---
