Zmiana sposobu prezentacji

Wahadło namiętności

słowa bez wyrazu
zdania bez treści
dzień przymyka oczy
 
usiłuje sobie go wyśnić
dna jutra nie widzę
pusta butelka milczy
noc jest wielorybem
 
 

Grzech

małe niewinne coś
zagłuszone
przez mijający czas
z perspektywy lat
niedostrzegalny 
drobny błąd 
niewinny występek
wyblakły ślad
a jednak parzy
uwiera jak kamień
niewygodny bagaż 
na końcowym 
przystanku zdarzeń
przypomina o sobie
w ostatnim akcie

sumienie
nigdy nie kłamie
bardzo często 
dochodzi do głosu 
po czasie

Bądź pochwalony

Dniu, co zrywasz się do lotu o świcie

soczysta kulo słońca która rozświetlasz
wszystkie moje proste i kręte drogi
dwustuletni dębie rosnący na skraju lasu
pod którym odpocząć zdarza mi się czasem
nieznany wędrowcze napotkany na mej drodze
aniele stróżu idący przede mną o pół kroku
bojaźni która często zaglądasz w moje oczy
gdy na kruchym życia lodzie stawiam stopy                                                           
                                                              
Bądź pochwalona ziemio
która kiedyś przyjmujesz
mnie do swego łona        
 
 

Smutna commedi danll’arte

Wpadamy na siebie
po latach klasycznej rozłąki 
ona uśmiecha się do mnie
ja odpowiadam z grzeczności
trochę niepewnie jakby niechcący
 
Ona nieśmiało rozpoczyna rozmowę
ja szperam pospiesznie w głowie
pokrytej szczeciną siwych włosów
Zaczepnie pyta czy jej nie poznaje
-eureka to moja dawna miłość z lat, gdy
nieśmiało zakwitały pierwsze kasztany
 
Mówi że prawie niewiele się zmieniłem
ja z pamięci bez nut serwuję jej starą piosenkę
z dawnych młodzieńczych podrywów
niczym kołem ratunkowym posiłkuję się zaproszeniem
do wypicia wspólnej lampki wina i kawy
ona nieśmiało wymawia się swymi wnukami
 
Lustrujemy siebie wnikliwym spojrzeniem
ja widzę dystyngowaną miłą starszą panią
ona pana o przygarbionej sylwetce w sweterku
(...)

--- full text ---

Przekątna myśli

 
W czasie notorycznie   
popełnianego życia
godzina po godzinie
dzień za dniem
Składanych na stosie
przeładowanych lat
w których gubią
się ważne epizody
niezapisanych zdarzeń
 
Zapominamy o celu
podróży w jedną stronę
do edenu spełnionych pragnień
 
Zatrzymani na przystanku
z napisem nostalgia
w chaosie zdarzeń
usiłujemy odnaleźć siebie
pozbierać myśli
 
bez planów na przyszłość
nadal usiłując być sobą 
(...)

--- full text ---

Adwent

Późne grudniowe popołudnie
przesiąknięte wilgocią
osmolone czernią wieczoru
ogłuszone ciszą
 
w leśniczówce oblężonej
gęstym kordonem sosen
pod którą podchodzą sarny
spłoszone zapachem wilka
to miejsca gdzie nawet
echo zdaje się milczeć
 
stoimy przy oknie
zbratani z dziką przyrodą
podglądając gwiazdy
zaprzyjaźniamy się z sobą
 
 
 
 
 
 

Równoleżnik szczęśliwy

Trafiłem na niego w porze odpływu
kiedy dzień zbierał się do spoczynku
a ja cierpiałem już na dorosłość
 
Z gwaru wieczoru wyłonił się
fragment wiosny w odcieniu
pierwszej naiwnej miłości
w której infekcja rozwijała się typowo
maliny rosły w sadach słońce nad głową
i wszystko z pozoru wyglądało tak samo
każda droga prowadziła do szczęścia
 
Tylko ono się spóźniło
o życia całą dobę
a może zwyczajnie
nie było nam po drodze
 

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register