4 september 2021

Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty dziewiąty : Jednostronny kryzys przyjaźni.

No dobra, dzisiaj pisanie mi się przyda, bo mam straszny mętlik w tej mojej głowie. Działo się w sumie prawie nic, ale sama sobie nawaliłam takich emocji, że się dziwię, że byłam w stanie coś takiego wymyślić i jeszcze oczernić moich przyjaciół w internecie.

No, ale od początku, zacznijmy od najnowszych wieści z mojego życia. Sama nie wiem czy jest to powód do panikowania czy niezbyt. Otóż Norbert wyjeżdża do pracy za granice. Ignacy mu to załatwił. Chyba jakaś Norwegia, czy coś. Wyjazd jest za parę dni. Czy będę tęsknić? Nie wiem. Pewnie trochę tak. Może to strasznie egoistyczne, ale myślę w tej chwili co się stanie z moimi turnusami? No tak, niby też jest jeszcze Ignacy, ale przecież z tego co wiem, to jeszcze w październiku chcą jechać z Renatą i Lenką nad morze. No dobra nie wiem w której połowie października jadą, ja mam termin jak dobrze wiecie siedemnastego. A co jeśli Ignacy ze względu na swój stan zdrowia nie będzie chciał mnie wozić a przynajmniej nie aż tak daleko? Będę musiała zmienić ośrodek? Chyba tego nie przeżyję! Naprawdę, szczególnie że ostatnio wątpiłam w fakt że Ada i Paweł mogą mnie szczerze lubić! Jak przestanę jeździć na turnusy to już w ogóle nasza więź się rozluźni! Co prawda Ignacowi w tych badaniach nic nie wyszło, musi mieć zwyczajnie więcej aktywności fizycznej niż zwykle, no ale co jeśli po prostu się nie zgodzi? A szczególnie co jeśli nie będzie mógł w październiku? Co prawda w listopadzie mam jeszcze termin, ale na tym będzie też pasożytniczy Daniel, więc odpada. A na każdy inny turnus do grudnia będzie się trudno dorwać. Wiem, bo pisałam ostatnio z Marcelim. Chociaż pisaniem to dość trudno nazwać, bo wymieniliśmy być może z dwie czy trzy wiadomości. Dowiedziałam się że do grudnia ma być na turnusach powyżej trzydzieści osób. W duchu aż jęknęłam. Znowu wyobraziłam sobie turnusy z grafikami gdzie przez jeden tydzień nie ma praktycznie zajęć a przez drugi jest ich aż za dużo, no i zajęcia z Miłoszem zamiast z Adą czy Pawłem. Okropność! Nie chcę już drugiego takiego turnusu, dlatego w następnym tygodniu napiszę do Pawła czy Ady. Raczej do Ady, bo Paweł ma tendencje do zapominania o wiadomościach co skutkuje nieodpisywaniem. Co do pracy, to wiem od Marcelego że jest tam taki zapierdziel, że nie ma dnia bez nadgodzin. Często siedzą w robocie po trzy godziny dłużej niż normalnie. Dodatkowo Ada i Paweł pracują nawet w niedzielę, być może dlatego nie złożyli mi życzeń dlatego byłam smutna przez około dwa czy trzy dni. No i teraz zastanawiam się co z moimi turnusami skoro młody wyjeżdża. Przecież nie mogę go zatrzymać bo ma prawo żyć własnym życiem. Niby znika tylko na miesiąc, ale Tośka mówiła że jak człowieka wciągają pieniądze to już tam zostaje. Chociaż jej doświadczenia tego nie pokazują, bo sama wróciła z emigracji. Była w Anglii, może z rok po studiach.
A co do turnusów to mogę liczyć na Ignacego? Sama nie wiem, na pewno myślę o tym już spokojniej niż wczoraj, chociaż nadal potrzebuję jakiegoś dystansu w tym wszystkim. Już raz całkiem niedawno myślałam, że nie pojadę na turnusy, pamiętacie ta sprawa z moją mamą? Jednak okazało się, że pojadę, że mama jest chętna. Może z Ignacym to jakoś wymyślą? A może Młody do tej pory zdąży wrócić? Oby, kurde, już nie wiem co robić!

No dobra, no to przejdźmy do spraw moich urodzin, już sama nie wierzę, że mam aż dwadzieścia sześc lat! Ogólnie to już od tego niedzielnego poranka byłam już smutną kulką. Coś mi od rana kazało się przygotować na brak życzeń od Pawła i Ady. Dobrze wiedziałam że są zajęci, albo nawet jeśli nie mają w niedziele swoich pacjentów (co znając ich jest dość wątpliwe) to chcą odpocząć. No i mój rozum całkowicie na takim logicznym poziomie to ogarnia. Jednak o ile chciałam się na to wszystko mentalnie przygotować to jakoś zwyczajnie nie potrafiłam. Było mi bardzo smutno. Bo o ile rozum mówił mi że dostanę te życzenia najpóźniej w październiku, to moje serce zdecydowanie nie chciało słuchać, domagało się życzeń i wywęszyło porzucenie. A może nawet iluzję? Moje serduszko (a może za bardzo myślący mózg?) wymyśliło sobie, że skoro mi tych życzeń nie złożyli to nie jestem dla nich ważna i tą całą przyjaźń to sobie jedynie sama wymyśliłam, że są po prostu mili i szukałam w głowie miliona powodów na to, iż według nich nasza znajomość jest jedynie znajomością fizjoterapeuta-pacjent, totalnie ignorując nasze wspólne żarty, ich zapraszanie mnie do tego mieszkania na strychu, czy słów Pawła że jestem dla nich kimś więcej niż tylko pacjentką. W sensie, że jestem dla nich znajomą, być może przyjaciółką, to mieli pewnie na myśli. Jednak wtedy dla mnie liczył się tylko mój smutek i czułam się porzucona. Nie mogłam się nawet skupić na pisaniu na czacie czy jakiejkolwiek innej aktywności, więc przez większość czasu zdecydowanie udawałam, że śpię, chociaż oczywiście za cholerę nie mogłam zasnąć bo czekałam na wiadomość. Byłam pewna, że jak zasnę, a potem się obudzę to ta wiadomość już będzie. Oczywiście wszystko na nic, więc zajęłam się pisaniem drugiej części mojego trollowego postu na Reddita. Dodałam Laurze Pyziakównie moją kulawość, tyle że ona chodzi już bez kul, no i kuzynkę która pomogła jej uciec. Niestety ten post już się nie przyjął, oczywiście były komentarze, ale nie aż tyle jak pod poprzednim. Na jednym z tych subredditów zostałam zdemaskowana, bo głupia tego samego dnia napisałam na Reddita o tym jak Ada i Paweł nie złożyli mi życzeń. Ktoś poznał podobny styl, więc z jednego z subredditów musiałam usunąć tego trollowego posta, potem drugi raz go nie przyjęli, bo mieli autoryzację.
Co do życzeń to o czasie złożył je tylko Marceli. Czyżby tylko jemu na mnie zależało z tego ośrodka? Ani Ada ani Paweł czy nawet Sara nie złożyli mi życzeń, bardzo mnie to bolało przez parę dni.
A jak z resztą? Mama złożyła mi życzenia jako pierwsza. Wręczonym prezentem była bombonierka, podobno właściwy prezent miałam dostać w tygodniu. Życzyła mi żebym nauczyła się chodzić, w tym sama do kibla, no cóż, poczułam się dziwnie słysząc te życzenia, tak jakbym za mało się starała. Norbert za to kupił mi pizzę, nie wspominając że na drugi dzień kupił dwie pizzy, bo mamie nie chciało się gotować. Renata napisała mi życzenia na fejsie bo w tym czasie, byli z Lenką i Ignacym nad morzem. Od Sylwii i Natalii dostałam życzenia dwa dni później, gdy wstawiłam relacje na insta i fejsa że dziękuję za życzenia urodzinowe. Sylwia wytłumaczyła się brakiem czasu, a Natalia faktycznie miała powód, bo ma pewne problemy zdrowotne o których teraz nie będę się rozpisywała, bo to jej prywatna sprawa. W jej stanie sama bym nie miała siły wchodzić na fejsa by sprawdzać czy ktoś ma urodziny. Napisała że jednak zawsze ma mnie w sercu i tym razem zapisała sobie w telefonie datę moich urodzin. No i Ada widziała tą relację (na insta) i Paweł (na fejsie) więc teraz myślę, że pewnie dostanę życzenia w październiku. Jednak w dzień moich urodzin nie byłam tego taka pewna i napisałam post na Reddita w którym pisałam że nie dostałam życzeń, opisałam dokładnie nasze relacje. Zapytałam czy oni są fałszywymi przyjaciółmi czy raczej ja jestem królową dramatu? Większość odpisała, że to bardziej ja dramatyzuję, że spóźnione życzenia to nic takiego, że w ogóle składanie życzeń w życiu dorosłym nie jest aż takie ważne, przynajmniej nie w Ameryce. I owszem, wszystko to mnie jakoś uspokoiło, ale następnego dnia znalazłam jakiś inny subreddit i wstawiłam tam tego samego żal-posta. No i się posypało, że jestem dziecinna, że pewnie są dla mnie po prostu mili, że nie jestem dla nich ważna, że jestem tylko pacjentką, że nie widzę ich przecież poza ośrodkiem! Te ostatnie mogło wynikać z tego, że leniwym Amerykanom nie chce się czytać długich tekstów to mają tam taką regułę że oprócz długiego posta trzeba tam wstawić też taką skróconą formę wydarzeń i napisałam tam że jesteśmy blisko, ale zapomniałam dodać, że widujemy się też poza ośrodkiem, oczywiście gdy jestem na turnusie, bo trudno wpadać do siebie na herbatki gdy na co dzień dzieli nas około siedemset kilometrów. Nienawidzę że mieszkają tak daleko! Albo inaczej: nienawidzę tego że ja mieszkam tak daleko od ośrodka, bo gdybym mieszkała blisko, na przykład w pobliskim Poznaniu czy w którymkolwiek mniejszych miast to oprócz częstszych turnusów to któreś z nich mogłoby być moim stałym terapeutą! A tak siedzę ma tym całym głupim wschodzie i bliżej mam do Ukrainy niż do przyjaciół. Przez parę dni trawił mnie smutek, praktycznie nie byłam w stanie myśleć o czymkolwiek innym. Zastanawiałam się czy nie przeceniam naszej znajomości, czy nie powinnam poluzować więzów by potem nie cierpieć i wyrzucałam sobie nadmierne przywiązanie. Funkcjonowałam praktycznie na siłę,na siłę jadłam,ćwiczyłam. Na czaterii moje konserwacje ograniczały się jedynie do paru słów. Nie przeszkadzało mi to jednak nadal wyobrażać sobie mi rozmów z przyjaciółmi czy spotkań. Przeszło mi dopiero po dwóch dniach jak trochę ochłonęłam. No bo jakim prawem jacyś obcy ludzie z internetu oceniają kto jest moim przyjacielem a kto nim nie jest? Co oni wiedzą o naszych rozmowach, o każdym słowie? Czasami nawet sympatia może pomieścić się w jednym spojrzeniu! Gdybym nie była dla nich ważna to by mnie do siebie nie zapraszali, nie rozmawiali na prywatne tematy! Nie wiem jak w ogóle mogłam nazywać ich fałszywymi przyjaciółmi! Nawet gdy chodzi o głupi post na necie! Jak mogłam w nich zwątpić wiedząc że mają tyle roboty?! Wstyd mi i chciałabym ich zwyczajnie przeprosić, chociaż mam nadzieję że Paweł (bo on dobrze zna angielski) nie jest użytkownikiem Reddita, ani że nie znaleźli mojego bloga, a jeśli tak to chcę napisać tylko jedno : PRZEPRASZAM. Oczywiście tęsknie nadal i mam nadzieję, że zobaczymy się w tej drugiej połowie października. Chyba z tej tęsknoty napiszę do nich. W sumie mam sprawę jak ich wpisać w tej całej durnej karcie, no i dodam też że wiem o tym jaki ukrop jest na turnusach, więc napiszę żeby dbali o siebie. Tak,wiem że wypełnianie karty którą wypełniam po raz tysięczny to kiepski pretekst, ale pragnę jakiegokolwiek kontaktu. Mam tylko nadzieję, że nie będę przeszkadzała im w wolnym.

W dzień moich urodzin pisała też do mnie Tośka, oprócz oczywistych życzeń, zapytała co u mnie, Odpisałam że dobrze, ale nie miałam siły dalej ciągnąć rozmowy. Jakoś zebrałam się drugiego dnia. Okazało się, że terapeutka chciała upewnić się czy u mnie wszystko okej, bo nie pisałam by umówić się na terapię. A ja myślałam,że to ona nie ma czasu i czekałam na jej wiadomość! Trochę mi ta pomyłka rozjaśniła wtedy dość kiepski nastrój i umówiłyśmy się na czwartek.

Muszę przyznać,że jesień coraz bardziej daje się we znaki. Kołdra została zmieniona mi na zimową a ortopedyczne sandałki na ortopedyczne, mocne trzewiki na rzepy. Nie było zbyt ciepło bo tylko dwadzieścia stopni, a chłodny wiatr oraz stalowe chmury nie polepszały nastroju. Miałam na sobie długie spodnie, bluzę i bezrękawnik. Terapeutka również była ubrana ciepło. Pomimo wszystko postanowiłyśmy się wybrać do biblioteki bo dawno nie byłyśmy. Znowu nie miałam nastroju do zwierzeń, powiedziałam jedynie o planowanej emigracji zarobkowej młodszego brata, ona bardzo pochwaliła ten pomysł. Poza tym gadała o tym jaką to na nie jest cudowną terapeutką i prawie że uratowała jakieś dziecko przed operacją. Szłyśmy w milczeniu z mojej strony i gadulstwa z jej. Po drodze minęłyśmy nowo otwarty żłobek. Wiele razy przechodziłyśmy obok tego budynku, ale kiedyś była tam jakaś stołówka, przynajmniej tak to wyglądało przez szklane drzwi. Teraz ze starego wystroju zostały tylko te drzwi, środek pomieszczenia aż krzyczy od radosnych barw i dziecięcego wystroju. Tośka postanowiła że następnym razem tam się wybierzemy, bo chce małego zapisać gdzieś blisko pracy, a ja przynajmniej zobaczę żłobek, bo nigdy w żadnym nie byłam. No spoko, zobaczymy co z tego wyjdzie. Do biblioteki doszłyśmy dość szybko. Ogólnie to była moja najszybsza trasa w obie strony, nie wiem czy przez kiepską pogodę, czy przez zły humor czy może przez codzienne chodzenie bez kul nabrałam jeszcze lepszej kondycji, czy po prostu ogólnie jest ze mną lepiej. Dużo pewnie w tym zasługi tego że nie odpoczywałyśmy w bibliotece jak zwykle. Dla Tośki powietrze w tym małym pomieszczeniu było zdecydowanie zbyt suche. Zresztą teraz w bibliotece była inna pani niż zazwyczaj i nawet nie podejmowała rozmowy rozpoczętej przez moją fizjoterapeutkę. Szybko wybrałam dwie dobrze znane książki „Nutria i Nerwus” Małgorzaty Musierowicz i „Ogon Kici” Ewy Nowak. Wzięłam też jedną książkę której jeszcze nie czytałam „Wyciskacz do Łez” Agnieszki Tyszki. Tą ostatnią przeczytałam jeszcze w czwartek,całą. Takie czytadło o uczennicy katolickiego gimnazjum która ma trudne relacje z rodziną, dobre ale nie zapadło zbytnio w pamięć. Wczoraj wzięłam się za „Nutrię…” ale trudno mi czytać, bo czuję wielkie emocje podczas czytania, wręcz jestem związana emocjonalnie z Laurą Pyziak która i w tej książce odgrywa ważną rolę. Nie wstawię recenzji na insta bo znudziło mnie te całe bawienie się w influecerkę którą nigdy nie będę i ustawiłam konto na prywatne, czyli tylko osoby które mnie obserwują mogą widzieć moje posty. Inni po hasztagach mnie nie znajdą.
Kiedy wróciłyśmy z Tośką to dokonałam kolejnego sukcesu. Usiadłam na nielubianym przeze mnie niestabilnym krześle bez Antoniny w pobliżu, co wcześniej było zdecydowanie czymś niemożliwym. W dodatku przy krześle nie stały inne tego typu meble, więc kolejny plus dla mnie.
Przed zabraniem się za moje nieszczęsne plecy które zbytnio się napięły przy mojej typowej pozycji siedzącej ze zbyt pochyloną głową do przodu, zapytała co tam u Pawła. Nie powiem zdziwiło mnie to bo tego dnia ani słowem nie wspomniałam o nim czy o ośrodku. Odparłam, że sama bym chciała wiedzieć co u niego i że napiszę do nich w następnym tygodniu. Antonina stwierdziła że to wspaniale mieć fizjoterapeutów którzy są jednocześnie znajomymi. Że idzie się wtedy bardziej jak do znajomych niż jak na terpię. Ja natomiast zaczęłam się żalić, że niektórzy ludzie myślą, że to nie jest przyjaźń, ponieważ są moimi fizjoterapeutami. Oczywiście nie wspomniałam nic o postach wstawianych do neta. Ona stwierdziła, że ci ludzie się mylą, że to że mnie zapraszają do siebie świadczy chociażby o tym, że im zależy, a jak fizjo i pacjent się nie lubią to nawet mogą ze sobą nie gadać w trakcie terapii. Z radością się zgodziłam, a w domu usunęłam posty z neta i zabrałam się za czytanie „Wyciskacza do Łez”
I tym pozytywnym akcentem na dzisiaj kończę.
Trzymajcie się!


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 0 | rating: 0/3 | report | add to favorite

Comments:



other prose: Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział trzydziesty : Wyobraźnia w sieci, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty dziewiąty : Jednostronny kryzys przyjaźni., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty ósmy : Wredna Laura w drodze ku samodzielności., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty siódmy : Koniec lata nad zalewem, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty szósty : Schizy i spacerki., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty piąty : Rodzina, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty czwarty : Laura,Pseudo influecerka, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty trzeci : Lato na wsi i w mieście., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty drugi : Ostatnie czerwcowe wspomnienia., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty pierwszy : Little master of disaster., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty: Sarna, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dziewiętnasty: Egoistyczna duszyczka, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział osiemnasty: Najgorsza notka i najgorszy humor., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział siedemnasty: Panna z chorą głową ., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział szesnasty: Wyjątkowo zimny kwiecień., Laura w Krainie Rzeczywistości: Rozdział Piętnasty : Wycieczki wszelakie., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział czternasty: Kwarantanna, koniec bucery i smutek., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział trzynasty: Wielkanoc i sprzeczne emocje., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział dwunasty: Chorowita panienka i manipulatorka, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział jedenasty: Żadna ze mnie bohaterka., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział dziesiąty: Nowa dieta, nowa ja, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział dziewiąty: Moje miejsce., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział Ósmy: Kłamca, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział siódmy: Zimowa awantura, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział szósty: Porzucona, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział piąty: Umowa, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział czwarty: Nastoletnie życie - Część druga., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział trzeci : Nastoletnie życie - Część pierwsza., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział drugi: "Wsi spokojna ,wsi wesoła", Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział pierwszy: To skomplikowane,

Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register