Prose

LittleDiana
PROFILE About me Forums (1) Prose (18)



11 april 2021

Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział trzynasty: Wielkanoc i sprzeczne emocje.

Hej!
Ta notka rozpoczęła się pechowo zanim się w ogóle zaczęła Miałam ją pisać wczoraj, ale całodzienna wizyta Ignacego i spółki popsuła moje plany. Ogólnie to nienawidzę mieć wolnego. Wolne przecież daje dużo czasu do myślenia. Szczególnie w moim przypadku. Ja lubię sobie analizować wszystko dogłębnie. No i to by było nawet okej gdyby te moje rozważania trzymały się jakiejkolwiek logiki. Nie trzymają się jednak niczego. Zawsze zaczynam sobie wtedy wymyślać problemy z tylnej części ciała. Ostatnio miałam rozważania typu:
„Co jeśli piszę za dużo o innych ludziach i byliby źli gdyby to zobaczyli?” albo „Co jeśli moi internetowi wrogowie znajdą mój pamiętnik?” Pomimo mojej wiedzy na temat pochodzenia moich rozmyślań oraz totalnej bezsensowności moich pseudo problemów, nie byłam w stanie wyrzucić moich natrętnych myśli z głowy przez cały tydzień. Strasznie czasami jest być introwertykiem, serio. Często zazdroszczę ekstrawertykom że tak nie analizują wszystkiego wokół. Natomiast nie zazdroszczę im skutków tego braku analizowania czyli totalnej bezmyślności. Do takich wniosków doszliśmy z Pawłem na jednym z poprzednich turnusów. Fajnie jest mieć taką drugą introwertyczną duszę.
Serio moje myśli nie dawały mi po prostu spokoju. Wyobrażałam sobie, że przyjaciele znajdują mój pamiętnik i są na mnie źli. Gorsze by było tylko gdyby moi internetowi wrogowie znaleźli tą moją pisaninę. Wiedzą jak mnie znaleźć na fejsie. Co prawda mam zablokowaną opcję przeglądania moich znajomych nawet przez innych moich znajomych, ale i tak się boję. Nie dawało mi to po prostu żyć. Zbyt duża ilość czasu to po prostu ze mną robi.
Moje chorowanie prawie dobiegło końca. Mam jeszcze katar i lekką chrypkę. Niestety Sławek musiał pójść w odstawkę do końca tygodnia. Tak samo Tośka. O samodzielnym ćwiczeniu też nie było mowy. Jedynymi „rozrywkami” były lekcje młodego i Czateria. O ile na początku do tych pierwszych podchodziłam bardzo starannie, to ostatnio zaczęłam trochę to po prostu olewać. Nie włączam już komputera tak jak przed turnusem pół godziny przed pierwszą lekcją. Teraz zdarzy mi się nawet spóźnić na pierwszą godzinę. Bez stresu już po prostu wpisuję na czacie „Przepraszam za spóźnienie” i śpię dalej. Nie słucham nawet połowicznie. Czasami tylko zrobię za młodego jakiś sprawdzian. Nie zdradza mnie to jednak, bo zazwyczaj i tak mam jeden z najniższych wyników na tle klasy. Wyjątkiem jest jedynie angielski. Na tym przedmiocie to łapię czwórkę za czwórką, czasami nawet piątka wleci. Daje to sporo do myślenia nauczycielce. W końcu Norbert do tej pory jechał u niej na samych dwójach i trójach. Nie przyłapała mnie jednak ostatecznie.
Co do Sławka to musiałam go odwołać do końca tygodnia. O ile go nie widziałam na żywo, to jego SMSy doprowadzały mnie do szału. Zaczęło się od „A nie mówiłem, że coś cię bierze?” by potem przejść w „Na pewno nie mogę jutro przyjechać? Aż tak jesteś chora?” Jak widać nie tylko mi zależy na szybkim skończeniu tego naszego nieszczęsnego skierowania. Fakt, widać, że faktycznie nie lubi pracować z neurologią dziecięcą. Nie ma na mnie pomysłu totalnie. Niestety szesnastego kwietnia nie będzie już datą wybawienia. Najprawdopodobniej będę musiała się jeszcze z nim męczyć przez pierwszy tydzień maja. Cholerne choroby. No, ale nie mogłam go przyjąć. Może nie byłam szczególnie osłabiona, ale miałam dużo kataru. Kaszlałam też całkiem sporo. Poza tym mama nie chciała się zgodzić na jego obecność w naszym domu. Kurde, jakoś na początku mojej choroby totalnie jej to nie przeszkadzało! Mogłam kaszlać, a ona dzielnie mnie namawiała bym ćwiczyła dalej. Jednak potem już nie mogłam, pomimo że czułam się lepiej. Nie rozumiem do końca jej logiki. Moja wina oczywiście jest w tym, że jej słuchałam, może było mi w tym po prostu wygodnie. Kto to wie. Dzisiaj czuję się naprawdę głupia. Może to kwestia dnia, wczesnej pory. (nie ma jeszcze dziesiątej rano gdy piszę te słowa) Przez pierwszą stronę ledwo przeszłam, pomimo że wczoraj tak mnie rwało do pisania. Byłam wręcz wściekła, że Ignacy z Renatą i Lenką do nas przyszli. A teraz co? Ledwo pierwszą stronę wystukałam! Tak, jestem na siebie zła.
Za to dieta najprawdopodobniej działa. Już nawet moje spodnie piżamowe na mnie wiszą. W sensie, spadają z tyłka. Z jednej strony to jest fajne, bo widzi się jakieś postępy trzymania tej diety. Z drugiej strony uczucie spadających gaci jest wybitnie wkurzającym uczuciem. Kiedy patrzę w lustro to nadal widzę dziewczynę z nadwagą i dużymi ramionami. No, może mam trochę chudszą twarz,a fałdki są mniejsze. Jednak nadal są, nawet ich ilość się nadal zgadza, po prostu są chudsze. A ja głupia wierzyłam, że do turnusu kwietniowego będę drobniutka! Kolejne moje płonne nadzieje. Może na majowy turnus się uda. A co turnusu to znalazła się opiekunka. Ma trzydzieści lat. Moja mama już snuje fantazje jak się będę z tym kimś gadała o chłopakach czy modzie. Gdyby moja rodzicielka mnie dobrze znała to by wiedziała, że ani jedno ani drugie nie jest moim ulubionym tematem rozmów, a już na pewno nie leżą w kręgach mojego zainteresowań. Żeby tak własnego dziecka nie znać! No i ta kobieta ma sześcioletnie dziecko co jest dość sporą przeszkodą. Jeśli szanowna pani opiekunka nie znajdzie nikogo z kim by zostawiła swojego kaszojada to musimy go brać ze sobą. A to dodatkowe koszty. No cóż, i tak jeśli ta pani ze mną pojedzie to dopiero na ten majowy turnus. Teraz w kwietniu jedzie ze mną mama. Już sobie wyobrażam Natalię gdy usłyszy te wieści o nowej opiekunce. Była przeciwna żeby Nastia ze mną jechała. Jak się okazało przyjaciółka miała nosa. Natalia też nie mogła się nadziwić jak mama mogła mnie wysłać na turnus z praktycznie obcą osobą. Dodała że jej mama nigdy by tak nie zrobiła.

Dobra, przechodzę o opisywania moich Świąt Wielkanocnych. Ciekawi was to? Czy niezbyt? Według mnie nie ma zbyt dużo do opowiadania. Zacznijmy jednak od początku. Dokładnie od soboty. Tak, tej soboty w którą wstawiłam notkę. Nikt nie kazał mi malować zająca ani nic w tym stylu, więc uznałam, że nie będę się narzucała. Chociaż z drugiej strony czułam się winna, że to matka sama wszystko sprząta. Nie chciała pomocy ani mojej ani Marii bo sama wszystko zrobi. Kurde! Tak, wiem że matki takie są, że trzeba namawiać. No ale dlaczego właśnie trzeba namawiać? Czemu się w naszym kraju słowa „matka” i „męczennica” to synonimy? To jeden z wielu powodów dla których nie chcę mieć potomstwa. Innych powodów jest mnóstwo, może kiedyś indziej o nich opowiem.
Jednak nie do końca przygotowania w sobotę mnie ominęły. Było to już wieczorem. Oglądałam najnowszy odcinek szkolnego japońskiego thrillera w którym grały moje ulubione idolki z ulubionych zespołów.
Mama pod koniec odcinka przyszła do mnie z ugotowanymi jajkami, naklejkami na przyszłe pisanki i miską gorącej wody. Miałam zrobić cztery ozdoby. No, okej, przynajmniej nie będę miała aż takich okropnych wyrzutów sumienia. Naklejki nie były wyjątkowe. Jakieś tam ludowe wzroki w różnych kolorach. Ugotowane jajko wkładało się w taki wynalazek. Następnie na parę sekund wstawiało się to wszystko do gorącej wody. Włożyłam je łyżką. Byłam na skraju paniki. Bałam się,że przez przypadek się poparzę. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Następnie myślałam, że naklejki się zdejmuje by zostawić wzorki, ale nic z tego. Ozdoby miały zostać. I serio, było widać że to jest naklejone na jako. Mama namówiła mnie bym zrobiła temu zdjęcia. Zrobiłam, żeby nie było jej przykro. Nie wstawiałam ich jednak na relacje. Dla mnie to było po prostu zbyt tandetne by się tym chwalić.
Śniadanie wielkanocne miało być dla mnie cudowne, bo miałam je spędzić w moim własnym pokoju. Mama mi to obiecała jeszcze w sobotę. Nikt nie chciał przecież narażać Lenki. Byłam bardzo szczęśliwa. Nie rozumiałam nawet dlaczego miałabym myć głowę, skoro nikt miał do mnie nie przyjść. Jednak wyszorowałam wieczorem ten łeb. Rano ubrałam się w luźny beżowy tshirt i tego samego koloru bawełniane spodnie od dresu na gumkę. Wysłałam Adzie i Natalii życzenia. Na życzeniach innych zbytnio mi nie zależało, więc nawet nikomu nie składałam. Pawłowi życzeń nie wysyłałam, bo zazwyczaj i tak nie odpisywał. Więc do Ady wystukałam życzenia skierowane zarówno do niej i niego. Nie chciałam się stresować za bardzo tym czy przyjaciel mi odpisze czy nie. Więc ze spokojnym sumieniem życzenia przekazałam tylko Adzie. Po składaniu życzeń zaczęłam oglądać jakieś czołówki telewizyjnych wiadomości z czasów komunizmu całego dawnego bloku wschodniego. Punktualnie przyszło całe towarzystwo. Słyszałam przez drzwi, że mama mówiła im że mnie nie będzie, bo jestem chora. Jednak rodzinki to nie przekonywało. Powiedziała zgodnym głosem, że jak to tak, żebym sama siedziała. Miałam nadzieję, że mama ich jakoś spacyfikuje. Moja grypa była w najgorszym, szczytowym okresie. Co do okresu to też go dostałam, więc nie miałam ochoty po prostu nikogo widzieć. Poza tym już pałaszowałam moje niezawijane gołąbki. Jednak delegacja w postaci Ignacego nawiedziła mój pokój. Starszy brat ciągle mnie przekonywał bym poszła,że jak to tak siedzieć samej. Może gdybyśmy nie żyli w czasach koronawirusa to by mnie to nie zdziwiło, ale tak? Nie bał się o siebie czy córkę? Po sztywnej, krótkiej rozmowie myślałam, że ostatecznie go przekonałam do tego, że nie czuję się na tyle dobrze, by iść do stołu. To jednak był mylny sygnał. Namówili jednak moją mamę by mnie przyprowadziła. Uległa w końcu i zaprowadziła mnie do kuchni. Tradycyjnie odbywały się w tym pomieszczeniu każde większe Święta. Stół był zapełniony potrawami typu ryba, gołąbki czy żurek. Poczułam ukucie zazdrości na widok coli. Kiedyś uwielbianej, teraz zdecydowanie zakazanej. Krzesło na którym miałam siedzieć było gejmingowym fotelem Norberta. Brat nigdy praktycznie z niego nie korzystał. Tak samo biurko w jego pokoju stało nieużywane. Laptopa ma na stoliku przy łóżku. Mimo wszystko niestabilnie mi się tam siedziało. Oparcie wychylało się niebezpiecznie do tyłu. Niby wiedziałam, że nic mi się nie może stać, bo za sobą mam meble kuchenne, ale i tak mój mózg czuwał. Spodziewał się upadku. Zjadłam trochę ryby i trochę żurku. Oczywiście dzień nie obył się bez wścibskich pytań które zazwyczaj zadają ciotki czy inni członkowie rodziny.
Słowem wstępu: Norbert od paru miesięcy ma dziewczynę. Ma na imię Ania, jest od niego cztery lata starsza i robi zawrotną karierę w McDonalds. Za bardzo mnie ta sprawa nie interesuje bo wychodzę z założenia, że brat ma prawo do własnego życia. Jakby chciał mi mówić o swojej dziewczynie to sam by mi powiedział. Niestety rodzina była innego zdania.
Na początek Ignacy zapytał Norberta czy był dzień wcześniej u kolegi na treningu. Młody odparł, że nie. Na treningach jest przecież w środy i piątki.
Mama natomiast wtrąciła:
-Był na treningu, ale innym, ze swoją dziewczyną!
Miałam nadzieję, że się przesłyszałam. Jednak nie. Moja mama naprawdę powiedziała coś tak obleśnego. Myślałam, że to ojcowie i wujkowie są zazwyczaj autorami takich dość chamskich komentarzy. Jednak z racji że w naszej rodzinie nie ma żadnych wujków ani ojca to tą rolę przejęła moja mama. Według mnie takie komentarze są totalnie nie na miejscu. Życie uczuciowe Norberta to jego prywatna sprawa i nie powinno stanowić przedmiotu dyskusji przy stole.
Niestety dorzucił się Ignacy ze swoją „odkrywczą” myślą:
-Dobrze że w końcu znalazłeś sobie dziewczynę, bo myślałem, że jesteś jakimś hehe gejikiem.
O ja nie mogę! I to jest ten Ignaś którego w dzieciństwie stawiano mi za wzór starszego brata. Uznawałam go wtedy za najmądrzejszego na świecie, a widzę że mu chyba najbliżej do mentalności typowego Seby spod bloku. Tyle, że nie mieszka bloku, nie ma na imię Seba oraz jest już mężem i ojcem. Powinien mieć trochę szerszy światopogląd. Skoro Ignacy brał już Norberta za geja tylko dlatego, że w wieku osiemnastu lat nie miał przynajmniej tabuna dziewczyn i dwóch tabunów kochanek to pewnie o mnie myśli, że jestem jakąś turbo lesbijką. Wolę nawet nie pytać...
Norberta było mi strasznie szkoda. Niby się uśmiechał. Ja jednak go trochę znam, i wiem że dzieciak czuł się po prostu niekomfortowo. Ja się czułam z tym źle jako osoba trzecia, a co dopiero on! Natalia mówi, że to jest przykre,ale młody jest facetem to sobie poradzi. Nie mam pojęcia co ma z tym wspólnego jego płeć. Oczywiście Renata z Ignacym musieli się pokłócić przy stole. Starszy brat stopował bardzo szczupłą żonę z jedzeniem. Podobno wzięło się to z tego, że bratowa ciągle bezpodstawnie narzeka że jest gruba. Jednak trzeba jej przyznać, że pochwaliła mnie za zgubienie wagi.
Mimo tego komplementu czułam się tak chora że nie miałam ochoty tam siedzieć. Niestabilne krzesło i komentarze rodziny też nie pomagały.
Poszłam do pokoju. Przeleżałam praktycznie cały dzień. Nawet nie byłam w stanie siedzieć na necie. Jedynie pisałam z Natalią i dowiedziałam się, że ją też grypa rozkłada. Przynajmniej nie tylko ja umierałam z tego powodu. Zawsze to jakieś pocieszenie.
Rodzinka siedziała u nas do dobrej szesnastej. Wkurzało mnie to niesamowicie. Chciałam sobie pospać. Nie dało się jednak bo Lenka jest dość głośnym dzieckiem. Przez okres też spodnie mi przeciekły. Żeby dojść do kibla to musiałabym przejść przez salon w którym biesiadowali po śniadaniu. Na to też nie miałam najmniejszej ochoty. Przez te osłabienie grypowo-okresowe złapała mnie faza na użalanie się nad sobą. Chciało mi się płakać tylko dlatego, że wszyscy mogli jeść ciasta i pić colę a ja nie. Serio, teraz tego nie rozumiem, ale byłam wręcz bliska rozpaczy. To chyba te hormony.
Jednak wieczorem stało się coś w rodzaju cudu. Napisał do mnie Paweł! Na początku nawet nie sprawdzałam messengera, bo byłam pewna że to tylko Natalia. Kiedy jednak zobaczyłam wiadomość od niego to udzielił mi się pozytywny szok. Przyjaciel jest tak zalatany, że nie odpisuje często na moje wiadomości. Na początku naszej znajomości obawiałam się, że oznaka to że mnie nie lubi. Potem jednak zaakceptowałam, iż po prostu czasu nie ma i zwyczajna gapa z niego. Jest chyba czasami bardziej roztrzepany niż ja. Dlatego ucieszyło mnie, że napisał. Pochwalił się zdjęciem samodzielnie zrobionych potraw świątecznych. Skomplementowałam. Przyznał się, że jednak mu nie wyszły. Następnie wytworzyła się między nami dość krótka rozmowa. Zapytałam co tam u nich. Oświadczył mi, że on i jego dziewczyna cały post wytrzymali bez słodyczy. Teraz ich nawet nie ciągnie. Zapytał też jak tam moja dieta. Napisałam się tym że mieszczę się w mniejsze ubrania i że dawne ze mnie spadają. Pogratulował mi z milionem wykrzykników. Poleciałam mu takie ciastka bez cukru o smaku gorzkiego kakao. Tu już nie odpisał. Na początku obawiałam się, że wziął mnie za hipokrytkę. Potem doszło do mojego pustego łba, że pora była przecież i tak późna. Pewnie poszli spać. Mimo wszystko i tak ta rozmowa dała mi kopa do działania. Ciasta i cola już się nie liczyły. Dostałam dużą pochwałę od ważnej dla mnie osoby. Czułam, że trzyma za mnie kciuki! Nie warto tego zmarnować! Zresztą skoro dawni wielbiciele słodkości oduczyli się jedzenia słodyczy to ja miałam być gorsza? Następnego dnia zjadłam kawałek ciasta. Mama mnie namówiła. I wiecie co? To już nie moje klimaty! Cukier już mnie nie jara. Mogę spokojnie bez tego żyć! Poczułam się tak jakby wolna, jakby więcej warta. Na szczęście tego dnia Ignacy z rodziną biesiadowali krócej. Lena tylko oblała mi twarz wodą z pistoletu. Posiedzieli sporo mniej, bo pojechali odwiedzić Weronikę. I tak mi minęły święta.

Wczoraj nie pisałam bo uwaga: Renata, Ignacy i Lenka posprzątali nam cały dom. Niby jeszcze przed świętami obiecali że będą tak robić w każdą sobotę. Nikt jednak nie brał ich na poważnie. A jednak wczoraj przyszli! Jeśli faktycznie będą tak robić jak obiecali to będę musiała na stałe przełożyć pisanie na niedzielę. Kiedy Renata sprzątała mój pokój to siedziałam w salonie. Telewizor w tym pomieszczeniu ma podłączoną kablówkę. Włączyłam jakiś retro kanał muzyczny. Chyba to był „VH1” Telewizor w moim pokoju nie jest zbyt często używany, bo ma podpiętego tylko tylko „Netflixa”za którym nie przepadam. Włączam tam tylko czasami jakieś bajki Lence. Wczoraj się przydało. Bratanica odwiedziła Karynę i jej potomstwo. Dwójkę najmłodszych przyprowadziła za sobą. Dziwne dzieci. Nawet nie chciały zdjąć kurtek. Za to na moich drabinkach szalały. Miałam pilnować całą trójkę. Jednak kiepska była ze mnie opiekunka. Czasami po prostu tylko zerkałam na dzieci. Nawet nie zauważyłam gdy po wyjściu dzieci Lenka siedziała sama w kącie. Było mi głupio.
Co prawda mam posprzątany cały pokój, ba cały dom. Trudno mieć też pretensje rodzinie, że chciała pomóc, Jednak ja czułam głupi gniew, że nie mogę pisać. Tak, wiem, że to jest dziecinne, że nie powinnam się tak czuć, ale wczoraj nie mogłam się skupić na niczym innym oprócz braku możliwości pisania. Dziwne są emocje ludzkie...

Dobra, ja już kończę. To najprawdopodobniej moja ostatnia notka przed turnusem. Nie mogę się doczekać tego co się wydarzy!
Trzymajcie się!




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register