Zmiana sposobu prezentacji
W pewnej wiosce opowiadano legendę, ale nie tylko, by przestraszyć niegrzeczne dzieci albo przestrzec młodzieńców chętnych do zabaw z pannicami. Nawet dorośli za każdego nowiu chowali się i bali wyjść ze swych domków, wierząc w jej słowa. Mówiła ona o dziwach, potworach pełnych wdzięku, pojawiających się w tej porze. Siostry rusałki, piękne kobiety, jeśli tylko księżyc w nocy nie pojawiał się wcale, błądziły po lasów gęstwinie, po polach między zbożami i z jeziorek wyglądały. Ofiar szukały.
To była czerwcowa, gorąca noc. Nów. Wszyscy dawno już posnęli, oprócz jednej osoby. Młodzieniec, liczący góra szesnaście wiosen, o włosach w kolorze żyta i oczkach jak dwa kamyczki z dna tutejszej rzeczki. Był on chyba synem młynarza, albo może rybaka, nikt dokładnie nie wie.
Przestąpił granicę wioski pewnym krokiem, a za sobą ciągnął długi sznur pleciony. Następnie bez wahania wstąpił pomiędzy chaszcze lasu, a drogę oświetlały mu tylko nieliczne świetliki. Wszystko zasnuła mgła, więc ledwo widział koniuszek swojego nosa. Ale brnął uparcie przed siebie, by tylko przed świtem zdążyć. Wtedy jakiś ranny ptaszek, wybierający się na ryby lub chcący owoców pozbierać, mógłby wpaść na niego i wszystko mu udaremnić.
Odkąd matka umarła nie miał w nikim oparcia. Niski był, lichy i urodę miał dziewczęcą, a przy tym chorowity i do roboty niezdatny. I co po (...)
--- full text ---
