Zmiana sposobu prezentacji
Jest rano. Leżę z zamkniętymi oczami i przygotowuję się do wejścia w dzisiaj. Za rękę trzyma mnie wczoraj nie przeżyte do końca, nieuporządkowane, rozmyte, przesłonięte nocą jak czarną błoną, przez którą niemożliwością jest się przedostać. Śniło mi się, że połknęłam słońce, a ono parzyło moje wnętrzności i zrozumiałam, że nie mogę zachować go tylko dla siebie, na wypadek dni o twarzach szarych i pomiętych, śmiejących się szyderczo. Zwróciłam je więc, zanim spaliło mnie doszczętnie, wyplułam na dłoń - okazało się szklaną kulką. Wyrzuciłam ją przez lufcik i nie wiem, co było dalej, bo właśnie się obudziłam i teraz muszę otworzyć oczy i sprawdzić, gdzie jest. Ale wolę tak leżeć i przywoływać chwile zatrzaśnięte pod powiekami, gdy nadwrażliwą na siebie oswajasz. Pospiesznie chwytane, trzepocące, by umknąć w niepamięć - nieufnie wrastają we mnie...
Czas cofnięty na moment teraz rusza na przyspieszonych obrotach: mamo, co będzie na śniadanie? Na śniadanie będą moje lęki starannie podane na kolorowych talerzykach ze znaczkiem firmowym Ikei. Na obiad odgrzeję wczorajsze rozczarowanie. Kolacji nie zjemy, bo tak zdrowiej, dwa posiłki dziennie zapewnią nam szczęście dozgonne, a zgon będzie lekki i w przewidzianym terminie. Pozostanie zmywanie naczyń, więc ręce zamienione w dwa automaty myjące sprawnie i szybko poradzą sobie z brudem z talerzy i sztućców, a przy okazji (...)
--- full text ---
