Zmiana sposobu prezentacji
Więc sobie wyobraź, że ukatrupiłem śmierć. Co, nie wierzysz? Byłem trzeźwy, jak Boga kocham, ona, ta śmierć, by ci to potwierdziła, gdyby żyła. Ale nie żyje. Nie żyje, bo ją zabiłem. Dasz wiarę, jeśli mnie wysłuchasz.
Byłem sam. Siedziałem w salonie przed wyłączonym telewizorem i nie wiedziałem, co ze sobą począć. Miałem czteropak w piwnicy, ale ostatnio po piwie strasznie mnie mdli. I siedziałbym tak nadal, jakbym nie usłyszał dzwonka do drzwi. Trochę się zdziwiłem, bo nikogo nie zaprosiłem, a na listonosza było już za późno.
Teraz najlepsze - otwieram, a tam... no słuchaj uważnie: kobieta. Zgrabna, na pierwszy rzut oka, niczego sobie. Ale w jakimś ni to płaszczu, ni pelerynie; po omacku sięgnąłem do przełącznika, a wtedy ona ciach! mi po ręce. Skuliłem się, nie co dzień ktoś obcy nachodzi cię w takim, najwyraźniej podłym, nastroju. Odsunąłem się, żeby zrobić jej przejście, a wtedy ona podniosła na mnie - uważaj! - kosę! No cholera, pomyśl tylko: wieczór, nudzisz się przed zgaszonym odbiornikiem, a nagle wkrada ci się na podwórko uzbrojona baba. Serce podeszło mi do gardła, dłoń mocniej zacisnęła na klamce, kutas się wessał... i nic. Pomyślałem, że jest jeszcze nadzieja, jeżeli zareaguję bez chwili wahania, wtedy, gdy ona najmniej się tego spodziewa. Już byłem gotów zatrzasnąć przed nią drzwi, kiedy spostrzegłem, że zniknęła. Rozejrzałem (...)
--- full text ---
