Zmiana sposobu prezentacji
kiedy widzisz słońce
radość takowa
iż życie zaczyna się od nowa
zatem w zapędy
polódnie
cóż
jest czasem zenitu
nawet w pochmurne dni
choćby do kitu
a nawet
tak nigdy nie wolno myśleć
zachód
on jest najpiękniejszy
mową i krzykiem dnia
który już przeminą
a sen dobry
błogosławieństwem
nauczyłaś mnie kochać chwilą
i dobrze było mi z tobą
coś się zacięło
któryś tryb puścił
więc jest tak jak jest
dobry zegarmistrz nie przyszedł
na którego dług czekałem
i czekam nadal, chociaż tyle minęło już lat
nie wiem gdzie teraz się podziewasz
może dzieci rosną ci
inne kochanie raczej nie poczekało
szkoda byłoby życia twojego również twoich dni
a ja gadam i gadam
do ścian i sufitu
oraz do jej portretu, który stoi przede mną na brązowej komodzie
nie krzyknę eureka
nie wyskoczę z wanny
po cóż się pieklić
w te białe czarne
dni jak pod psią budą
nie Matejku ją
ja zaś Picassa karykaturą nie jestem
i ziąb do tego
gdyż styczeń jeszcze
zając uszy kuli
płatkuje niebo
luty buty
trele-morele
tych osiem miliardów
nie czasy Jezusa
lodowce się cielą
bo stek i metan
wiatry czynią swoje
sekwoje pod topór
żołnierz powinien być elastyczny
wiedzieć ma o tym
z czym mierzy się
jesteś nim o to codzienność
twego być albo nie być
chociaż strzelają do ciebie
nie leżysz jeszcze trupem
wiesz co robisz
gdyż nie marnujesz swoich naboi
zatem kuli w płocie nie ma
głowę swoją nastawiasz
nie mając hełmu
a one nie przestają strzelać
do ciebie
srebrna kula nie tobie
Nosferatu nie jesteś
chociaż doktorem ich lęku
tańcz wraz z wiatrem
pomimo tego, skąd zawieje
tańcz ja tylko popatrzę
jak tańczyć będziesz
tańczenie to coś niebywałego
jakby nie z tej ziemi
tylko z innej planety
tańcz tak jak jesienią
tańczą liście
w ostatnim swoim locie
wirując
robią piruety
matki drzewa gałęzie żegnajcie
przez taniec do waszych korzeni
tańcz potraktuj tak
jakby chciało tego życie
pointe
na tych paluszkach
obrót
i jeszcze jeden
o tak
o tak
właśnie
komu powierzyć, zaufać dosadnie
otwartym być drugiemu
szczerym do bólu kochać nie ślepo
w każdym jego znaczeniu
jak nie ominąć w życiu ważne
by tyle nie do stracenia
uścisnąć dłoń komu należy
mieć swoje do powiedzenia
kogo pytać w zgorzkniałym świecie
kiedy krzywdę drugiemu
niczym zarazem po świecie roznosi
człowiek żyjący w zgorszeniu
moje pytania to ślepy tory
grochem o ścianę echami
więc po co pytam pyta wszy
zadaję
zamiast przepuścić uszami
jutro na pewno będzie
z tobą czy bez
słońce również zgaśnie
to tylko kwestia czasu
toteż się nie martw na zapas
co jest stratą dekad
rozdawaj uśmiech i kochaj
miłość do rany swej przyłóż
bo każdy człowiek zraniony
tego od niej oczekuje
jutro z tobą czy bez
ktoś inny to samo poczuje
tysiące miliony ślad w ślad
po czym się urwie i zatrze
kresy wszystkie skończenia
Szekspir i pióro właśnie
wszystkimi melodiami świata są nasze języki
z których rozumie tylko jeden, ojczysty
jeśli mieć wroga to innej nacji
nie rozumiejąc jego łatwiej będzie potępiać
lepiej nie mieć żadnych, niewykonalne
gdyż nawet świętego zbezczeszczą
co dla ciebie jest święte
dla innych, nie
inne wyznanie
byle znalazł się powód
stąd każda epoka, wichry szalejące
kamienie łamią lemiesze
jeszcze nie pomyślał, a już uczynił
diabeł diabłu kołysankę zanucił
wszystkimi melodiami świata są nasze języki
z których rozumie tylko jeden, ojczysty
jeśli mieć wroga to innej nacji
nie rozumiejąc jego łatwiej będzie potępiać
lepiej nie mieć żadnych, niewykonalne
gdyż nawet świętego zbezczeszczą
co dla ciebie jest święte
dla innych, nie
inne wyznanie
byle znalazł się powód
stąd każda epoka, wichry szalejące
kamienie łamią lemiesze
jeszcze nie pomyślał, a już uczynił
diabeł diabłu kołysankę zanucił
drzewiasta matka w polu
przytulała dzieciątko
wiatr dogorywał
zewsząd
niebo by nie cierpiała
czasem wpuściło słonko
w połowie listopada
za bardzo nie ogrzało
co za dziwne drzewo
dziwili się ludzie
przyszli z piłami
każdy chciał dla siebie
krucyfiksy
na pamiątkę
a ono
chociaż cudem
krwawiło
