Zmiana sposobu prezentacji
Warszawa wiosenna, inna jest, niż by się zdawać mogło.
Pulsem stolicy bije plac przy Metrze Centrum, gdzie pseudo
Indianie wygrywają „Barkę” na swoich flecikach. Mało w tym prawdy, ale i ludzie
tutaj jacyś mało prawdziwi.
Warszawskie kwiaciarki, korzeniami wrosłe w bruk, kuszą
wonią świeżych tulipanów, zupełnie jak w mroźne zimowe poranki. Nie ma w tym
nic dziwnego, nic zdrożnego. W końcu pieniądz to pieniądz. A żyć trzeba, proszę
państwa... Żyć trzeba...
Wschody słońca co raz leniwsze. Leniwie zrzucane z siebie
sny. Leniwa jazda do pracy. Ruchomymi schodami. Bo zbyt już słonecznie i
śpiesznie na spacer. Stoliczny hałas już nie ten sam. Trzeba więcej ruchu na
wiosnę. Więcej zabiegania. Za dużo już mimowolnych uśmiechów.
Dłużą się ciepłe popołudnia. Chciałoby się uciec. Rzucić
wszystko i biec. Niechby wiatr rozwiewał włosy i łysiny! Niechby to słońce, co
nie dla nas przecież świeci, spiekło policzki i usta! Niechby się chciało nic nie robić! Ale nie
można! Nie stać nas na to! Czas zbyt cenny, by marnować go na błogie
nic-nierobienie!
Zmierzch dzisiaj taki różowy... Rumieni twarze i ramiona...
Trzeba by znaleźć kawałek miasta dla siebie. Trzeba by znaleźć dłoń do
splecenia. Trzeba by... może się zakochać...
Warszawa wiosenna, bezsenna z każdym zmrokiem co (...)
--- full text ---
