Oh_Nina
ALL WORKS Poetry (18) Prose (2) Diary (1) Photography (1)
About me Friends (3)

Zmiana sposobu prezentacji

26 september 2012

prose

Oh_Nina
Oh_Nina

Zupełnie inna para kaloszy.



Matka lubiła powtarzać, że kupi nam mieszkanie, bo wynajmowanie jest przecież takie bezosobowe i obrzydliwe - zupełnie jakbyś spał ze wszystkimi poprzednimi lokatorami na raz! Ile to wszystko było warte, sam za siebie mówi fakt, że teraz nie mam już ani matki, ani Adama, za to adres mogłem zmienić w tydzień. Podniesione czemu-on-dlaczego-nie-ty-to-wszystko-twoja-wina brwi natychmiast przestały oblepiać wszystkie ściany, widocznie kleiły się tylko do tłustych śladach po jego palcach. Chociaż nie, anielski dotyk mojego brata mógłby zostawić najwyżej złoty brokat.
Nieruchomości się dobrze nie sprzedają.
Po dwóch latach nadal nie ma tu nic mojego, poza papierem w wytłaczane psy, który ląduje co dzień w kiblu, dlatego zbudzony potężnym poczuciem misji 21. lipca o 10.14  - o zgrozo! najgorętszego dnia dekady - półprzytomny wybiegam w poszukiwaniu najbardziej stylowych lamp, zegarów i talerzy, jakie stworzyły małe chińskie rączki, żeby po wielu godzinach w niezliczonych alejkach opływający potem natknąć się na Ninę tuż pod klatką. Ulice opustoszałe, ludzie dogorywają, szczerząc się do przenośnych wiatraków, a ona musi być akurat tutaj. Wchodzimy już w pięcioro: ja z młynkami do soli i pieprzu, i ona - ze swoim rakiem prawego płuca.
Są neonowe, niebieski i zielony z pokrętłami w kształcie staromodnych kraników – 19,99 sztuka.
Mówi, że jedzie do domu, ojciec ma znajomości (...)

--- full text ---

31 may 2012

prose

Oh_Nina
Oh_Nina

Noc

Snuje się. Z kąta w kąt, z pokoju do pokoju. Krąży, otwiera i zamyka kolejne szafki i węszy, jak pies myśliwski wywąchuje na wpół martwą zwierzynę. Słyszę te kroki, powietrze, które pod jego stopami ucieka w niepowtarzalnie irytujący sposób. Niech już To kurwa znajdzie, czymkolwiek by to nie było, bo oszaleję. Wiatr nie pozwala upoić się dymem, krążąc wściekle wokół głowy albo szturmując uchylone okno niewidzialną siłą. Dziś będzie Noc, jestem pewna, dziś znowu całe Miasto stanie na głowie. 
        Kran, czajnik, gaz, gwizdek. Kto schował owocową w lodówce?! – słyszę i już stoję z kubkiem herbaty wetkniętym w dłoń. Przy oknie, jak zwykle, opierając czoło o zimną szybę i zaglądając do oświetlonych mdłym blaskiem pokoi z przeciwka. Ludzie tłoczą się w hermetycznych wnętrzach, zaciągają używanym powietrzem, kiedy po ich ulicach krążą tylko dziurawe reklamówki. Pieprzone trusie, z twarzami umazanymi hipokryzją. Lęk tak okropnie wykrzywia ludziom twarze, ale nie lęk sam w sobie, tylko przerysowane grymasy, które mają go zakryć.
        Widzę w szybie linię zarostu przeciętą długim smukłym płomieniem, a moje odbicie uśmiecha się krzywo. – Przecież równie dobrze to moglibyśmy być my. Chcesz spędzić ostatnie godziny życia podglądając sąsiadów? – jego dłonie są tak duże, że prawie może objąć moją talię. Nawet w tak rozproszonym świetle widać zasinienia (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register