|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (51) Prose (11) Diary (9) Photography (11) Graphics (17)
Postcards (3) About me Friends (12) Collections (1) | |
Zmiana sposobu prezentacji
fałszywym gnojkom od razu daję strzał, ten złoty ... Co ty? One biegają po dachach, na ziemi życie trymi i trudzi, we wsząd zajrzeć przegrałem - a jednak ... mam! Materiał mam i szybko kumulując go, jednak wszednakiem wiem! Tym niemniej głupi i tak zostaną spaleni na stosie, "tya" chcieli by może, a morze za daleko? Za - później zostaną spaleni na stosie - po śmierci ... Przebóg - to jeno życie!
- "Dziwki jeb.ć" - wrzasnął kolega miejscowy
Wiara nienasycona, kręci się z nogi na nogę, w szumiącym przed gaju, przy jedynej drodze w tej wsi.
Była mara, poczuli jej zapach, szła swoją jedyną szosą do domu rodzinnego, strach opływał po jej lędźwiach, aż usłyszała ten zabójczy skowyt - "Dziwki jeb.ć"- nie rozumiała wszak kochała kogoś siłą tak niemożliwą jak ocean łączł ją dalece od niego. Stanęła. Pomyślała, że w tej małej wiosce już nic nie wyrośnie, może jedynie zarosną nią chwasty. Stała ze wzrokiem przed takimi, myślała jednak o roślinach.
Był tam Stefan z małżonką o twarzy bochna, był rumiany Karol, był nieudęga Krzysiek, ten co zawsze za kozami ganiał, był i magistrant lecz bez magisterium, nazywali go tak, bo ta niemota wyrywając się ze świata Spowierzchniczek nigdy nie wiedział jak nie wrócić na swoje łono. I wreszcie był on syn sołtysa Maniek. Przez sześć lat fabrykował u majstra szlifierki. Trudny to fach, wszak on nie robił przy drobiazgach, fabrykował na tłokach do siódemek, tak biedak nabrał świata.
Majster jego to był poczciwy chłop. Michę Maniek miał, a i sam szefo widział w nim sukces. Cokolwiek tu opisywać, to Maniek miał jeden dar silną rękę i umysł jego nie uwłaczał, choć widział wiele to widział stosunkowo za dużo. Manitu - tak go nazywali płoszył się na ten dźwięk i chował go skrycie w (...)
--- full text ---
Zablokowałem ją wreszcie, chodzi i nęci. Wzdycha i zieje.
- Dosyć - pomyślałem - łazi i szwęda się za mną jakby nie umiała się mną zająć, ja się nią zawsze z oddaniem zajmowałem.
Tym niemniej to jej zajęcie jest dla mnie i tak nie zrozumiałe.
- Kocham cię, nie teraz już nie kocham. - wypowiedziała wczesnym wieczorem.
Błogosławiona, czy omamem wabi? Zdziwi się jak wreszcie wydrukuję, nie wcale nie wiersze, nie śmiałbym obrazu dzieci swoich na targ wystawiać, wśród nich są i kaleki, niech zrobią to siostry i brat.
- to nie jest mój numer - wyszemrała powolnie jej koleżanka
- od kiedy? - wcale nie zdziwiony, że odebrała akurat ona
- od niedawna
- a to miło, w takim razie proszę ją pozdrowić - dodałem.
Nastała cisza, choć i dręczenie czuwania.
Czy to ja jestem wariatem skoro numer jej nie jest jej numerem koleżanki, czy to koleżanka ma halo do jej numeru? Z drugiej strony jaka głupia - myślała, że nie będę wiedział, że to Iwet. W końcu tylko ona umie tak okłamywać Wacława. Zastanawiało mnie jednak jedno, skoro obie siedzą na łonie - to gdzie?
Poszedłem, nie bacząc nawet na ową osiemnastą wyszedłem wcześniej, a to był jedynie zwykły wtorek, sam jak sam może być wtorek. Postanowiłem podciągnąć spodnie i pójść. Człowiek w zanadrzu musi mieć jakąś drogę.
Teraz łatwiej i (...)
--- full text ---
Chimeryczne to życie ...
Jak ja lubię się uzależniać, uzależniony od kobiet, wiecznie ich chimerami trącany, przedbożem pomóc im, ale nie umieją czuć, a właściwie to czują swój własny egoizm, uzależniam się więc od pracy!
Ale to też ona – ta – praca rodzaj żeński i jak to ona znów ma swoje chimery wzniesie cię do orgazmu, żeby za chwilę dać ci po pysku, uzależnić się tak i oddać wreszcie czemuś ...
Tak cholera czemuś!
Nic więcej nie pozostaje w chwili kryzysu jak wypić uzależniającą kawę, w pracy, kiedy nie pozostaje już nic innego podnieść serce na orbitę, taki para orgazm, tak ... co z tego jak zaraz opadnie i znów dostanę telepki ? To znów ta ona podła ...
Szlag człowieka trafia kiedy w newralgicznym momencie ty zmęczony pracą po szóstej kawie idziesz do niej ... Licząc na wsparcie, no przynajmniej duchowe, o cielesnym to już nawet szkoda myśleć, bo foch – ten foch jest ich domeną, chciałyby umieć podejmować decyzję, a tym czasem pozostaje im tylko męski foch. Więc idę sobie taki zmęczony już tym wszystkim, a ona co? Spierdala do windy, żebym nie mógł jej dogonić po schodach ...
A ciulać to, zabiorę wreszcie jego – kolegę na wódkę i omówimy te przykre aspekty życia. Siedząc tak uzależnieni wzajemnie od kobiet - trącmy się nim - wreszcie nim - kieliszkiem, przez stan rozgoryczenia, poprzez euforię, (...)
--- full text ---
Nikt nie wie na co trafi, jak będzie dupkiem w gnoju zacznie bić, jak ignorantem w pseudo raju zacznie ignorować. Naprawdę nikt nie wie, jak nim będą poniewierać, bez względu na to, czy jest oblany złotą kupą!
Poznawszy przeżyłem pradziadków. Cknieniem prawdziwości byli, jak prababacia zmarła, dziadek wiecznie silny położył się do łóżka - z własnej silnej woli, żałuję, że moje dzieci nie mogły tego widzieć. Widzą coś innego. Siłę człowieka, dzisiaj ich prababcia wywędrowała z domu ...
- Gdzie jadę?
- Do lekaża babciu.
- hry hry hry, przecież ja jestem zdrowa ...
104
p.s. - chyba mnie zamkną do więzienia
stosunkowo mało przeżywam coś co można byłoby nazwać ekstazą, ale stosunkowo dużo razy bywam ekstatyczny, świat jest piękny ludzie czasem debilni, a czasem wspaniali, a ja cytując za dezerterem mam prawo do bycia idiotą, tata ta hej ha tata ta lala i siekiera
Przeżywałem okres burzy i naporu, potrzebowałem jednej prostackiej kobiety z tasakiem w ręku, żeby go zabiła ...
Poezja jest jak hokej, wszyscy biegną po bandzie, aby zdobyć gola. Różnica pomiędzy oboma sportami jest prosta, w poezji kosz stoi na środku boiska.
Siedzę samotnie w zamknięciu piekieł, nie mam szansy na wyjście z impasu. Jakbyś nie żyła byłoby łatwiej, jakbym nie żył miałabyś łatwiej. Dzisiaj znów oglądałem to magiczne pudło, zebrałem tam wszystkie bibeloty po tobie, strzępki rozdartego różowego materiału, zapiski, skrawki wspomnień, bilet do Krynicy, skrawek kalendarza z ostatniego grudnia, zużytą podpaskę i pomadkę z lusterkiem ... tak mam ją ja...
Dotknąłem naszego ulubionego telefonu, nie działa już staruszek, ale jaki sentyment budzi. Te dni i noce spędzone razem przypomina, rozstania też, ale ważniejsze – przypomina powroty. Nie wiem co mam zrobić zadzwoniłbym do ciebie, ale nie mogę, znów coś wykpisz, znów znajdziesz punkt G własnego ego ... Byłoby łatwiej gdybym nie żył, nie musiałabyś gęgać na mnie, a tak wszystko ma niejasny koniec i najcudowniejszy początek.
Muskam twoją sukienkę, tą, którą rozmyło morze, kiedy weszłaś w niej pod wodę. Dzisiaj ja poszedłbym pod wodę, dzisiaj ja gdzieś pod mostem, tam zawsze większy nurt, rozłożyłbym tatarak i przeszedł powoli na środek zanurzając się po głowę, ale cóż Jasień za płytki a do Wisły za daleko.
Siedzę w zamknięciu piekieł, zadzwoniłbym do ciebie, bo pójść już i tak nie mam dokąd ...
dwa światy, wszyscy ludzie
mam dość was, kiedy mój...
i świat się zawala,
wtedy oni myślą
o pieniądzach, identycznie...
jak karta przedpłatowa,
a tu życie z życia się zawala
a ja głuszę i myślę jak być,
jak rozsądnym w tym co realnie,
doskwierając tkwi w jego ości,
w nim samym ....
kocham za mocno ...
(jemu ... K...)
