8 may 2015

Z bliska i tak gorączkowo (anatomia)

Anna nareszcie ma chwilę spokoju, dlatego z wypiekami na twarzy siada w kuchni,
jakby znowu była dzieckiem, i dopiero uczyła się rozpoznawać kolory. Bez patrzenia
nazywa karaluchy po imieniu: Nauczyciel, Gliniany Zlepek, Oberżysta. (Są piękne,
ich pancerzyki lśnią jak najprawdziwsze kamienie i tylko czasami wyobraża sobie,
że ściska je w palcach, jak broszki

przypinane niby byle błahostki). Poetycko okrutna, odprowadza wzrokiem córkę,
która ma śmiałość być samotna i jeszcze wykorzystuje ten fakt, owijając się w miejscu
wskrzeszeń, układa historię wstydu, jak wtedy, gdy najbardziej nie ufała ich wyspie,
w której głód dokuczał jedynie doniczkom pozbawionym kwiatów. (Wyglądały
jak od dawna nieodwiedzane groby, gdzieś daleko stąd, gdy nadchodzi czas orki).

Ofiarnie powtarza stare przyzwyczajenia, podobne wydmom. Zdradza nerwowość
(nikt mnie nie rozczaruje, nikomu nie grozi rozczarowanie). Żadna z myśli jaką snuje,
nie pozostanie w niej ani chwili dłużej. Oberżysta wzmaga częstotliwość ruchu, więc
Anna zaczyna się uśmiechać, zatracając swoją istotę, choć jej oczywiście nie mąci.
Raczej trzyma na muszce, na podstawce z sitowia. (Wygląda jak dziewczynka).


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 10 | report | add to favorite

Comments:

blue eye,  

Ten "kibel" mnie trochę zaskoczył, jakoś mi tu nie pasuje, zmieniłabym :) ale podoba mi się historia, świetnie się czyta, zaciekawia, powinien być c.d. (kiedyś) :) no, bo ciekawa jestem i już :)

report |

supełek.z.mgnień,  

A na co (jeśli to nie kłopot)? W takiej formie ten tekst się ze mnie "wylał" i tak go zostawiłam, co nie znaczy, że tak być musi. Ciągu dalszego chwilo nie przewiduję, ale kto wie. Dziękuję za ślad. :)

report |

blue eye,  

(ja zawsze z opóźnieniem) jak przeczytałam pierwszy raz, to zamiennikiem miał być klozet, ale szczerze mówiąc nie pasowałby,teraz jest fajnie; zawsze po zmianie wiersza autor niechętnie do niej podchodzi, też tak mam :) takie przyzwyczajenie do pierwszych napisanych słów, bez kombinowania i mieszania... myślę,że nie jest teraz źle i wszystko do siebie pasuje.

report |

supełek.z.mgnień,  

Jak znam życie, pewnie trzeba będzie ''dłubać'' dalej :) Miło, że wróciłaś. Budujące. Pozdrawiam.

report |

bosonoga,  

Ciekawie snujesz, ale i dla mnie „kibel” wpadł do wiersza jakby... przypadkowo :) Pozdrawiam :)

report |

supełek.z.mgnień,  

Spodziewałam się tego. I ja pozdrawiam. :)

report |

bosonoga,  

Wracam do Twojego wiersza, ale nadal ten "kibel" wyskakuje jak diabeł z pudełka :)))

report |

supełek.z.mgnień,  

No cóż, bywa, że ''akcenty'' kładą się cieniem na całej reszcie, a czytelnik - zwłaszcza świadomy - daje odczuć, że nie tędy droga... naginam znaczenia ;) Dziękuję za powrót, Bosonoga. Zmieniłam. [Choć mnie ten kibel nie przeszkadzał, a nawet nadawał pewien tok słowotwórczy].

report |

magda p,  

Czyta się :-)

report |



other poems: Napierśnik, Dni bez końca, noce z przeszłości, Jakby zawsze było więcej rzek, niż brzegów, Retrospekcja poklatkowa, Wszystko oprócz słów. Studium intymne, Nawet jeśli bez słów, Po-szmery, Ze współczesnych przedstawień, Wszystkie życia Anny, w oparciu o nieistnienie, Kobieta, która szkicuje. Pierwsze słowo, Stany pośrednie. Rytuały, Popielnik, I dlatego cisza, Odkłamywanie, Lęg, Rozbłyski w wirowaniu ćmy nad lampą. Reinterpretacje, Tam, gdzie topi się kocięta, Wysłyszeć, Pomiędzy powrotami, W samowidzeniu (nieobecność), Zatopiony krzew, Miniatura, Żeby odejść, Bezpowrotność, Jakby dwa liście ocierały się o siebie, spadając, Pamiątki po narodzinach, W świetle przedranka, strach na wróble wygląda jak żebrak, pod pachą niosę chleb, Brzegi chmur, niby rany, Z dnia na dzień, A jeśli tam nic nie będzie, albo będzie wszystko?, Rysy. (Nic pięknego), Komuś ucieka czarny balonik, Cienie, Płaty słów, Kruki biorą się z dźwięku, Obrysowania, Zatopole, Zrównania, Drzewa najbliższe drodze, Podwórko utwardzone orzechowymi łupinami, Uchylony popielnik, O smugach na linoleum, Resztki obrazów, Nie ubędzie słów, Pochlipywanie, zmęczone ekrany (kawałki szkła i żadnego kina), Portrety bez twarzy, Nieprzypadkowo, Zawężanie chwil, Autobusy wypluwają przechodniów, Koło popychane kijem, Kontaminacja, O tym, jak nie poznałam matki, przemijalność — czyli nie jestem panią własnych słów, ślady, nikt się w nas nie budzi (bóle fantomowe), Z ciał zwierząt wyrastają kwiaty (gruntowanie płótna), Grudniowe nieba w ciągłym milczeniu. Portrety, Kolor zaschniętej śliny. Ożywianie., Uczę się chować w wiązce siana, bawić w dom, Pamiętam słowa, chociaż zapomniałam dźwięki głosów, Potrzeba wiary, Rozgnieżdżenie, Zawodzenie, Usłyszeć, że się jest, Zanim słowa. Obrazobranie, Przedproże, świat aż zwidniał, Jakby szemrało sitowie. Pobłyski, mimo braku miejsca, później wskoczę do wody by przybliżyć to miejsce, Martwa ziemia w reklamówce, Z bliska i tak gorączkowo (anatomia), nieskończoność. przed telewizorem, mokre trawy poją ziemię, włóczkowe serce, a wiesz, że rzepy we włosach mogą udawać koronę?, poza tą chwilą, wyraźne przywidzenia zaledwie przykuwają uwagę, m.in.,

Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register