Zmiana sposobu prezentacji
Z dzieciństwa pamiętała zbyt wiele. Próbowała z tym walczyć, ale na próżno. Niechciane wracało w najmniej niespodziewanym momencie.
Siedziała w tramwaju. Patrzyła beznamiętnie przez szybę. Myśli miała skupione na liście zakupów, którą układała od kilku minut w głowie. Nagle szarpnęło tramwajem. Zatrzymał się. Spojrzała na ludzi stojących na przystanku. Wśród kilkunastu bezosobowych twarzy, zobaczyła mężczyznę. Zadrżała. Przestała oddychać, skuliła się w sobie. W ułamku sekundy wszystko wróciło.
To było lato 1982 roku. Żmije samolubnie wygrzewały się niedaleko schodów drewnianego domu. Po pewnym czasie domownicy przyzwyczaili się do tego, że one tam są. Nawet pies już ich nie obszczekiwał. Gdy się wyniosły, seniorka rodu zaczęła przebąkiwać o czającym się nieszczęściu, ale nikt nie zwracał uwagi na ględzenie starowinki.
Dziewczyna z tramwaju miała wówczas pięć lat. Lubiła słuchać opowieści babci, chociaż często potem budziła się w nocy, bojąc się tego co zobaczyła we śnie.
Przyjazd wujka Andrzeja, najbardziej ucieszył mamę. Gotowała dla niego smakołyki, a później siadała obok, przy stole i cichym głosem rozmawiali godzinami.
Dziewczynka chowała się w kącie, koło pieca i słuchała tych rozmów niewiele z nich rozumiejąc. Często zasypiała na zapiecku, wtulona w brązowego misia, jedynej (...)
--- full text ---
Gdy dotykał jej twarzy czuła mrowienie na całym ciele. Szeptał słowa, jakich nie słyszała od nikogo. Uśmiechała się dziewczęcą szczerością. Pozwoliła zdjąć bluzkę, stanik, podciągnąć spódnicę. Gdy próbował zsunąć majtki, wystraszyła się.
- Ja nigdy…
- Cii malutka, już dobrze. Wszystko będzie dobrze.
Głaskał ją po policzku, jednocześnie brutalnie rozrywając bieliznę. Jęknęła. To podnieciło go jeszcze mocniej.
- Co tu mamy?
- Młoda dziewczyna. Naga. Chyba gwałt, na co wskazuje krew na udach. Chociaż nie stwierdzam śladów walki.
- Czy ona się uśmiecha?
- Tak.
Policjant pokręcił z niedowierzaniem głową. Popatrzył na równie skołowanego kolegę i zaklął pod nosem. Potem odwrócił się od ciała w kierunku radiowozu.
- Zwyczajnie ufała temu skurwielowi.
W pokoju paliła się tylko mała lampka. Nie dawała zbyt wiele światła. Bardziej tworzyła klimat, poczucie bezpieczeństwa dla tych, którzy bali się ciemności, albo innych demonów.
- Mamo, zaśpiewasz mi na dobranoc? Proszę.
- Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga…
- Nie, nie, coś weselszego.
Matka popatrzyła z czułością na synka. Szkrab skończył niedawno zaledwie cztery lata, a miał więcej siły od niej. Opanowała łzy i szepnęła:
- A może zwyczajnie opowiem ci bajkę?
Chłopiec pokiwał głową na zgodę. Wtulił się w poduszki i z otwartą buzią słuchał opowieści matki, która za każdym razem wymyślała dla niego ciekawą opowieść. Melodyjny głos zamykał powieki brzdąca. W ostatniej chwili chwycił jej rękę, jakby się bał, że zostawi go tu samego. Uśmiechnęła się widząc ten gest. Pogłaskała synka po płowych włosach. Wyglądał jak aniołek. Dłużej już nie wstrzymywała emocji, które rozrywały ją od środka.
Szloch niósł się echem po korytarzu pogrążonym w półmroku.
- To ta z dziesiątki. Zostaw. I tak nic już nie da się zrobić.
Chrapliwy głos Oddziałowej przerwał ciszę w dyżurce. Młoda pielęgniarka usiadła z powrotem przy biurku. Zmroziło ją w środku. Nie potrafiła jeszcze zachować dystansu. Zastanawiała się, wpatrując w płatki śniegu wirujące w świetle latarni, czy kiedykolwiek będzie (...)
--- full text ---
rozmowa jest łatwa – wiem że słuchasz
z innymi nie umiem otwarcie bez chowania się
za dziesiątą maską której nie zerwie halny
do znudzenia powtarzasz pisz o tym co czujesz
a nie pragniesz poczuć
pomaga – nawet jeśli to tylko wbijanie
kilka centymetrów pod ziemię
kolejne kroki stawiam już bliżej powierzchni
zwyczajnie o życiu miłości rozterkach i tym co boli
nie wiem jednak czy umiem wyrzucić z siebie patos
wystający z butów niczym palec z dziurawej skarpety
ale nie będę uciekać niech będzie jak jest – to nic
tylko próby pokazania czegoś głęboko iskrzącego
wspomnieniem mało radosnym
potrafię gotować choć nikt mnie nie uczył
matkę wychowywano bez miłości
Myśli się we mnie kłębią, po rozmowie z bliską koleżanką. Miejsca nie mogę znaleźć... Jedno zdanie, które wypowiedziała niemalże na koniec, nie daje mi spokoju: "Są takie dni, że nie mogę się pozbyć przekonania, że jestem jak brzydka kurwa, której nawet alfons nie chce już pieprzyć." Wybaczcie dosadność, ale tak właśnie to ujęła. Pomyślałam wtedy - "Matko, ile razy ja się tak właśnie czułam? Straciłam rachubę." Życie nie jest od rozpieszczania. Ale czy musi kopać w tyłek tak często? I niby stajemy się mocniejsi i szlachetniejsi. Ale czy to prawda? Zmieniamy się z biegiem lat. Jedni mniej, drudzy bardziej. Żałujemy wielu błędów, jakie popełniliśmy po drodze. Choć nie jestem zwolenniczką umartwiania się i rozgrzebywania starych ran. To jest zbędny bagaż. Ale wracając do tego zdania, które we mnie "siedzi" - są takie dni, kiedy pokutują w nas lęki, które pielęgnujemy zamiast je wyrzucać za okno. I nie pomaga wówczas spojrzenie w lustro i powtarzanie sobie - "Nie jesteś kurwą, nie jesteś kurwą, nie jesteś..." Myślę, że w takich chwilach ważnym jest, aby umieć rozmawiać o bólu, o tym co nas podgryza od wewnątrz. Ale nie ma jednej recepty dla każdego.
