Podkład pod szczapy ognia

Martwy motyl przyklejony psią śliną do okna, nie składa się
w ofiarę, po kilku dniach rodząc robaki. Prześwietla je światło i kot,
wykazując większą ruchliwość od deszczu na nastroszonym ogonie.
Dni definiują nas, jak zapas jedzenia, motywy ciał, albo film z dubbingiem
w obcym języku. Przy grobie ojca, który jest logarytmem innych grobów,

nikt się nie modli. Zbyt łatwo w cieniu starej gruszy miarowe nic, nic, nic,
gotowe na bluzgi. Kolory przeciągnięte od poczęć blakną do jednego.
Dzieci jak niemowlęta dotykają rączkami powietrza, niby żałobnicy niosący
rozkołysane trawy, tak jak zdumiewa nas, że dzień dobiega końca,
a szczelny zmierzch daje więcej niż zabiera: przy całej natarczywości życie

wieczne nim przeboli, opatrujemy w przedawnionym dzisiaj. Na okładce książki,
którą kiedyś napiszę, między zdziczałymi śliwami szczeniak w tekturowym
pudełku, wygląda jakby przeżył samego Boga. Powinnam się poruszyć,
docieszyć jego wycie naszą karykaturą w kałuży. Istny karnawał bezsłownych
komiksowych dymków. Z nocą, z niebem, i tak dalej. Kartka papieru.
W dogmacie moja twarz zatrze się najszybciej.

jeśli tylko
20 january 2020 at 12:03

a ja znalazłam książce zasuszony kwiat róży, nie sądziłam, że może zasuszyć się tak na płask..

report

supełek.z.mgnień
20 january 2020 at 12:20

A co książka na taki podarek?

report

alt art
20 january 2020 at 12:32

znam ten ból; to dlatego pozbyłem się prawie całej biblioteki..

report

supełek.z.mgnień
20 january 2020 at 12:39

Oj.

report

supełek.z.mgnień
20 january 2020 at 12:39

U mnie brakuje miejsca na książki.

report

jeśli tylko
20 january 2020 at 12:43

książka była nam podarowana, wiec była niespodzianka, a kwiat tak płaski, że niespodzianka była długo utajona..

report

jeśli tylko
20 january 2020 at 12:44

używana..

report

supełek.z.mgnień
20 january 2020 at 12:55

To miłe. :)

report

violetta
20 january 2020 at 23:22

piękne dotykanie powietrza i rozkołysane trawy.

report

supełek.z.mgnień
21 january 2020 at 15:48

Dziękuję.

report

smokjerzy
22 january 2020 at 10:13

zawaliłaś mnie obrazami, muszę to jeszcze przetrawić, a trawienie - wiadomo - wymaga czasu ;) wrócę więc, tu i pod kilka innych wierszy, dopiero jak będę gotowy. a teraz pozdrawiam! :)

report

supełek.z.mgnień
22 january 2020 at 10:56

Mnie ostatnio też te obrazy zasypują. ;) Ale pojawiają się, więc daję im prawo do bycia. Zdaję sobie sprawę, że tego typu teksty długo czekają na czytelnika. Jednak zawsze warto. :) [Nie uciekamy.] Pozdrawiam. :)

report

Ania Ostrowska
24 january 2020 at 19:31

dobrze dotrzeć do takiego wiersza. A potem nie chce się już szukać dalej. Nie mam dobrej metody na czytanie Twoich wierszy, pamiętam jeszcze przed kilku laty, kiedy był cykl - z Anną? nie pomyliłam imienia? Że wystarczył moment dekoncentracji, odpłynięcia z obrazem na chwilę na margines, żeby powrót w to samo miejsce był już niemożliwy, więc znów od początku, jak fala podgryzająca brzeg, bo z tych samych dawniejszych czasów, utkwiły mi w głowie Twoje czarno-białe fotografie plaży i morza, gdzieś się więc to wszystko łączy i przeplata. A kiedy już za którymś razem docieram do ostatniego wersu, za każdym razem ogarnia mnie smutek. Jeszcze się nie zdarzyło inaczej. I chyba nie chciałabym inaczej.

report

supełek.z.mgnień
25 january 2020 at 10:49

Witaj Ania. Dziękuję, że zajrzałaś, i że pamiętasz cykl o Annie, a także fotografie z tamtego okresu. Wzruszył mnie Twój komentarz, i bardzo ucieszył. [Chyba jestem pisemnym smutasem. I, dobrze, że nie muszę się zmieniać.] Pozdrawiam. :)

report

Ania Ostrowska
25 january 2020 at 12:55

pozdrawiam i ja :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register