Nieprzyjemnie być chowanym zimą
bez kożucha i bez rękawiczek,
ze skostniałą, marsową miną
i surowym, chłodnym obliczem.
Gdy ci wszyscy - mili co przyszli
zaciskają zmarznięte palce
i nie widać co sobie myśli
ta dziewczyna w czarnej woalce.
Swego ciepła dać jej nie można.
Słońca nie ma i nic nie grzeje,
a od wyjścia powiewa chłodna
myśl pragnąca zabrać nadzieję.
Nieprzyjemne są chłodne pogrzeby.
Nie współczuje nikt złożonym kwiatom.
Czym zasłużyć, by przejście w niebyt
było takie cieplutkie jak lato?
było takie cieplutkie jak latem... no piękny wiersz :)
report
a któż to Marku ma wpływ na umieranie? a zresztą latem jeszcze gorzej umierać, gdy świat taki ciepły i pięknY:))
report
"Czym zasłużyć..." - odczułam ten wiersz, Mareczku. Zostawiam buziaka na szczęście. :)
report
Bliżej niż dalej, to powiem - Lepiej latem, bo na Jej grobie siadły dwa ptaszki,dając koncert, jak nigdy nikt za Jej życia:) Piszę z rozrzewnieniem.
report