28 january 2014

Świecarz

 
 
Lubię świece. Wracam do samego siebie, kiedy mogę zapalić świecę, chociażby podgrzewacz do herbaty. Jestem sobą, kiedy w pomieszczeniu palą się świece. Może gdybym się narodził przed dwustu pięćdziesięciu laty, byłbym świecarzem. Pani lubi świece? Ciepło. Najbardziej lubię delikatne drganie płomienia, które nas wycisza i uspokaja. O ile wyciszeniu i uspokojeniu poddamy się. Delikatne drganie płomienia ciepłem pomieszczenie wypełnia. Gra warta świeczki.
Baśń o tym, jak razu pewnego, król postanowił dać rękę swojej córki, temu kawalerowi, który wypełni w całości największą komnatę królewskiego zamku. Zna pani te baśń? Zapewne jest tak, jak pani mówi. Król ogłosił: Rękę księżniczki i połowę królestwa otrzyma ten mężczyzna stanu wolnego, który w całości wypełni największą komnatę w moim największym zamku!
Następnego dnia z samego rana, o świtaniu pod zamek zajechał w płóciennej koszuli, całkiem jurny syn najbogatszego chłopa w okolicy. Zajechał pod zamek, niczym orszakiem, trzema wozami wypełnionymi sianem. Na każdej stercie siana siedział parobek. Jurny syn najbogatszego w okolicy gospodarza i parobkowie zabrali się krzepko do zapełniania sianem komnaty. Przerzucali siano widłami z wozów do zamku. Do samego południa to trwało, ale okazało się, że siana było za mało. Pełno miejsca zostało pod sklepieniem komnaty. Król od zapachu siana zaczął kichać. Wystraszył się, że zakicha się na śmierć. Przetarł łzawiące oczy, wysmarkał się i rozkazał, żeby jurny młodzieniec czym prędzej zabierał się z sianem! I żeby go więcej nie widział! I żebymu z zamku wioski nie robił! Księżniczka obserwowała całe zdarzenie ukryta za blendą. Westchnęła stokrotnie, ponieważ młodzieniec z sianem był cudnieopalony, miał pogodną twarz i piękne pośladki. A siano tak ponętnie pachniało!
Około południa na zamku pojawił się grajek w zawadiackim kapeluszu, spod którego sypały się bez końca złociste loki. Śmiał się i śmiał, aż wszystkim damom dworu wydawało się, że grajek swoimi pięknymi zębami, którymi się śmiał i śmiał, wypełni największą komnatę aż po powałę! Śmiali się wszyscy. Cała służba się śmiała. Uśmiechali się strażnicy, grube kucharki, nawet zamkowe myszy śmiały się i pokazywały ząbki kotom. A to, że się śmiali wszyscy tak szczerze, sprawił jeden grajek w zawadiackim kapeluszu spod którego bez końca sypały się złociste loki. Śmiejące się zęby wypełniły po sufit największą komnatę. Kandydatura grajka do ręki księżniczki wydała się przesądzona. Przecież wypełnił śmiejącymi się zębami komnatę aż do stropu! Damy dworu już marzyły o potajemnych pocałunkach z grajkiem ząb w ząb. Król śmiał się tak długo, jak długo śmiał się grajek. Podobnie straż i służba. Kiedy grajek przestawał się śmiać, przestawał się śmiać także Król. A kiedy nie śmiał się Król, nie ośmieliła się śmiać ani straż, ani służba. Wtedy komnata stawała się zupełnie pusta! Król przepędził grajka w cholerę.
Po wieczór w zamku pojawił się świecarz i ogłosił, że zdoła wypełnić w całości największą zamkową komnatę. Zabrzmiało to tajemniczo. Damy wstrzymały oddech. Księżniczka pokazała się zaciekawiona na krużganku w wieczorowej kreacji. Król natomiast, uznał że już pora kłaść się spać i zaczął rozglądać się za szlafmycą. Trzeba przyznać, że świecarz miał osobowość. Chłopak szczupły i prosty jak świeca. Już same eleganckie i dystyngowane pojawienie się świecarza w komnacie, jakby ją wypełniło. Ledwie zaczął mówić, wszystkim udzielił się przyjemny nastrój. Świecarz rozstawił świece. Przy wejściu i wzdłuż okien umieścił świece lawendowe. W najciemniejszych zakamarkach, tam gdzie tynk odpadał i gromadziła się wilgoć, postawił świece tytoniowe. Miał też świece, których wosk przypominał zapachem końskie siodło. Wahał się krótką chwilę, gdzie te świece umieścić. Kiedy już podjął decyzję co do rozmieszczenia świec o ryzykownym zapachu końskiego siodła, zabrał się do ozdobienia komnaty świecami o kształtach i zapachu majowych kwiatów. Świece zapłonęły. Płomienie mieniły się. Nie potrzeba było ani muzyki, ani nektarów, ani ambrozji. W komnacie zakrólował przyjemny nastrój. Co za klimat, szeptały damy dworu. Blask świec odbijał się w oczach strażników. Księżniczka jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak szczęśliwa jak teraz. Jeden płomień świecy rozgrzał serce. Drugi płomień ożywił najmilsze wspomnienia. Trzeci płomień świecy pozwalał zapomnieć o przykrościach. Czwarty płomień świecy opowiada o ukochanej babci. Przy piątej świecy księżniczce zdawało się, że jest na łące. Szósty płomień oczywiście przenosił ją do ulubionego strumyka. Kiedy zbliżyła się do siódmej świecy, obróciła się i popatrzyła na dworzan. Wszyscy mieli szaty w kolorze prawdziwego złota. Nastój, czy jak szeptały damy dworu – klimat wypełnił każdą szczelinę komnaty, nawet tę gdzie tynk odpadł. Świecarz wyprostowany jak świeca, na paluszkach przemieszczał się po sali i dyskretnie jak pszczółka w kielichu, każdemu szepnął miłe słówko. Proponował skosztowanie miodu, który miał w słoiczku. Nikt nie odmawiał i wszyscy po kilka razy oblizywali łyżeczkę. Zaiste, jak mówiły doświadczone kobiety, nie chodzi o wielkość i ilość lecz o klimat i atmosferę. Chodzi o dotyk. Ciepło rozgrzało kobiety, usta delektowały sięmiodem, a uszy chętnieprzyjęły dobre słowa. Wszyscy czuli się szczęśliwi. Blask świec i szczęście ludzi wypełniły największą zamkową komnatę. Budzono Króla i budzono. Budzono i budzono. Budzono i budzono, ale gdzie tam. Król smacznie przespał nastój, klimat i wszystkie przyjemne zapachy oraz apetyczny miód. Rano w komnacie Król zobaczył plamy po stearynie i poczuł swąd wypalonych knotów w perfumowanym łoju. Zastanawiał się, po kiego licha do komnaty przyniesiono końskie siodło? Opowiadać dalej? Zakończenie baśni jest piękne. Ale nie chcę zakończeń, nawet pięknych. Lubię świece. Ciało przy świecach ma cieplejszą barwę.

 




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register