Witold


25. Strzała


Znowu nachodzą mnie myśli, czy muszę poświęcić coś dla korzyści?
Wniosek jest tak nierealny, że aż wydaje mi się rzeczywisty -
jeśli powstrzymam się od działania to osiągnę efekt przeciwny,
zamiast odpowiedzi poszukam pytania, aż sens stanie się nielogiczny.

Zamykam oczy i widzę - ta cisza nie daje mi zasnąć.
Wypatrując skaz na suficie nie czuję podłogi skrzywionej tak bardzo.
Dosyć ciągłego siedzenia w tym ciemnym pokoju, zaświecam światło -
tak wiele dzieli mnie od zrozumienia, że za oknem już dawno jasno.

Wszystko jest pełne sprzeczności, a Ty chcesz żebym wyrażał się wprost.
Proszę - święci już na wysokości, a czarownice rzucone na stos.
Radzę podążać za szeptem zwątpienia rzuconym przychylnie przez los
na głębokie wody złudzenia, że ziemia nie przyjmie w objęcia swych rąk.

Rozpuszczam siebie w nicości poprzez deficyt uczucia bliskości -
alchemia osobowości - jestem skrzywiony, świat staje się prosty.
Znów się dobijam do drzwi. Zamykasz głowę, to wchodzę przez sny.
Przybiorę formę kochanków i lęków, będę definicją śmiechu przez łzy.

Nie radzisz sobie z rzeczywistością? Daleko jesteś od jej zrozumienia?
Twoją uwagę odciąga podświadome dążenie do zniszczenia.
Niełatwo wpisać się w schemat miejsca, w którym nie rozmawia się o problemach.
Ciągły dylemat - być sobą czy udawać kogoś kogo tak naprawdę tu nie ma?

Jestem! Nieświadomym głosem, tym który zamknięty jest w ciemnych piwnicach.
Niepewność jest dużą zaletą, wbrew temu co można przeczytać.
Obłęd zostawmy na razie na strychu - nie wiadomo kiedy się przyda.
Tymczasem niech klasyfikacja zaburzeń stanowi nam działania wymiar.



https://truml.com


drukuj